Afera Zofii Sadowskiej. Dlaczego szanowaną lekarkę oskarżono o uwodzenie pacjentek i organizowanie orgii?

„Która z kobiet podekscytowana narkotykiem odda się raz niezdrowemu popędowi, zgubiona jest raz na zawsze dla męża, dla domu, dla świata” – alarmowała przedwojenna prasa. Polacy w rozgorączkowaniu i w panice czytali o „orgiach tak zwanego safizmu”. A wielu po raz pierwszy usłyszało, że istnieje coś takiego, jak stosunki lesbijskie…

W odmętach wielkomiejskiej rozpusty. Potworna tajemnica eleganckiego mieszkania przy ul. Mazowieckiej. To tylko dwa pierwsze nagłówki artykułu opublikowanego 16 listopada 1923 roku przez „Express Poranny” – popularną stołeczną bulwarówkę. Łącznie tekst miał aż pięć tytułów. Wszystkie wytłuszczone, wszystkie wołami. Tak, żeby każdy czytelnik z miejsca rozumiał, że chodzi o historię zupełnie wyjątkową.


Było w niej wszystko: emocjonujący pościg samochodowy, porwanie dziecka, potajemne dochodzenie i zrozpaczony ojciec. A na dodatek (o czym krzyczały trzy kolejne tytuły) były też lesbijki.

„Pierwszy impuls do wykrycia potwornej tajemnicy”

Autor tekstu wyjaśniał, że przy ulicy Mazowieckiej znajduje się tajemniczy gabinet medyczny prowadzony przez niejaką „dr S”. „O domu tym dziwaczne krążyły wersje, niepokojąc opinię, alarmując policję…” – budował napięcie.

Zabudowania między ulicami Mazowiecką i Czackiego w Warszawie na fotografii z 1932 roku. Przy tej pierwszej ulicy znajdował się gabinet „dr S.”, o który z oburzeniem pisały najbardziej krwiożercze z warszawskich brukowców.

Podejrzenia narastały od lat. Teraz wreszcie mogły ustąpić miejsca faktom. Wszystko za sprawą pana Sz. – potrójnie nieszczęśliwego męża. Żona go porzuciła i jeszcze próbowała podstępem odebrać mu dzieci.

A jakby tragedii było mało, wszystko zrobiła za sprawą niecnych knowań pokątnej lekarki:

Oto była ona ofiarą zboczenia, choroby, była stałą „klientką” dr S. w domu przy ulicy Mazowieckiej. To zeznanie p. S. było właściwie pierwszym impulsem do wykrycia potwornej tajemnicy. Równocześnie prawie napływać zaczęły do policji różne anonimowe doniesienia, jedno potworniejsze od drugiego.


Autorami (…) byli przeważnie mężowie, skarżący się na to, że (…) żony ich po dłuższych wizytach u dr S. na Mazowieckiej, zdradzały wyjątkowe wyczerpanie, zniechęcenie, nerwowy niepokój, że z rozkochanych żon i dobrych matek stawały się kobietami przygnębionymi, zniechęconymi do rodzinnego życia…

Nadszedł wreszcie do policji anonim o dwóch śmiertelnych wypadkach. Autor tego anonimu pisał, że w mieszkaniu dr S. odbywają się orgie tzw. safizmu.

Kobiety narkotyzowane tajemnymi środkami lekarskimi przez dr S. dochodzą do jakiegoś obłędu miłosnego, szaleją nienaturalną żądzą… W jaskini tej giną młode ofiary, która bowiem z kobiet podekscytowana narkotykiem odda się raz niezdrowemu popędowi, zgubiona jest raz na zawsze dla męża, dla domu, dla świata.

Brukowiec twierdził, że każda kobieta, która zezna stosunków lesbijskich jest zgubiona dla świata… Powyżej: dziewczyna huśtawce. Rysunek z początku XX wieku.

„Lekarz chorób wewnętrznych”

O takiej aferze Polska jeszcze nie słyszała. Wykorzystywanie seksualne kobiet przez inną kobietę. Przymusowe podawanie narkotyków. Homoseksualne orgie. Potajemne morderstwa, których ofiarami miały paść „znana aktorka teatrów warszawskich” oraz „osoba z wyższego towarzystwa warszawskiego”.

A wszystko to za drzwiami apartamentu z niewinnie brzmiącą tabliczką „Lekarz chorób wewnętrznych”. Nie doszło do żadnych aresztowań, ale dziennikarz zapewniał, że policja jest na tropie. I nie odpuści.


Pierwsza taka Polka

Historia rozprzestrzeniała się po kraju lotem błyskawicy. Tego samego dnia pisały o niej stołeczne popołudniówki. Temat zdążyły też podchwycić gazety w Łodzi. Nazajutrz – Kraków, Poznań, Katowice. Dwa dni później nawet rolnik spod Stanisławowa znał historię tajemniczej „dr S.”. Społeczeństwo domagało się szczegółów.

 „Express Poranny” podawał przecież, że w gronie pacjentek (kochanek? ofiar?) Sadowskiej są „żony wybitnych osobistości ze świata politycznego i arystokratycznego”; że to „najbardziej znane w Warszawie i kraju” nazwiska.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

W artykule nie padły dane osobowe podejrzanej, był jednak adres. Pod kamienicę przy Mazowieckiej 7 zaczęły ściągać tłumy. Ciekawscy nie musieli długo szukać. W budynku znajdował się wyłącznie jeden gabinet lekarski. „Dr S.” była w rzeczywistości doktor Zofią Sadowską. Nie była natomiast ani morderczynią, ani burdelmamą.

Kobiety z wysokich sfer bywały u niej – ale na zabiegach i badaniach. A nie na orgiach. I chyba trudno dziwić się ich wyborowi. Sadowska miała doskonałą renomę jako lekarz.

Młoda Zofia Sadowska na zdjęciach rosyjskiej policji wykonanych w 1905 roku.

Teraz nikt o tym nie pamiętał, ale parę lat wcześniej gazety zachwycały się, że jako pierwsza Polka w Imperium Rosyjskim otrzymała tytuł doktora medycyny. Prawdę musiała znać policja. Wbrew sugestiom „Expressu” Sadowskiej nie postawiono żadnych zarzutów. Nikt chyba nawet jej nie przesłuchiwał.

„Dwóch panów postanowiło jej zaszkodzić”

Sprawa została wyssana z palca. Historyczka badająca życie Sadowskiej, Agnieszka Weseli, tłumaczy:


Dwóch panów postanowiło jej zaszkodzić. Jeden twierdził, że uwiodła mu siostrę i siostrzenicę, drugi – że odbiła mu żonę. 

Wynajęli detektywa, który roznosił donosy – do Izby Lekarskiej, na uniwersytet, do prasy bulwarowej. Były tam oskarżenia o uwodzenie nieletnich, podawanie narkotyków, prowadzenie lesbijskiego domu schadzek.

W całej historii zgadzał się tylko jeden fakt. Sadowska rzeczywiście była lesbijką i wśród warszawskich elit nigdy się z tym szczególnie nie kryła.

Przeczytaj też: Seks polskich kobiet w XIX wieku. Mężom zalecano, by je dusili i odmawiali im jakiejkolwiek przyjemności

Żyła chyba w przeświadczeniu, że nie ma takiej potrzeby. Jest XX wiek. Epoka postępu i tolerancji, w której przynajmniej w Warszawie nikt nikomu do łóżka nie zagląda. Jeśli relacje jednopłciowe budziły konsternację, to tylko w odniesieniu do mężczyzn. Homoseksualnymi kobietami nikt się nie przejmował.

Sadowska była o tym tak silnie przekonana, że postanowiła bronić swojego dobrego imienia. Pozwała wydawcę oraz redaktora naczelnego „Expressu Porannego” do sądu za zniesławienie. I w pierwszej chwili wydawało się nawet, że dobrze zrobiła.

O podejściu do homoseksualizmu w przedwojennej Polsce pisałem szeroko w książce Epoka hipokryzji.

„Wszyscy przedstawiciele świata naukowego wiedzą…”

Jest 23 listopada, kilka dni po tym, jak warszawscy pismacy rozpętali całą aferę. Łódzkie pismo „Express Wieczorny Ilustrowany” (zbieżność nazwy z „Expressem Porannym” przypadkowa) publikuje artykuł pt. Dr Zofia Sadowska i jej kochanki. Co to jest „miłość lesbijska”.

Tekst równie dobrze mógłby się ukazać w dowolnym nowoczesnym podręczniku do seksuologii:


Znany psychopatolog prof. Krafft-Ebing odróżniał tzw. perversion od perversitat. Tylko to ostatnie jest tym, co my nazywamy perwersją, a więc sztucznie wyrafinowanym erotyzmem, pierwsze zaś oznacza co prawda zboczenie, ale tylko w sensie pewnego odgałęzienia naturalnego uczucia erotycznego (…).

Z tego tylko punktu widzenia traktują wszyscy już obecnie przedstawiciele świata naukowego miłość homoseksualną.

Doktor nauk medycznych Zofia Sadowska. Fotografia portretowa.

„Materiał niesłychanie obfity, a w treści swej wprost rewelacyjny”

„Odgałęzienie naturalnego uczucia”? A do tego miłość homoseksualna bez cudzysłowu? Nie brzmi groźnie.

Po tym fragmencie można by wręcz pomyśleć, że dziennik opowiada się po stronie Sadowskiej. Autor tekstu uspokajał jednak czytelników, że świat nie stanął na głowie. I że „Express Wieczorny Ilustrowany” wywiąże się z obowiązków brukowca.


Sprawa głośnego skandalu erotycznego (…) zatacza coraz szersze kręgi (…). Aby poinformować naszych czytelników o szczegółach owego głośnego skandalu, „Express” zaangażował w Warszawie specjalnego detektywa, który zebrał materiał niesłychanie obfity, a w treści swej wprost rewelacyjny.

W szeregu numerów zamieszczać będziemy niezwykle interesujące relacje (…) w wyczerpujący sposób charakteryzujące całą aferę, obfitującą w szczegóły niezmiernie pikantne.

Ujmując rzecz krócej: wiemy, czego chcecie. Będziemy pluć na Sadowską i grzebać w jej prywatnych brudach. Dla uciechy tłumu. Liczył się seks i ploteczki, a nie to, kto miał rację. Jeszcze mniejsze znaczenie przywiązywano do opinii lekarzy na temat homoseksualizmu.

Przeczytaj też: Aborcja w II RP. Za spędzenie płodu groziło więzienie, ale i tak wykonywano miliony „skrobanek”

Od kolejnego numeru „Express Wieczorny Ilustrowany” będzie gnoić zboczoną Sadowską jak każda inna gazeta. Czy też raczej: jak każda, poza tytułami wydawanymi przez Dom Prasy S.A., bo tam skala kłamstw i insynuacji przekroczy granice absurdu.

Odwrócone role

Sadowska nie przewidziała, że pozywając „Express Poranny”, jednocześnie wypowiada wojnę całemu koncernowi medialnemu.

Zofia Sadowska (pierwsza z lewej) wśród zwyciężczyń rajdu samochodowego. Fotografia z 1927 roku.

Do tego samego właściciela należały „Kurier Czerwony”, „Express Wileński”, „Kurier Podlasia”, „Express Pomorski”, „Dziennik Białostocki”, „Express Wileński”, „Express Kujawski” i „Nowy Dziennik Kresowy”. Wszystkie te tytuły sprzymierzyły się teraz przeciwko walecznej pani doktor. Takiej bitwy po prostu nie dało się wygrać.

Dom Prasy z łatwością odwrócił role. Wmówił czytelnikom, że to wydawnictwo jest oskarżycielem, a rozpustna lesbijka – podejrzaną. 


„Dotknięta rewelacjami »Expressu porannego« (…) dr Z. Sadowska dowodzić będzie przed sądem swej niewinności”– informowano w lutym 1924 roku. I ta wersja już została. Nawet znana z przenikliwości Irena Krzywicka będzie wspominać po latach głośną sprawę lekarki „oskarżonej o praktyki lesbijskie”. Uwierzył chyba nawet sąd.

Proces szybko przemienił się w kuriozalną debatę na temat seksualnych gustów powódki. Wprawdzie w pierwszej instancji Sadowska odniosła częściowy sukces, w drugiej jednak wydawca został uwolniony od wszystkich zarzutów. Był rok 1925 i nikt już nie pamiętał, że lekarka przystąpiła do boju tylko po to, aby ochronić swoją godność. Prasie nie udało się zdemonizować Sadowskiej. Zamiast tego – do reszty ją ośmieszono.

Przeczytaj też: TEKST

„O tym się nawet nie gwiżdże”

Erotyczne pismo „Amorek” podawało na początku 1925 roku całą garść doniesień na temat najbardziej znanej lesbijki w Rzeczpospolitej. Podobno, „chcąc położyć kres plotkom”, zwolniła kucharkę i pokojówkę, a na ich miejsce przyjęła mężczyzn.

Podobno „w Klubie Pań Życiem Znudzonych” postulowała, że kobiety powinny siłą przejąć kontrolę na wszystkimi redakcjami w mieście, by wreszcie położyć kres jej problemom. Podobno kręcono nawet film o niej, i to w ekskluzywnym „atelje przy ulicy Mazowieckiej”. Planowany tytuł: „O tym się nawet nie gwiżdże”.

Zofia Sadowska na zdjęciu z czasów studenckich (siedzi pośrodku, z muszką na szyi).

Jedna bzdura goniła drugą i wszystkim było do śmiechu. A w każdym razie – wszystkim poza samą Sadowską. Niepostrzeżenie stała się nie tylko głośną homoseksualistką, ale wręcz: twarzą homoseksualizmu. Dla Polaków w 1925 roku nazwisko Sadowska równało się słowu lesbijka. Lub odwrotnie.

W innym numerze „Amorek” przytaczał żartobliwy wierszyk. Narzekania amanta, który odkrył, że wybranka jego serca jest nieosiągalna:


Jest tak piękna jak marzenie. Ma toczony, śliczny biust,
Czarujące ma spojrzenie i anielski wykrój ust.
Nie wyliczyłbym wszystkiego, co posiada ten twór boski,
Lecz niestety, cóż mi z tego… Gdyż pacjentką jest Sadowskiej.

***

Przeczytaj też o tym, jak wyglądała inicjacja seksualna w przedwojennej Polsce. Nastoletni chłopcy byli dumni z tego, że gwałcą służące rodziców.

Polecamy

Bibliografia

Źródła:

  1. A więc jednak p. Sadowska przegrała…, „Republika”, 6 stycznia 1925, nr 6.
  2. Cóż mi z tego…, „Amorek” 1924, nr 1.
  3. Dr Zofia Sadowska i jej kochanki. Co to jest „miłość lesbijska”, „Express Wieczorny Ilustrowany” 23 listopada 1923, nr 88.
  4. Skandal w warszawskim „high-lifie”, „Republika”, 16 listopada 1923, nr 302.
  5. Tajemnica gniazda miłości lesbijskiej, „Republika”, 15 lutego 1924, nr 45.
  6. W odmętach wielkomiejskiej rozpusty…, „Dziennik Białostocki”, 17 listopada 1923.
  7. Życie i salon. Najzłośliwsze plotki, „Amorek” 1924, nr 11.
  8. Irena Krzywicka, Wyznania gorszycielki, Czytelnik, Warszawa 1995.

Literatura:

  1. Magdalena Dubrowska, Przedwojenna skandalistka. Świeczka dla wymazanej z pamięci, „Gazeta Wyborcza. Warszawa”, 6 listopada 2011.
  2. Stanisław Łoza, Czy wiesz, kto to jest?, Drukarnia Wydawnicza, Warszawa 1939.
  3. Wojciech Szot,Zofia Sadowska w relacjach prasy brukowej, „Homiki.pl”, 7 listopada 2011.
  4. Krzysztof Tomasik, Homobiografie, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014.
  5. Wiesław Władyka, Krew na pierwszej stronie. Sensacyjne dzienniki Drugiej Rzeczypospolitej, Czytelnik, Warszawa 1982.
Autor
Kamil Janicki
1 komentarz
  • A jaki był finał tej ciekawej historii? Zaszczuto ją doszczętnie czy wyjechała z tego tak do tej pory „tolerancyjnego” kraju? Szkoda że opowieść przerwaliście w połowie…

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.