Atak na Konstantynopol w 1204 roku i łupienie miasta.

Szturm Konstantynopola w 1204 roku. Tak zdobyto najpotężniejsze, najlepiej ufortyfikowane miasto świata

Strona główna » Średniowiecze » Szturm Konstantynopola w 1204 roku. Tak zdobyto najpotężniejsze, najlepiej ufortyfikowane miasto świata

W lutym 1204 roku nikt nie spodziewał się, że lada dzień zostanie zburzony porządek średniowiecznego świata. Siły krzyżowców, zmierzające do Ziemi Świętej, mieniły się obrońcami Imperium Bizantyńskiego. Wystarczyło jednak, że cesarstwo wschodnie pogrążyło się w w politycznym kryzysie. a przywódcy krucjaty zdecydowali, ze zamiast na Saracenów, uderzą na… chrześcijański Konstantynopol. Jakim cudem udało im się przeprowadzić szturm na najpotężniejszą twierdzę w znanym świecie?

Atak wyznaczony na poniedziałek [12 kwietnia 1204 roku] rozpoczął się z samego rana. Po stronie oblegających wzięli w nim udział wszyscy zdolni do walki mężczyźni. Nie przystąpili do niej jedynie ciężko ranni i obłożnie chorzy. (…)


Reklama


Od początku walczący bili się z największym poświęceniem, a wrzawa towarzysząca szturmowi była tak duża, iż „zdawało się, iż ziemia drży”. (…) [Okręty] podpłynęły możliwie najbliżej murów obronnych i rzuciły kotwice.

A kiedy zakotwiczyli, to rozpoczęli mocno atakować i strzelać, i miotać, i rzucać na wieże [obronne Konstantynopola] grecki ogień, ale ogień nie mógł ich opanować, dlatego że były one pokryte skórami. A ci wewnątrz mocno bronili się i dobrze wyrzucali pociski z 60 kamieniomiotów.

Szturm Konstantynopola w 1204 roku. Miniatura XV-wieczna.
Szturm Konstantynopola w 1204 roku. Miniatura XV-wieczna.

Wielkie kamienie, niemożliwe do podniesienia przez jednego człowieka, spadały na okręty, jednak dzięki poczynionym zabezpieczeniom, nie czyniły im większej szkody. Krzaki winorośli i drewno doskonale amortyzowały uderzenia. Ginęli natomiast lub odnosili ciężkie rany ludzie.

Większość nef [rodzaj okrętów] nie była w stanie zagrozić wieżom. Ich konstrukcje zostały na tyle podniesione, że tylko niewiele drabin sięgało szczytu, ponadto statki pozostawały jednak w zbyt dużym oddaleniu od murów obronnych. (…) Było oczywiste, że w takiej sytuacji atakującym będzie niezmiernie trudno dokonać jakiegokolwiek wyłomu w obronie, a każda godzina upływająca jedynie na wymianie pocisków przybliża ich do kolejnego niepowodzenia.


Reklama


Cesarz dowodzi na odległość

Zdawali sobie z tego sprawę obrońcy Konstantynopola, walcząc z największym poświęceniem. Zachęcał ich do walki cesarz, który jednak czynił to z pewnego oddalenia.

Jego stanowisko znajdowało się w bezpiecznym miejscu na wzgórzu w nieznacznym oddaleniu od fortyfikacji, gdzie rozstawiono wielkie, kolorowe namioty i skąd Aleksy V Murzuflos w obecności dworskich dostojników i adiutantów obserwował wzmagający się bój.

Tekst stanowi fragment limitowanej edycji książki Sławomira Leśniewskiego pt. Konstantynopol 1204 (Bellona 2022). Do kupienia tylko w księgarni wydawcy.

Niemal dokładnie ćwierć tysiąca lat później, kiedy stolicy Bizancjum znów zagroziło śmiertelne niebezpieczeństwo, ostatni jego cesarz, Konstantyn XI, był wraz ze swoimi poddanymi i żołnierzami w pierwszej linii walczących i w obronie miasta położył na szali własne życie.

Murzuflos nie znalazł w sobie równie wielkiej determinacji. Pragmatycznie zadbał, aby w przypadku porażki, pozostała mu droga ucieczki. Ani w roku 1453 Konstantynopola nie zdołało ocalić poświęcenie basileusa, ani teraz Aleksemu V Dukasowi nie udało się tego dokonać, dowodząc z bezpiecznego miejsca obroną miasta.


Reklama


Zrządzenie losu

O wszystkim zadecydował przypadek, jakich wiele zna historia wojen. Kiedy po wielu godzinach walki wydawało się, że wysiłki łacinników i ich floty, szamocącej się bezsilnie wzdłuż majestatycznych murów, nie przyniosą efektów, stało się coś, co później w obozie Franków uznano za cud. Oddajmy głos kronikarzowi [krucjaty Robertowi de Clari]:

A pielgrzymi atakowali dotąd, dopóty zniesiona nefa biskupa Soissons nie uderzyła o jedną z tych baszt, dzięki cudowi boskiemu, gdyż morze nigdy nie jest spokojne; a na mostku nefy był pewien Wenecjanin i dwaj uzbrojeni rycerze.

Gdy nefa uderzyła o tę wieżę, Wenecjanin uchwycił się nogami i rękami wykręcając się, jak mógł, dostał się doń. Kiedy w niej był, a żołnierze, którzy byli na tym piętrze, Anglowie, Duńczycy i Grecy, zobaczyli go, doskoczyli doń z siekierami i mieczami, i całego rozsiekali na kawałki.

Oblężenie Konstantynopola w 1204 roku. Obraz Palmy Le Jeune z XVI wieku.
Oblężenie Konstantynopola w 1204 roku. Obraz Palmy Le Jeune z XVI wieku.

Wenecjaninem, który jako pierwszy wdarł się na basztę i również jako pierwszy okupił ten wyczyn śmiercią, był Piotr Albertini. Zaś podwójna nefa, tak szczęśliwie rzucona przez fale na wieżę, składała się z dwóch okrętów — Raju i Pielgrzyma.

Wspomniani przez Clariego dwaj rycerze nazywali się Andrzej Dureboise i Jan z Choisy. I właśnie na pierwszego z nich czekała niezmierzona sława zdobywcy baszty. Kiedy nefa powtórnie w nią uderzyła, frankoński rycerz uczepił się drewnianej konstrukcji i po krótkiej chwili dostał się do środka. Ku niemu natychmiast rzucili się obrońcy, wymierzając śmiałkowi ciosy mieczami i siekierami. Stała się jednak rzecz zdumiewająca.

Osamotniony Dureboise nie dał się powalić wrogom ani zepchnąć ze szczytu wieży. Życie uratowała mu zapewne w równym stopniu doskonała zbroja, jak i konsternacja załogi wywołana jego pojawieniem się na górnym piętrze baszty.

Ogarnięci paniką obrońcy popełnili niewybaczalny błąd. Zamiast za wszelką cenę pozbyć się intruza, zbiegli na niższe piętro. Dureboise stał się panem najwyższej platformy i to okazało się wstępem do zdobycia Konstantynopola.


Reklama


Do dwóch razy sztuka

Po chwili dołączył do niego Jan z Choisy i obaj, przez nikogo nie niepokojeni, za pomocą grubych lin przywiązali nefę do wieży. Teraz kolejni rycerze mogli bez większych problemów przedostać się do baszty. Trudno się dziwić, że Clari wyczyn Andrzeja Dureboise’a nazwał cudem boskim.

Jeszcze trudniej uwierzyć w nieodpowiedzialne zachowanie obrońców, którzy w tak przedziwnych okolicznościach oddali oblegającym klucz do bronionego przez siebie miasta.

Teraz wypadki przyspieszyły, choć nie można stwierdzić, że potoczyły się lawinowo. „I kiedy ci z innych niższych pięter ujrzeli, że wieża jest zajęta przez Francuzów, ogarnął ich wielki strach, że nikt nie ośmielił się pozostawać, lecz wszyscy opuścili basztę”.

Aleksy V Murzuflos (Dukas). Wyobrażenie XV-wieczne.
Aleksy V Murzuflos (Dukas). Wyobrażenie XV-wieczne.

Kiedy obrońcy w popłochu opuszczali wieżę zdobytą przez Andrzeja Dureboise’a i żołnierzy z Raju i Pielgrzyma, spadło na nich kolejne nieszczęście. Do jednej z sąsiednich baszt przybił okręt Piotra z Bracieux i jego załodze po krwawym szturmie powiodła się podobna sztuka.

Decydujący wyłom

Zdobycie dwóch pierwszych wież, a następnie opanowanie dwóch kolejnych sąsiednich baszt przyjęte zostało przez oblegających z ogromną radością. Nie oznaczało jednak jeszcze zdobycia miasta, jedynie je przybliżało.


Reklama


Frankowie, którzy znaleźli się w opanowanych basztach, nie byli w stanie ich opuścić i kontynuować natarcia. W bezpośrednim sąsiedztwie zdobytego przyczółka — u podnóża muru, na jego koronie i w przylegających wieżach — znajdowało się bowiem tak dużo obrońców, że walka z nimi w najmniejszym stopniu nie wróżyła powodzenia.

Trudno było liczyć, że i tym razem na widok pojedynczych krzyżowców nie podejmą walki i rozbiegną się, wpuszczając ich do miasta. Nie było śmiałka, który chciałby na własnej skórze potwierdzić możliwość takiego scenariusza.

Atak na Konstantynopol w 1204 roku i łupienie miasta.
Atak na Konstantynopol w 1204 roku i łupienie miasta. Miniatury z epoki.

Irytujący pat został niespodziewanie przezwyciężony za sprawą brata kronikarza, kleryka, niejakiego Alaume’a de Clari. Znalazł się on w grupie 10 rycerzy i ponad 60 żołnierzy, który wraz z Piotrem z Amiens wyszli z okrętu na skrawek lądu oddzielający mur od wód zatoki. Robert poświęcił mu kilka nad wyraz ciepłych zdań, już w pierwszym momencie trącących pewną przesadą:

Był tam jeden kleryk […], który był odważny w każdej potrzebie, gdyż był on pierwszym we wszystkich szturmach, gdzie uczestniczył, a przy zdobyciu wieży Galaty kleryk ten, to ryzykując własnym ciałem, dokonał więcej niż ktokolwiek z wojska, oprócz pana Piotra z Bracheux [Bracieux].

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Któryś z jego ludzi dostrzegł w murze niewielkie, zamurowane wejście stanowiące kiedyś zapewne sekretną furtkę. Zbliżenie się do niego nie było łatwe, gdyż ze szczytu murów i sąsiednich wież sypała się ulewa kamieni i strzał. Pomimo to Frankowie, chroniąc się pod tarczami, dopadli do ściany i toporami, mieczami, drągami i kopiami zaczęli rozbijać słabszą w tym miejscu konstrukcję.

Jedyny odważny

Na ich głowy polały się wrzątek, gorąca smoła i ogień grecki. Część ludzi zginęła, wielu odniosło rany. Nie powstrzymało to jednak pozostałych i niebawem udało im się wybić w murze duży wyłom i wtedy „zobaczyli tylu ludzi, i znacznych, i niskich [tj. niskiego stanu], że wydawało się, iż było tam pół świata; i nie odważyli się z nieśmiałości wejść”.


Reklama


Śmiałość odnalazł w sobie jeden z nich, wspomniany już Alaume de Clari. Odrzucił stanowczo rady towarzyszy, w tym również brata, aby nie wstępować w wyłom, i sam jeden, odpychając od siebie Roberta, który siłą usiłował go zatrzymać po drugiej stronie, przez wybity otwór ruszył ku miastu.

Było absolutnie oczywiste, iż jego czyn zakrawa na czyste szaleństwo i pojedynczy człowiek, wynurzający się po drugiej stronie muru, nie może w niczym zagrozić obrońcom. Kiedy wyciągnęły się ku niemu ich zbrojne prawice, a z góry poleciał grad kamieni, Alaume rzucił się do ucieczki. Nie była ona jednak wynikiem paniki czy zwierzęcego strachu przed śmiercią. Kleryk miał swój plan.

Wkroczenie do Konstantynopola 1204
Wkroczenie do Konstantynopola. Wydarzenia z kwietnia 1204 roku w wyobrażeniu XIX-wiecznego artysty.

Kiedy ujrzał Piotra z Amiens i jego ludzi stojących u wejścia do wyłomu, zakrzyknął do nich: „Panowie, idźcie śmiało! Widzę, że oni odchodzą bardzo rozbici i uciekają”. Ośmieleni tym Frankowie skoczyli do środka i nastąpiło już kolejne tego dnia zdarzenie, w przekonaniu olbrzymiej większości krzyżowców mające znamiona cudu.

Jeszcze jeden cud

Widząc grupę kilkudziesięciu napastników wyłaniających się po wewnętrznej stronie muru, obrońcy gremialnie zaczęli się cofać i opuszczać swoje stanowiska w sąsiedztwie wyłomu. Nie zdołał ich powstrzymać sam cesarz, stojący nieopodal z przybocznym oddziałem, jak to określił kronikarz, „tak na rzut kamieniem”.

Murzuflos wydał gwardzistom rozkaz do ataku, ale ci, widząc zwarty szyk, w jaki ustawił podkomendnych Piotr z Amiens, i determinację bijącą z ich twarzy, po kilku krokach zawahali się, następnie samorzutnie zaczęli się cofać.

Było to kolejne całkowicie niezrozumiałe zachowanie obrońców w długim ciągu zdarzeń, jakie się rozegrały tego dnia. Murzuflos, wściekły i jednocześnie bezradny, wyczytując z reakcji swoich żołnierzy wyrok na miasto, opuścił wzgórze i pogalopował w kierunku pałacu Blacherny.


Reklama


Frankowie nie tracili czasu na roztrząsanie przyczyn niepojętego zachowania Greków. Ich dowódca wysłał część ludzi do najbliższej bramy z rozkazem rozbicia ryglujących ją zamków i otwarcia wrót dla oczekujących po drugiej stronie murów krzyżowców.

Zadanie zostało sprawnie wykonane, choć masywne wrota były od wewnątrz bardzo solidnie zabezpieczone. Kiedy ich dwa skrzydła zostały z hukiem rozsunięte, los Konstantynopola był ostatecznie przesądzony.

Przeczytaj też o złupieniu Konstantynopola w 1204 roku. Czy to była największa grabież średniowiecza?

Źródło

Powyższy tekst stanowi fragment limitowanej edycji książki Sławomira Leśniewskiego pt. Konstantynopol 1204 (Bellona 2022). Do kupienia tylko w księgarni wydawcy.

Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce korektorskiej.

Haniebne losy IV krucjaty

Autor
Sławomir Leśniewski

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.