Tortury dla nieletnich, sędziowie, którzy nie skończyli podstawówki. Działalność Wojskowego Sądu Rejonowego w Łodzi

Komunistyczne władze nawet nie próbowały sprawiać pozorów. Katownię Urzędu Bezpieczeństwa ulokowano w tym samym budynku, w którym jeszcze parę miesięcy wcześniej znajdowała się siedziba Gestapo.

W okresie stalinowskim to urząd bezpieczeństwa urósł do rangi najważniejszej instytucji w tworzonym na wzór sowiecki i przy pomocy sowieckich doradców aparacie represji. Po 1948 r. policja polityczna umacnia swoją pozycję i zaczyna dominować nad wojskowym i cywilnym sądownictwem, jednocześnie budując niezależność od władz państwowych.


Próbuje się nawet „wymknąć” spod kontroli partyjnej, stając się „państwem w państwie”. Posługując się metodami tortur, powszechnych represji, aresztowań, działając poza prawem, stoi na straży nowego, komunistycznego ustroju.

Bezpieka w Łodzi

Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Łodzi został powołany do życia od razu po wkroczeniu do miasta Armii Czer­wonej, czyli w styczniu 1945 r. Za symboliczny można uznać wybór na jego siedzibę gmachu przy ul. Anstadta 7, w którym podczas II wojny światowej swoją katownię miało Gestapo.

Mieczysław Moczar był pierwszym szefem łódzkiego WUBP (fot. domena publiczna).

Budynek był już przystoso­wany do przetrzymywania i torturowania więźniów, wystarczyło za­pełnić go „wrogami ludu”. Pierwszym szefem łódzkiego WUBP został Mieczysław Moczar.

Kolejno tą, wywołującą powszechny strach, instytucją kierowali: Teodor Duda (1948–1951), Czesław Borecki (1951–1954), Stanisław Żydzik (sierpień–wrzesień 1954) i Teodor Mikuś (1954–1957). W Łodzi utworzono też Miejski Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, mający swoją siedzibę w budynku przy ul. Kilińskiego 156. Jednocześnie w województwie łódzkim działało kilkanaście powiatowych urzędów bezpieczeństwa.

Przeczytaj też: Czy Łódź po II wojnie światowej mogła zostać polską stolicą?

Ta krwawa formacja, zwana paradoksalnie strukturami „bezpieczeństwa”, w okresie stalinowskim wciąż rozrastała się, przyjmując wielu nowych funkcjonariuszy. Trafiali tam sprawdzeni w bojach i pozbawieni skrupułów działacze, często z legitymacjami partyjnymi.

Aparat bezpieczeństwa organizowany był na wzór radzieckiego NKWD zarówno pod kątem struktur, jak i bezwzględnych metod działania. Z funkcjonariuszami „bezpieki” współpracowali przy rozbijaniu zbrojnego podziemia żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.


Jeżeli dodamy do tego jednostki milicji, zwanej „obywatelską”, podporządkowane nowej władzy Wojsko Polskie i stacjonujące na terenie kraju oddziały Armii Czerwonej, możemy mieć wyobrażenie o militarnej sile skierowanej do ujarzmienia polskiego społeczeństwa (…).

Sąd na usługach polityków

Urząd Bezpieczeństwa był najważniejszą, ale nie jedyną instytucją stalinowskiego aparatu represji. Złą sławę zyskał również łódzki Wojskowy Sąd Rejonowy (WSR), który współpracował z urzędami bezpieczeństwa, z żołnierzami Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, był też podatny na polecenia płynące ze struktur partyjnych PPR, a później PZPR.

Tekst stanowi fragment książki Grzegorza Mnicha Stalinowska codzienność. Łódź w latach 1949-1956wydanej nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego (2019). 

Działał w Łodzi w latach 1946–1955 i zasłynął z wydawania wyroków na polityczne zamówienie. W tym czasie orzekł 200 wyroków śmierci, na kary zaś więzienia skazał dziewięć tysięcy osób. Najmniej kar śmierci, bo tylko siedem, zasądził w latach 1954–1955, czyli już w czasie łagodzenia represji i tendencji „odwilżowych” w polityce. Po jego rozwiązaniu, rozpatrywaniem spraw politycznych zajmował się sąd powszechny.

Kadry nowego typu prawników, w pełni uzależnionych od komunistycznej władzy, zaczęto w Łodzi kształcić już od 1946 r. Wtedy właśnie ruszyła pierwsza w kraju średnia szkoła prawnicza, przygotowująca do zawodu przyszłych sędziów i prokuratorów.


„Kuźnia talentów prawniczych”

Szkolenie przebiegało w pośpiechu, podczas kilkumiesięcznych kursów, by jak najszybciej zastąpić przedwojennych sędziów nowymi orzekającymi. Kandydatów wybierały władze partyjne tylko spośród osób lojalnych, o sprawdzonych poglądach politycznych, aktywnie angażujących się w utrwalanie władzy ludowej i ściganie przeciwników nowego ustroju.

W roli tej chętnie widziani byli kandydaci o pochodzeniu robotniczo-chłopskim, bez wykształcenia, pozyskiwani wprost z fabryk. Wśród kandydatów na przyszłych sędziów byli nawet tacy, którzy nie ukończyli szkoły podstawowej.

Łódzka „kuźnia talentów prawniczych” działała do 1952 r. W ciągu tych kilku lat placówkę ukończyło ponad 300 absolwentów, którzy rozpoczęli pracę w przekształcanym aparacie sądowym, przede wszystkim w jego strukturach wojskowych.

Ulica Piotrkowska w Łodzi (fot. Ignacy Płażewski, CC BY-SA 3.0).

Wraz z powstawaniem na terenie całego kraju Wojskowych Sądów Rejonowych, następowały też zmiany w prawie karnym. Od 1950 r. ograniczono prawa oskarżonego, wprowadzając zakaz informowania go o treści aktu oskarżenia.

Pozbawiono go też obrońcy. Podejrzany czy też oskarżony pozostawał zupełnie bezbronny, zdany był w pełni na decyzje urzędu bezpieczeństwa. Sąd stracił nawet kontrolę nad stosowaniem aresztu tymczasowego.

Przeczytaj też: Na własne życzenie straciliśmy setki inżynierów, lekarzy i naukowców. Dlaczego do tego doszło?

Koronnym dowodem w sprawie stało się – na wzór radziecki – wymuszane torturami przyznanie się oskarżonego do winy. Warto dodać, że struktury ludowego sądownictwa tworzył też, działający do 1953 r., Wojskowy Sąd Garnizonowy w Łodzi, zajmujący się głównie rozpracowywaniem spraw dotyczących tzw. przestępstw politycznych.

Parodia wymiaru sprawiedliwości

Oceniając działalność łódzkiego WSR, trzeba podkreślić bezwzględność sędziów w orzekaniu kar, szczególnie widoczną przy osądzaniu młodocianych „przestępców”.


Zatrzymywani i torturowani przez UB, sądzeni byli jak dorośli. Za „działalność antypaństwową” skazywano ich zwykle na kary od 5 do 11 lat więzienia.

Sądownictwo stało się parodią wymiaru sprawiedliwości, skutecznym narzędziem zwalczania społecznego oporu i ochrony ustroju komunistycznego. Łódzcy sędziowie bez oporów skazywali żołnierzy podziemnych organizacji konspiracyjnych i więźniów politycznych na śmierć lub długoletnie więzienie. Amnestie dla tych, którzy przeżyli, ogłoszono dopiero w 1956 r.

Łodzianie w każdym wieku byli narażeni na bezwzględne przesłuchania, a nawet tortury, o ile trafili przed sąd rejonowy. Zdjęcie poglądowe (fot. Ignacy Płażewski/CC BY-SA 3.0).

Sądownictwo wojskowe odegrało w powojennej historii Łodzi ważną, a zarazem okrutną rolę jako jeden z głównych elementów komunistycznego systemu represji. Sądy te – na polecenie urzędu bezpieczeństwa – fizycznie eliminowały przeciwników nowego ustroju.

Najpierw rozprawiły się ze zbrojnym podziemiem niepodległościowym i opozycją polityczną, a następnie przyszedł czas na konspiracyjne organizacje młodzieżowe. Do 1955 r. wojskowemu prawu i sądom podlegali również cywile.

Czy tuż po wojnie to właśnie Łódź rządziła Polską? Poznaj fascynującą historię robotniczej stolicy PRL-u!

Polecamy

Źródło

Tekst stanowi fragment książki Grzegorza Mnicha Stalinowska codzienność. Łódź w latach 1949-1956wydanej nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Książkę znajdziesz w atrakcyjnej cenie na stronie Wydawcy.

Tytuł, lead, śródtytuły i teksty w nawiasach kwadratowych pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów. Skrócone imiona postaci zostały rozwinięte.

Ilustracja tytułowa: Defilada z okazji XV rocznicy powstania Ludowego Wojska Polskiego – ul. Piotrkowska, 1958 r. (fot. materiały prasowe/APŁ).

Autor
Grzegorz Mnich
5 komentarzy
  • Łodzianie w każdym wieku byli narażeni na bezwzględne przesłuchania, a nawet tortury, o ile trafili przed sąd rejonowy. JAKOŚ
    całkiem znajomo mi to wygląda przy „O” tolerancji tow. Zero, ach tak to nie tyle zero w prawie ile osioł w nauce, jakoś umknęło mu półwiecze w rozwoju, o pardon, przecież on cofnął się w rozwoju siedząc sobie w jajku tatusia jeszcze, który wreszcie zmarł aby zmusić maminsynka do myślenia, …. samodzielnie .Czyżby był się zapatrzył w tow. moczara ???

      • To jest ta wasza prawicowa „wolność słowa” – jak ktoś powie coś, co się nie podoba, to zaraz wołacie admina…Typowe.
        Tak samo jak to: „Kandydatów wybierały władze partyjne tylko spośród osób lojalnych, o sprawdzonych poglądach politycznych, aktywnie angażujących się w utrwalanie władzy ludowej i ściganie przeciwników nowego ustroju.” – brzmi znajomo w świetle działań nowego KRS-u i gnębienia (w tym -zwalniania z pracy) sędziów, którym się to nie podoba?
        PRAWDA BOLI, PISOWCY? I DOBRZE, MA BOLEĆ!!!

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.