Zachłanność kleru w nowożytnej Polsce. "Pobierali opłaty nawet za udzielenie spowiedzi"

„Idealizowanie obrazu duchowieństwa parafialnego w dobie przedrozbiorowej ma niewiele wspólnego z rzeczywistością” – podkreśla profesor historii z Uniwersytetu w Białymstoku Cezary Kuklo. I przypomina, jak wielkim problemem w dawnej Polsce były rozwiązłość, pijaństwo, a zwłaszcza zachłanność księży.

Poziom wykształcenie i predyspozycji polskiego kleru w epoce Rzeczypospolitej Obojga Narodów pozostawiał ogromnie wiele do życzenia. Proboszczami zostawali najczęściej szlachcice. Dla dużej części z nich parafie nie stanowiły miejsc posługi, ale źródła łatwego zarobku.


Reklama


Dwa lata studiów… tylko oficjalnie

Wprawdzie od kapłanów, inaczej niż w średniowieczu, wymagano studiów w seminarium duchownym, nie było to jednak kryterium pozwalające odsiać felernych kandydatów.

Nawet w czasach saskich, gdy nastąpił w tej dziedzinie znaczący postęp, pobyt w seminarium trwał zaledwie dwa lata. A często krócej, bo na przykład w diecezji krakowskiej co piąty proboszcz miał za sobą edukację mniej niż roczną. O wiele zbyt skąpą, by wpoić mu wiedzę teologiczną i choćby podstawowe umiejętności duszpasterskie.

Małomiasteczkowy kościół parafialny z epoki baroku. Grafika XIX-wieczna.

„Niski na ogół do połowy XVIII wieku poziom intelektualny sporej części plebanów, nie mówiąc już o pomocniczym klerze parafialnym, znajdował swoje odbicie w codziennej pracy duszpasterskiej i w postawach etyczno-moralnych” – podkreśla prof. Cezary Kuklo na kartach pracy Demografia Polski przedrozbiorowej.

Zdarzali się oczywiście księża sumienni, zaangażowani, chwaleni przez parafian. Nie był to jednak w żadnym razie standard.


Reklama


1/3 księży nawet nie wygłaszała kazań

W pierwszych dekadach XVIII stulecia nawet w położonym w sercu polskich struktur kościelnych archidiakonacie gnieźnieńskim prawie jedna trzecia proboszczów nie głosiła kazań, a ponad połowa nie angażowała się w jakąkolwiek pracę katechizacyjną.

Problem dostrzegali nawet biskupi prowadzący oficjalne wizytacje parafii. Jak pisze Cezary Kuklo, szczególnie raziła postawa plebanów, którzy „nie przywiązywali troski do udzielania sakramentów, wobec czego zdarzało się, że wierni umierali bez nich”.

Duchowieństwo polskie 1588-1632 w wyobrażeniu Jana Matejki.

Rozpusta, pijaństwo i pieniactwo

O tragicznej kondycji kleru płockiego pisał do Rzymu miejscowy biskup Wojciech Baranowski (koniec XVI wieku). Także synody z przełomu wieków XVII i XVIII pochylały się nad problemem rozwiązłości kapłanów oraz nad rozpowszechnioną wśród nich tendencją do nadużywania alkoholu.

Stanisław Litak, autor pracy Parafie w Rzeczypospolitej XVI-XVII wieku, twierdził że największą przywarą polskiego kleru nowożytnego była wzgarda dla zasad celibatu. Na dalszych miejscach wymienił pijaństwo i pieniactwo.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Największa przywara?

Jan Kracik – nieżyjący już ksiądz profesor z Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie i zasłużony badacz dziejów Kościoła – w swojej pracy doktorskiej z roku 1977 roku też podkreślał wagę tych problemów, ale inną kwestię wysunął na plan pierwszy.

Jego zdaniem w XVIII wieku większą bolączką niż rozpusta i alkoholizm była potężna chciwość księży.


Reklama


„Nierzadkie były upomnienia o zaprzestanie gry w karty, odwiedzania karczmy, które powodowały popadanie w długi przez duchownych i brak troski o majątek kościelny i parafian” – wylicza Cezary Kuklo.

Autor Demografii Polski przedrozbiorowej wspomina też o „licznych zatargach księży z parafianami, a nawet bójkach z nimi, nierzadko pod wpływem alkoholu”. Tłem konfliktów nagminnie były pieniądze.

XVIII-wieczny gmach seminarium duchownego w Płocku.

Powstrzymać chciwość

Księża liczyli tak wysokie kwoty za swoją posługę, że XVIII-wieczni biskupi byli zmuszeni wydawać oficjalne taksy „mające powstrzymać chciwość kleru parafialnego”.

Sprawa budziła też zainteresowanie i oburzenie władz cywilnych. Raziły zwłaszcza horrendalne opłaty za śluby i pogrzeby. Cezary Kuklo podkreśla jednak, że zdarzali się też „plebani, którzy pobierali opłaty nawet z okazji spowiedzi wielkanocnej”.

Przeczytaj też: Krwawy sobór na zawsze wymazano z historii. To jedna z najbardziej niechlubnych kart w dziejach Kościoła

Proceder ten rozwinął się na dużą skalę, zwykle w formie handlu kartkami do spowiedzi. Bez uiszczenia opłaty za nie nie można było przystąpić do sakramentu pokuty.

Trzy złote od ślubu

W dobie Sejmu Wielkiego (1788-1792) Komisja Porządkowa Cywilno-Wojskowa powołana w województwie nowogródzkim posunęła się wręcz do wprowadzenia odgórnych, świeckich ograniczeń dla lokalnych księży.


Reklama


W świetle jej decyzji w majętnych rodzinach za ślub księża mieli pobierać maksymalnie 3 złote polskie, za pogrzeb półtora złotego.

W przeliczeniu na dzisiejsze złotówki (według metody Zbigniewa Żabińskiego, pozwalającej porównywać siłę nabywczą pieniądza w różnych epokach) byłoby to odpowiednio 100 i 50 złotych. Chrzty miały z kolei być odprawiane za darmo.

Sprawa opłat za śluby, chrzty, a zwłaszcza pogrzeby była tak drażliwa, że pochylił się nad nią nawet Sejm Czteroletni.

Dyskusję o regulacji kościelnego „cennika” prowadzono też na samym Sejmie Czteroletnim, w międzyczasie dyskusji nad pierwszą polską konstytucją. W tym celu powołano nawet odpowiednią komisję.

Z uwagi na kolejne rozbiory, wytycznych które wypracowała i pomysłów elity z województwa nowogródzkiego nigdy nie wcielono w życie.

Przeczytaj też o tym, jakie kary w dawnej Polsce groziły za rozmawianie w Kościele.

Bibliografia

  1. Kracik Jan, Duszpasterstwo parafialne w dekanacie Nowa Góra w I połowie XVIII wieku, Lublin 1977.
  2. Kuklo Cezary, Demografia Rzeczypospolitej przedrozbiorowej, Warszawa 2009.
  3. Litak Stanisław, Parafie w Rzeczypospolitej XVI-XVII wieku, Lublin 2005.
  4. Żabiński Zbigniew, Systemy pieniężne na ziemiach polskich, Wrocław-Kraków 1981.
  5. Obliczenia własne trofy dla roku 2020 według metody Zbigniewa Żabińskiego.
Autor
Kamil Janicki
17 komentarzy
    • Kopnij mocno przede wszystkim kapłanów RELIGII ATEISTYCZNEJ – zamordowali w historii setki RAZY więcej ludzi niż Inkwizycja przez 350 lat swojej historii…..

      • Sam wasz Hitler zamordował 60mil nie mówiąc o wycięciu w pień większości Indian w Ameryce. Wasz zbrodniczy kościółek ma na sumieniu kilka miliardów to nie opowiadaj głupot

        • Ciekawe Wania – super dowcip z tym, że Hitlerowi przypisujesz połowę ofiar waszego Stalina, ale z tym, że Adolf wyciął w pień większość Indian w Ameryce, to już totalnie odjechałeś. Daj namiar na dealera, bo to co bierzesz, to mocna rzecz.

      • Co ty bredzisz?Kościół to nie tylko inkwizycja to także wojny religijne czy przymusowe nawracanie na jedynie słuszną religię.Ofiary idą w dziesiątki milionów .

  • Rzeczywiście poziom umysłowy duchowieństwa w Polsce był żałosny. Dotyczyło to nie tylko proboszczów, wikarych czy kleryków, ale również biskupów. Zostać księdzem nie było trudno. Wystarczyło, jeżeli kandydat na księdza nauczył się czytać po łacinie, ale już rozumieć tego, co czyta, nie musiał. Księża przypominali ministrantów, którzy – wyuczywszy się łacińskiej ministrantury – „wyklepywali ją” przy ołtarzu, nic z tego nie rozumiejąc. Nawet w Krakowie, siedzibie biskupstwa i uniwersytetu, pełno było wśród kleru analfabetów.
    Jeśli chodzi o pijaństwo to w niejednej parafii karczma była częścią majątku kościelnego, a dochody z szynkowania wódki były uposażeniem plebana. Z uchwał synodów kościelnych wynika, że znudzeni proboszczowie dzień i noc wysiadywali w karczmach, pili i grali w kości z chłopami. Każdy wyjazd księdza – czy po kolędzie, czy do chorego – kończył się libacją w karczmie. Często w szkółkach parafialnych i na plebaniach mieściły się wyszynki wódki, przeciwko czemu w 1641 r. interweniował biskup kujawski Maciej Łubieński. Często proboszcz uzależniał udzielenie ślubu od urządzenia w jego karczmie zabawy weselnej. Pijackie orgie wyprawiano też z okazji chrztu, czy po prymicji świeżo wyświęconych kleryków. Kończyły się one częstokroć karczemnymi bójkami, co zmuszało władze kościelne do interwencji. Przekupni wizytatorzy diecezjalni pobierali od plebanów i wikarych łapówki, a jeśli pleban odmówił, archidiakon „obsmarowywał” go przed biskupem. Ksiądz, który umiał chodzić koło swej sprawy, niełatwo mógł być pociągnięty do odpowiedzialności za swoje występki. Jeśli osądził go surowo biskup, to apelował do arcybiskupa, a potem do nuncjusza; niejedna sprawa obiła się nawet o Rzym. Niejednego księdza „sprawy sercowe”, na skutek celibatu – bardzo powikłane, sprowadziły do więzienia biskupiego. Według aktów wizytacji biskupich w krakowskim konsystorzu wiadomo o różnych grzechach i występkach, o jakie oskarżała się wzajemnie sama elita parafialna. Oto niektóre z nich: W Skale klecha oskarżył proboszcza z Mironic, że tamtejszy kierownik szkoły zastał go na posuwaniu konkubiny. Jeszcze gorsze sprawki ujawnił proboszcz z Gostynina, donosząc o córce bakałarza i proboszczu w Krzyżanowicach. Ona ukrywała martwe niemowlę w garnku, a proboszcz, wiedząc o tym, nie dopuścił do śledztwa, bo sam był współwinny zabójstwa. W Bodzęcinie biskup kazał wydalić klechę jako tęgiego rozpustnika i pijaka. Za te występki biskup skazał go na cztery tygodnie więzienia (co sobota o chlebie i wodzie), które miał odsiedzieć w dzwonnicy przy kościele. Były przypadki, że proboszczowie i wikarzy wydawali swoje konkubiny za mąż za organistów. W Lipniku proboszcz wypędził wikarego, przejął jego dochody, a obowiązki powierzył dwóm synom, które miał z konkubiną Przy ołtarzu zaś zamiast ministranta usługiwały mu córki. . Późniejszy proboszcz w Lipniku, Kędzierski, też nie był lepszy. Gdy przyjechał biskupi wizytator, ukrył w szkole 4-tygodniowe niemowlę, które miał z konkubiną. Nie wiadomo, ilu oskarżonych siedziało w księżym więzieniu na zamku biskupim w Lipowcu. Na pewno siedział w nim ksiądz Janowski z Kościelca. Karcer ten dostał za to, że miał dzieci z zamężną córką kierownika szkoły. Jednak nawet groza przymusowej odsiadki nie odstraszała kleru od seksu. Nie najgorzej też musiało się wieść więźniom lipowieckim. Świadczą o tym słowa pewnego wikarego, który stwierdził: „Będę w Lipowcu, nic to, nie dadzą mnie przecie ani utopić, ani ściąć.”

    • Ale nowość księża i ich kochanki ,tak było od samego początku chrześcijaństwa w Polsce. Tych paru biedaków którzy musieli się zadowolić jedna kochanką to nic przy historii Biskupa Krakowskiego Pawła z Przemankowic ,który miał na swoje usługi cały harem do którego należała też porwana ….zakonnica. Biskup potrafił zabić włócznia chłopa który spłoszył mu zwierzynę na polowaniu ,a tutaj śmieszne oskarżenia o kłótnie i pijaństwo. Przy Biskupie to były anioły. Zresztą łacina w której odprawiano mszę przetrwała do lat 50-tych XX w ,kiedy zaczęto używać języka narodowego. Kiedy w późnym średniowieczu wprowadzano celibat ,to Polskie duchowieństwo przyjęło tą wiadomość spokojnie i dalej robiło swoje. Ale popi w Czechach to chcieli wysłannika ,który im przywiózł ta wiadomość zamordować.

  • Tak straszni ,źli księża. Sami lichwiarze i pijacy. Więc ciekawe kto pomagał zachować Polski język podczas zaborów. Gdyby nie ci księża to 80% Polaków mówiło by po Rosyjsku ,a 20% po Niemiecku. To że na Śląsku i Pomorzu zachowała się mowa Polska i przynależność narodowa ,to też zasługa księży. Wystarczy porównać to z sytuacją Mazurow którzy chociaż w wiekszosci mówili po Polsku ,to jednak byli poddani Niemieckiej indoktrynacji prowadzonej przez Luteranskich pastorów.

  • Ciekawe, że ci sami księża , a szczególnie rządzący nimi biskupi, rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości uznawali za klęskę, bo była to jednocześnie rocznica upadku zaborców, którym w zdecydowanej większości służyli. Dlatego co roku w ten dzień odprawiali nabożeństwo żałobne, upamiętniające klęskę umiłowanych przez nich zaborców. Dopiero po zamachu majowym Piłsudski zakazał im tych antypolskich praktyk, pod groźbą osadzenia w Twierdzy Brzeskiej za zdradę. Z ich odgrażania ekskomuniką jako protestant nic sobie nie robił, a antypolską hucpę katolickiego kleru skutecznie ukrócił.

  • Jeden z konkurentów przespał się z „Piękna panią”,drugi żeby to zrobić musiał się ożenić. Aby było zabawniej ten drugi zmienił wyznanie na Luteranskie. Czy było w tym coś złego ? Oczywiście że nie ,ale on sam i jego słudzy ukrywali ten fakt przed społeczeństwem nie wiadomo w jakim celu. Czego tak bardzo bał że ten przechrzta ? Zresztą ten ślub nic dla nowego wyznawcy Lutra nie znaczył ,jeszcze za życia swojej żony znalazł sobie kochankę u której przebywał w dniach 13 i 14.08.1920 r. Tą młodszą kochankę z która miał dwie córki ,również zdradził dla jeszcze młodszej ,która zabrał ze sobą na Madere. Ale żona nr. 2 wykończyła kochankę jak przystało na towarzyszke z PPS. Pewnie pomyślała sobie jak ona się czuła będąc kochanką Wiktora ,pomimo tego że Maria jeszcze żyła.

    • To nie było może moralne, dobre też nie, ale czystym złem było to, co z osobistej zemsty na konkurencie za przegrane konkury robił pierwowzór ” prawdziwego Polaka i Katolika”. To jego antypolska , zbrodnicza idea , symbolizowana przez idiotyczne, a szczególnie dzisiaj w pewnych kręgach popularne hasło – „Polska dla Polaków”, doprowadziła do podpisania przez Polskę haniebnego, zbrodniczego traktatu ryskiego, wydającego za darmo w ręce bolszewików ogromne tereny, zdobyte krwawym wysiłkiem żołnierza polskiego, wraz z mieszkającymi na nich trzema milionami Polaków, których bolszewicy prześladowali, a na koniec większość z nich podczas tzw. „akcji polskiej ” NKWD w zdecydowanej większości wymordowali tylko za to, że byli Polakami. Haniebny traktat ryski uniemożliwił też realizację przez Piłsudskiego idei wieloetnicznego mocarstwa, w skład którego miały wejść dzisiejsze : Polska, Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia, a nawet Finlandia – imperium tak potężnego terytorialnie i ilością ludności, że stanowiło by ogromne zagrożenia zarówno dla Niemiec, jak i Rosji. Przegrany konkurent do reki i serca „Pięknej pani” te plany unicestwił z ogromną szkodą dla Polski, jedynie dla zaspokojenia swojego zranionego ego. Do dziś będące jego spadkobiercą środowisko, prywatę i szkodę Ojczyzny nazywa „patriotyzmem” i z uporem realizuje w „dobrej zmianie”.

  • W jakim dziś mieszkamy państwie ? Wielonarodowosciowej republice typu Rosja ,Jugosławia lub Czechosłowacja ? Czy w państwie narodowym ? Kto więc miał rację ten który mówił „Polska dla Polaków” ,czy ten któremu marzył się powrót do RON sprzed rozbiorów w latach 1772-1795 ? Myśleć o jakiejś federacji z Ukrainą i Litwa ,a więc bytami których państwowości sfinansowali Niemcy w celu osłabienia Polski i stworzenia Mitteleuropy. Czyli rynku zbytu dla Niemiec ,dostarczycieli taniej siły roboczej i strefy wpływów ,mógł tylko człowiek oderwany od rzeczywistości jakiś fantastyka i marzyciel. Ukraina i Litwa swoją narodowość od powstania w 1918 zaczęły budować na antypolonizmie i germanofilii i tak jest przez 2 WS do dziś. Rozpadły się wielonarodowosciowa Rosją ,Jugosławia i Czechosłowacja-która przed 1938 była jeszcze bardziej podobna do Jugosławii-dosłownie na naszych oczach. Rozpadnie się też chory twór UE ,który zamiast współpracy gospodarczej która łączyła promuje i wymusza chore ideologie które dzielą. Prezes w swoich pismach ostrzegał przed Niemcami i miał rację. Jego rywal jako wroga nr. 1 widział Rosję przeciw której istniała nieformalna koalicja krajów które Rosja kiedyś okupowała od Finlandii do Rumunii ,wszystkie te kraje były proniemieckie poza Polską. Polaków w 2 RP było 70% reszta to mniejszości narodowe które głównie Niemcy ,Żydzi i Ukraińcy ,cieszyly się z upadku 2 RP w 1939. Pisanie o tym ze w Rydze 1921 nastąpiła jakaś zdrada Polskich interesów jest śmieszne. Co Polską by zyskała biorąc jeszcze większy obszar dawnej 1 RP ? Jeszcze więcej mniejszości narodowych ,głównie Żydów i Ukraińców a nie Polaków ,jeszcze dłuższa i trudniejsza do obrony granicę ? Czy w Rydze popełniono błąd oczywiście ale tylko dlatego że nie doprowadzono do wymiany ludności Żydów i Ukraińców na Polaków. Gorszym błędem była konferencja w Spa ,gdzie oddano Polaków z Zaolzia i zagłębie węglowe Czechom za nic nie warta pomoc w wojnie 1920. Jak pomogli Polakom ,Czesi zablokowali dostawy broni ,podobnie Niemcy w Gdańsku ,a Anglicy wysłali do Rosji fałszywa mapę Linii Curzona ,jako projekt granicy. Prawdziwa pomoc okazali tylko Węgrzy dostarczając broń i amunicję. Najbardziej lubię 2 opowieści bajkopisarza marszałka tą o federacji ,której nikt nie chciał ,oraz tą o wojnie prewencyjnej do której nie było chętnych. Facet był tak chory na władzę ,że w 1926 zorganizował pucz wojskowy i doprowadził do wojny domowej ,jego tyłek uratowali dawni towarzysze z PPS kolejarze którzy zablokowali wojska z Wielkopolski i Pomorza oraz rezygnacja prez. Wojciechowskiego. W 1926 skończyła się w Polsce demokracja i nastała dyktatura w stylu faszystowskim ,marszałka i jego kolesi.

  • Marszałek chciał Polski wielkiej, silnej, samowystarczalnej, groźnej dla wrogo nastawionych sąsiadów, jego konkurent – małej i słabej, od kaprysów tychże sąsiadów i niepewnych aliantów zależnej, ale monoetnicznej. Zamiast równoprawnych współobywateli chciał mieć na wschodzie kolonie i niewolników, a na to nikt by się za nic na świecie nie zgodził. Czy UE się rozpadnie? daj Boże, by nie, bo wtedy wchłonie nas odwieczny śmiertelny wróg – Rosja i nikt na świecie nas przed nią nie obroni. W naszych realiach jedynym dla nas wyjściem jest silna Unia, będąca nie zlepkiem egoistycznych państewek lecz tworem, któremu już kiedyś nadano nazwę – Stanami Zjednoczonymi Europy, z silną władzą centralną, jednym rządem i jedną armią.

  • Wchłonie nas odwieczny śmiertelny wróg-Rosja. Dobre sobie zważywszy że granica Polski i Moskwy po raz pierwszy pojawiła się w 1569 po Unii Lubelskiej. A więc w drugiej połowie XVI w. Podczas kiedy faktyczny odwieczny śmiertelny wróg Niemcy próbował sobie podporządkować Polskę już od połowy X w. Trzeba to sobie powiedzieć raz a dobrze ,w wojny z Rosja-Moskwą wmanewrowali Polskę ,Zmudzini dzisiaj nazywając się Litwinami. Zarzuca się Polsce zdobycie ,a poprawnie odzyskanie Grodów Czerwińskich z Przemysłem i Lwowem. Ale co powiedzieć o rozmachu Żmudzinów którzy wepchali się aż do Kijowa. Kiedy Moskwa skopała im tyłki ,podrzucili Koronie śmierdzące jajo w postaci Ukrainy z Kijowem i Wołynia. I w ten sposób Polską nie z własnej woli została wrogiem Moskwy. Korona zmarnowali nie tylko z własnej woli ale też przez Żmudziów i panów Ruskich szansę na powołanie Rzeczpospolitej Trojga Narodów ,z trzecim księstwem Ruskim w 1658 ,niestety spóźniona o 50 lat i nigdy nie zrealizowaną. Dla Niemców w unii Polska jest rynkiem zbytu i częścią ich starej koncepcji Mitteleuropy ,a więc państw podporządkowanych Niemcom gospodarczo i politycznie. Cała EWG przed włączeniem Polski i innych krajów okupowanych przez Rosję była w kryzysie i na dobrej drodze do upadku. Tzw. europa zachodnia to dawne kraje kolonialne ,które nauczyły się żyć na czyjś koszt. Od kiedy Polska zaczęła dbać o własne interesy jest przedmiotem ataków krajów które myślały że będziemy ich nowa kolonią i realizować ich interesy. Wspólnota gospodarcza tak ,ideologia i stosowanie podwójnych standardów nie. Odwiecznym wrogiem Polski są Niemcy ,a nie Rosja z która nie mamy nawet wspólnej granicy poza odcięta enklawa z Królewcem. Podczas rozbiorów RON ,1772-1795 ,Rosja dopiero w ostatnim rozbiorze 1795 ,zajęła ziemię zamieszkane przez ludność Polską. Za to Niemcy z Prus i Austrii we wszystkich zaborach okupowali ziemie rdzennie Polskie.

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.