Seks polskich kobiet w XIX wieku. Mężom zalecano, by je dusili i odmawiali im jakiejkolwiek przyjemności

W XIX wieku seks był dla Polek bolesny i poniżający. To nie przypuszczenie, ale fakt. Bo w Warszawie już w 1908 przeprowadzono wśród kobiet ankietę z pytaniem „jak często doznają rozkoszy” w łóżku z mężem. Wyniki były zatrważające.

Nauka stała murem za podobnymi koncepcjami. W epoce zaborów panowało powszechne przyzwolenie dla wszelkiej maści erotycznych wybryków mężczyzn. I nic dziwnego, bo nawet lekarze twierdzili, że wstrzymywanie się od stosunków seksualnych choćby przez krótki czas może zniszczyć zdrowie lub nawet zabić.


Reklama


Potwierdza to ankieta przeprowadzona w 1903 roku wśród warszawskich studentów. Respondenci, którzy nie uprawiali regularnie seksu, uskarżali się w związku z tym między innymi na „zanik zdolności”, ciężkie migreny i „częste zdenerwowanie”.

Ci, których do abstynencji zmusiła bieda, otwarcie nawoływali do „zakładania dobroczynnych domów publicznych dla ubogich studentów”. Przytoczono też popularny pogląd, zgodnie z którym „prostytucja istnieje na to, by młodzieży zdrowie zapewnić”.

W XIX wieku popularny był pogląd, że „prostytucja istnieje na to, by młodzieży zdrowie zapewnić” (Henri de Toulouse-Lautrec/domena publiczna).
W XIX wieku popularny był pogląd, że „prostytucja istnieje na to, by młodzieży zdrowie zapewnić” (Henri de Toulouse-Lautrec/domena publiczna).

„Niemal urzędnik państwowy”

Rzecz jasna uważano, że wstrzemięźliwość szkodzi tylko mężczyznom. Postępowe pismo „Kosmetyka” w 1908 roku tłumaczyło: „Zupełne wstrzymanie się od stosunku płciowego jest dla kobiety rzeczą (…) dla zdrowia obojętną, podczas gdy u mężczyzny wywołać ono może pewne zaburzenia w sferze nerwowej lub psychicznej”.

Kolejne dwie dekady też nic nie zmienią. Lekarze pierwszego kontaktu nadal będą leczyć migreny u mężczyzn właśnie prostytucją. O zetknięciu się z taką metodą wspomni w 1925 roku Cecylia Bańkowska, autorka książki Jak uświadomiłam mojego syna. Wprawdzie z dezaprobatą – jednak bez zdziwienia.

Przeczytaj też: „Próby spółkowania powodują gwałtowne krzyki”. Noce poślubne w przedwojennej Polsce

„Prostytutka stała się na wiek cały filarem moralności społecznej, niemal urzędnikiem państwowym” – podkreślał Tadeusz Boy-Żeleński. W polskich miastach pracowały dziesiątki, a może i setki tysięcy z nich. Z tego olbrzymia część – w samej Warszawie.

Co trzecia kobieta była prostytutką?

Najodważniejsze statystyki wskazywały, że nawet co trzecia kobieta w stolicy w wieku od dwudziestu do trzydziestu pięciu lat para się prostytucją. Świat został podzielony pomiędzy cnotliwe i nietknięte narzeczone, z którymi mężczyźni spędzali popołudnia, oraz na kobiety upadłe, w których ramionach mijały im wieczory.


Reklama


Te drugie nie mogły liczyć nawet na status pełnoprawnych istot ludzkich. Uczestnicy ankiety z 1903 roku podkreślali, że czują „wstręt do kobiet sprzedajnych i publicznych”. Widzieli w nich ni mniej, ni więcej, tylko „wrzód społeczny”. A jednocześnie – przyznawali, że jak niemal każdy, korzystają z ich usług.

Powstało przekonanie, że „pewne grupy ludzi, pozbawione są wszelkich praw ludzkich i niewarte żadnych względów, a żyją tylko dla użytku, rozrywki lub wygody ludzi uprzywilejowanych”.

O podejściu do spraw łóżkowych w II Rzeczpospolitej pisałem szeroko w książce Epoka hipokryzji.

Moralność tylko dla kobiet

Na masową skalę realizowano zasadę „podwójnej moralności”. Polegała ona na przyjęciu przez społeczeństwo zupełnie różnych oczekiwań wobec kobiet i wobec mężczyzn. Tym drugim wolno było bezkarnie prowadzić życie seksualne przed i poza małżeństwem. Panny i mężatki miały z kolei być bezwzględnie cnotliwe i wierne.

Narzeczeństwa trwały w epoce wiktoriańskiej przez całe lata. Dziewczyna czekała i tęskniła; chłopak – uganiał się za dziwkami. Gdy ślub po paru latach dochodził wreszcie do skutku, w wielu przypadkach bardziej przypominał pogrzeb. To była transakcja, w której uczucia schodziły na dalszy plan w stosunku do kwestii majątkowych, towarzyskich czy nawet honorowych.

Przeczytaj też: Rzucił synem o ścianę, próbował zgwałcić córkę. Leczono go w najbardziej brutalny sposób

Chodziło o zdobycie dobrej partii i ewentualnie posagu oraz o pozyskanie zdrowej, silnej matki dla przyszłego potomstwa. Boy półgębkiem wspomina o jakiejś tam, mimo wszystko, roli miłości, ale to z jego strony przejaw daleko posuniętego optymizmu.

XIX-wieczni specjaliści małżeństwo traktowali jak handel. Doktor Baker, autor wydanego w 1809 roku poradnika Tajemnice płci żeńskiey, sugerował, żeby oblubienicę przed ślubem rozbierać do rosołu i kontrolować, czy nie ma żadnych defektów fizycznych. Zupełnie jakby była klaczą na targu. Pomysł ten wracał wielokrotnie przynajmniej do lat sześćdziesiątych XIX wieku. Zawsze w odniesieniu do kobiet.


Reklama


Monogamia zaprzecza naturze… u mężczyzn

Po nocy poślubnej w sytuacji mężczyzny niewiele się zmieniało. Miał odtąd zapewniony wikt i opierunek, ale życie seksualne prowadził tak, jak zawsze. Głównie poza domem. Na uzasadnienie tego faktu znaleziono kolejny pseudonaukowy argument.

Zgodnie z popularną teorią przytoczoną przez Izę Moszczeńską (autorkę felietonu Cnota kobieca z 1904 roku) każdy mężczyzna był z urodzenia poligamistą, a każda kobieta – monogamistką. W efekcie wierność mężów uznawano za rodzaj zwyrodnienia i grzechu przeciwko naturze. W przypadku żon podobnym grzechem byłaby jakakolwiek próba szukania doznań seksualnych poza małżeństwem.

Feminista Izabel Moszczeńska w swoim felietonie z 1904 roku przywoływała popularną wówczas teorię jakoby mężczyźni byli poligamistami, a kobiety monogamistkami (domena publiczna).
Feminista Izabel Moszczeńska w swoim felietonie z 1904 roku przywoływała popularną wówczas teorię jakoby mężczyźni byli poligamistami, a kobiety monogamistkami (domena publiczna).

Dzieła literackie i cała obowiązująca kultura wpajały im przekonanie, że pożycie małżeńskie to w pierwszej kolejności forma poświęcenia. 

„Czystość jest czymś bezwzględnie dobrym, życie płciowe zaś w każdym razie plamą i poniżeniem” – instruowano dziewczęta przez całe XIX stulecie. Mężczyźni też odbierali praktyczne porady. Mieli robić wszystko, by kobieta nie zaznała seksualnej satysfakcji.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

„Przystępować znienacka do aktu spółkowania”

Fakt ten doskonale oddaje praca lwowskiego lekarza Artura Ligiszy z 1903 roku. W książce poświęconej tematowi zapobiegania ciąży udzielał on czytelnikom szeregu niezawodnych rad. Przykładowo, wedle niemieckiego zwyczaju:

Przed aktem płciowego obcowania zupełnie się nie podnieca nerwów u żony żadnymi pieszczotami, całusami lub objęciami, tylko wprost przystępuje się niespodzianie, znienacka do aktu spółkowania.


Reklama


Skutek przy tym głównie ma zależeć [od tego], aby zaraz od początku małżeństwa tak postępowano, aby młoda nie znała innego rodzaju wykonywania małżeńskiego obcowania, jak tylko ten jeden.

Szok i niedotlenienie

Inny sposób wymagał, by kobieta bacznie obserwowała, aż u mężczyzny zbliży się chwila orgazmu i na moment przed wytryskiem głęboko nabrała powietrza. Następnie powinna wstrzymać oddech na tak długo, jak tylko będzie w stanie. Szok i niedotlenienie powinno zniwelować ryzyko zapłodnienia.

Nawet wydawanej już po I wojnie światowej poradniki ostrzegały przed rozseksualizowanymi żonami (domena publiczna).
Nawet wydawanej już po I wojnie światowej poradniki ostrzegały przed rozseksualizowanymi żonami (domena publiczna).

Prostsza metoda, podawana w publikacjach innych autorów, zakładała po prostu zupełny, stuprocentowy bezruch kobiety w trakcie całego stosunku. Mąż niech robi swoje, a żona powinna leżeć niczym kłoda.

Pieszczot zakazywano także z troski o… kobiecą cnotę. Dziesiątki poradników, nawet tych wydawanych już po pierwszej wojnie światowej, potwierdzają, że powszechny był strach przed rozseksualizowanymi małżonkami.

Przeczytaj też: Przyjaźń czy związek lesbijski? Co naprawdę łączyło Marię Konopnicką i Marię Dulębiankę?

Autorzy (rzecz jasna zawsze mężczyźni) konsekwentnie tłumaczyli, że żona, która polubi seks, niechybnie zacznie zdradzać swojego męża. Prościej było uznać, że same potrzeby seksualne to u każdej kobiety objaw ciężkiej choroby: histerii.

Ona tego nie zrozumie

„Dla histeryczki akt seksualny musi być rozczarowaniem. Ona go nie rozumie” – pisał w 1895 roku francuski lekarz Georges Gilles de la Tourette. I miał rację. Z tym, że należałoby jego twierdzenie nieco rozszerzyć. Powiedzmy wprost: dla niemal każdej XIX-wiecznej kobiety akt seksualny był rozczarowaniem.

Dopiero na przełomie XIX i XX stulecia lekarze – w tym pierwsi seksuolodzy – zaczęli dostrzegać, że nie tak to wszystko powinno wyglądać. Świat niepostrzeżenie zaczął się zmieniać. Powstały nowoczesne środki antykoncepcyjne, do sprzedaży weszło skuteczne lekarstwo na syfilis, a rosnący w siłę ruch feministyczny domagał się równouprawnienia kobiet.


Reklama


Również w sypialni. Naukowcy nieśmiało zaczęli mówić o istnieniu orgazmu u obydwu płci. W bólach rodziła się pierwsza, dzisiaj zupełnie zapomniana rewolucja seksualna. I wielki udział w jej wywołaniu mieli Polacy.

81% rozczarowanych

W Warszawie już w 1908 roku lekarz i antropolog Walenty Miklaszewski przeprowadził wśród swoich pacjentek ankietę na temat seksu. Doktor relacjonował: „Żona doznaje rozkoszy przy stosunkach płciowych stale w 7,5% [przypadków], zmiennie w 11,56% przypadków, a wstrętu w 8,3% przypadków”. Łącznie dla zaledwie 19% kobiet życie płciowe było choć trochę satysfakcjonujące.

Według ankiety przeprowadzonej w 1908 roku przez Walentego Miklaszewskiego jedynie 19% jego pacjentek było jakkolwiek zawalonych ze swojego życia intymnego. Zdjęcie poglądowe (domena publiczna).
Według ankiety przeprowadzonej w 1908 roku przez Walentego Miklaszewskiego jedynie 19% jego pacjentek było jakkolwiek zawalonych ze swojego życia intymnego. Zdjęcie poglądowe (domena publiczna).

Dla porównania według najnowszych kompleksowych badań, przeprowadzonych w 2005 roku przez Zbigniewa Izdebskiego, 82% Polek przynajmniej „czasami” zaznaje orgazmu. Odpowiedź „nigdy” podała jedna kobieta na sto. Już w 1908 roku było oczywiste, że wyniki wołają o pomstę do nieba.

„Kobieta została podporządkowana mężczyźnie w myśl przysięgi posłuszeństwa i uległości. A taki stosunek stanowi wprost zaprzeczenie miłości. Ma on wszelkie cechy stosunku posiadacza, władcy” – pisał Walenty Miklaszewski na łamach czasopisma „Czystość”.


Reklama


To był jeden z artykułów, które dały początek wielkiemu erotycznemu przewrotowi. I sprawiły, że w dwudziestoleciu międzywojennym Polki wreszcie mogły polubić seks.

***


Podejście naszych prababek i pradziadków do spraw seksu to temat-rzeka. Poświęciłem mu całą książkę pt. Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce. Kliknij tutaj, by dowiedzieć się o niej więcej.

Bibliografia

  1. Cecylia Bańkowska, Jak uświadomiłam mojego syna, Warszawa 1925.
  2. Tadeusz Boy-Żeleński, Reflektorem w mrok, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1985.
  3. Tadeusz Boy-Żeleński, Zmysły… zmysły…, Biblioteka Boya, Warszawa 1932.
  4. Carl Gelsen, Hygiena miodowych miesięcy. Wskazówki dla nowożeńców, Księgarnia Popularna, Warszawa 1909.
  5. Kobieta i małżeństwo. Społeczno-kulturowe aspekty seksualności. Wiek XIX i XX, red. A. Żarnowska, A. Szwarc, DiG, Warszawa 2004.
  6. Kobieta i rewolucja obyczajowa. Wiek XIX i XX, red. A. Żarnowska, A. Szwarc, DiG, Warszawa 2006.
  7. [Artur] S. Ligisz, Maltuzyanizm w polityce ekonimii i hygieny społecznej. Rzecz o zastosowaniu sztucznej niepłodności kobiety, nakł. autora, Lwów 1903.
  8. Walenty Miklaszewski, Życie płciowe w małżeństwie, „Czystość” 1908, nr 5.
  9. Iza Moszczeńska, Cnota kobieca, „Krytyka” 1904, nr 10.
  10. Iza Moszczeńska, Czego nie wiemy o naszych synach, Księgarnia Naukowa, Warszawa 1904.
  11. O zawieraniu małżeństwa przez ludzi nerwowych i psychopatycznych, „Kosmetyka” 1908, nr 19.
Autor
Kamil Janicki
10 komentarzy
  • Co za marksistowskie brednie… W myśl artykułu rozpusta seksualna okazała się być zbawieniem ludzkości, a potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Tfu! Retoryka i ton artykułu aż bije po oczach socjalistycznymi kłamstwami.

    • Yhy, czyli jak facetom było dobrze i kurwili się na lewo i prawo to wszystko było super, ale gdy kobietom zaczęło być dobrze w łóżku i zaczęły wymagać to już marksistowskie brednie.

    • Bredzisz to ty, tępy misiu. Nie przytaczasz żadnych dowodów na swoje ryzykowne twierdzenia, w tym o marksitowsko-socjalistycznym pochodzeniu twierdzeń autora. I tak, jełopie. W porównaniu z wiekiem XIX wszyscy żyjemy długo i szczęśliwie. W dodatku jest nas sporo więcej, znamy swoje potrzeby seksualne i nie taplamy się w tak straszliwej nędzy. Między innymi dlatego, że opanowaliśmy choroby weneryczne, higienę i zapobieganie ciąży. Udowodnij może, internetowy tłuku, że jest inaczej?

  • Kompletne bzdury. Analiza życia seksualnego na podstawie kilku zapisków z książek jakichś idiotów. Nie wiem co to za portal, ale już na pewno tu nie zajrzę.

    • Kilku zapisków „jakichś idiotów”? Wśród 11 pozycji z tej bibliografii nie znajdujesz nikogo normalnego i dysponującego rzetelną wiedzą? Szczególnie że żadnej z nich, umówmy się – nawet nie zaszczyciłeś otwarciem okładki?

      Skąd takie kategoryczne twierdzenia u przypadkowego internetowego kretyna? Śmiesz w ogóle otwierać pysk? Może przedstaw jakieś kontrargumenty, historyku z bożej łaski? Może przedstawisz nam jakieś inne sposoby na „analizę życia seksualnego” naszych przodków? Bo ty to wiesz niby skąd? Z bajań księdza czy pradziada? I to niby są te miarodajne źródła, tak?

      A może masz wehikuł czasu, co? Co za bezczelny buc! Stanowczo już tu nie zaglądaj. Psujesz otoczenie swoją obecnością…

    • nie wiem, nie czytałam jeszcze, ale zajrzyj do książek o seksuologii jako dziedzinie medycyny – może one będą satysfakcjonujące…

  • Brawo! A co tomężczyźni mogą i teraz sobie był poligamiści i skakać z kwiatka na kwiatek i taki on męski maczo, a kobieta jak lubi seks to od razu ladacznica i kuhwa?
    Domagamy się wyzwolenia i przyzwolenia na bycie więc takimi kuhwami! Ja chcę być ladacznicą i kolekcjonować wzwody jak mężczyźni młode cipki!

    • Nikt ci dziś tego nie zabroni. Zresztą jak czytałaś, co 3 Warszawianka mogła się parać prostytucją, więc jakiegoś wielkiego przełomu nie uczynisz. Bzykaj się na zdrowie, byleś się tylko myła, zabezpieczała i badała dostatecznie często…

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.