W marcu 1648 roku król Władysław IV – ciężko schorowany i zdruzgotany niedawną śmiercią jedynego syna – odwiedził Wilno. Nie zabawił w litewskiej stolicy długo. Nim zdążył wypocząć po podróży, doszły go wieści o wybuchu powstania kozackiego. Zarządził więc powrót do Korony.
Podróż przebiegała wolniej niż zamierzano, bo choć sam król czuł się zaskakująco dobrze, to zaniemogła jego małżonka. Według wiadomości źródeł Ludwika Maria Gonzaga zapadła na „febrę”. Pod tym mianem mogła się kryć grypa lub inna choroba gorączkowa. Niektóre źródła mówią też o malarii.
Reklama
Szalone łowy Władysława
Przypadłość wymusiła postój w Daugach, a następnie w Mereczu, gdzie w przeszłości Władysław IV chętnie wyprawiał się z jedną ze swoich ulubionych kochanic. Król dobrze znał okolicę, postanowił więc nie czekać bezczynnie na ozdrowienie małżonki. Zaraz zarządził wyjazd na polowanie.
Nie zamierzał — ani nie był w stanie — wyprawiać się na łowy pieszo. Jego nogi od dawna odmawiały posłuszeństwa. Plan był taki, że monarcha będzie strzelać do zwierzyny z kolebki.
Woźnica jechał powoli, ostrożnie, by nie uprzykrzać się królowi na jakichkolwiek wertepach. Władysław IV był jednak tego dnia wyjątkowo niecierpliwy. Kazał ustąpić sobie miejsca, sam chwycił za lejce i pognał konie, nie myśląc o obolałych członkach i możliwych konsekwencjach podobnych ekscesów.
Wrócił późno po zmroku, podniesiony na duchu i wciąż pełen energii. Już tej samej nocy odezwały się jednak jego stare dolegliwości.
Reklama
Tabletka wieczysta
Na bóle nerek lekarze zalecili gorącą kąpiel, która nie przyniosła większej ulgi. Wkrótce pojawiły się jeszcze problemy żołądkowe. Jeden z konowałów, Jan Kraft, kazał podać swemu panu środek przeczyszczający, konkretnie antymon.
Jest to pierwiastek chemiczny, półmetal o toksycznych właściwościach. Już w starożytności wiedziano, że kontakt z antymonem prowadzi do gwałtownych wymiotów i wypróżnień. Od czasów rzymskich wykonywano kielichy antymonowe. Ten, kto napił się z nich wina, szybko zwracał zawartość żołądka.
Naczynia takie wciąż były znane i popularne w dobie nowożytnej. W Rzeczpospolitej chętniej jednak sięgano po „tabletki wieczyste”.
Z antymonu odlewano małe kuleczki. Pacjent połykał takową, doznawał rozwolnienia i w efekcie wypuszczał z organizmu także i tabletkę. Stąd określenie „wieczysta”, po wykorzystaniu kulka wracała bowiem do apteczki. Jak wyjaśnia Andrzej Fiedoruk, umytą tabletkę wielokrotnego użytku szlachcice „usłużnie pożyczali znajomym i sąsiadom”.
Reklama
Końska dawka i 150 wypróżnień
Terapia nie była bezpieczna, ale też nie prowadziła zwykle do natychmiastowych opłakanych skutków. Problem w tym, że Jan Kraft postanowił zaaplikować królowi prawdziwie końską dawkę półmetalu.
Władysław IV otrzymał „w surowym jaju” nie jedną tabletkę wieczystą, ale… dziewięć! Biegunki, która wówczas nastąpiła, nie udało się już pohamować. Jeden ze świadków zapisał, że król miał w ciągu trzech dób „co najmniej półtorej setki wypróżnień”.
Schorowany monarcha od lat był gotów płacić krocie każdemu, kto obiecywał mu choć chwilową ulgę w cierpieniach.
Żonie swojego kapelmistrza, dość przypadkowej kobiecie, dał tysiąc złotych polskich (dobrze ponad sto tysięcy w dzisiejszych pieniądzach) w zamian za przepis na życiodajny balsam. Jakiś pruski chłop dostał od króla dużo więcej: sześć tysięcy, za recepturę ponoć niezawodnego wywaru.
Także ostatkiem sił Władysław IV dopytywał: „Czy można znaleźć człowieka, który potrafiłby mnie jeszcze wyleczyć?”. Takiej osoby nie było. Król skonał w nocy 20 maja 1648 roku w wieku lat pięćdziesięciu trzech.
***
O bolesnym życiu, okropnej śmierci i trudnych relacjach Władysława IV z żoną piszę znacznie szerzej w mojej nowej książce pt. Damy srebrnego wieku. Pozycję poświęconą wielkim kobietom XVII stulecia, które uchroniły Polskę przed zupełnym upadkiem, kupicie na Empik.com.
Powyższy tekst powstał właśnie na jej podstawie. Bibliografia tematu znajduje się w książce.