Bitwa pod Cecorą 1620. Jak doszło do jednej z największych klęsk w dziejach polskiego oręża?

Strona główna » Nowożytność » Bitwa pod Cecorą 1620. Jak doszło do jednej z największych klęsk w dziejach polskiego oręża?

Wyprawa Stanisława Żółkiewskiego na Mołdawię w 1620 roku zakończyła się prawdziwą katastrofą. Wojska hetmana wielkiego koronnego zostały pokonane w bitwie pod Cecorą, a następnie niemal doszczętnie rozbite w trakcie odwrotu do Rzeczpospolitej. Wśród poległych znalazł się również sam Żółkiewski.

W 1618 roku 71-letni Stanisław Żółkiewski został wreszcie hetmanem wielkim koronnym. Mianowano go również kanclerzem wielkim koronnym. W efekcie, jak podkreśla profesor Mirosław Nagielski, „stał się faktycznie pierwszym po królu dygnitarzem w Koronie”.


Reklama


Zarzuty szlachty

Zasłużony wódz musiał się jednak mierzyć z silną krytyką ze strony szlachty. Wytykano mu brak sukcesów w walce z pustoszącymi Ruś Tatarami. Nagonka nasiliła się jeszcze bardziej po klęsce poniesionej 28 września 1618 roku w bitwie pod Oryninem. Hetmanowi zarzucano nawet tchórzostwo.

Żółkiewskiemu zarzucano brak sukcesów w walce z Tatarami. Na ilustracji obraz Leopolda Löfflera Po napadzie Tatarów (domena publiczna).
Żółkiewskiemu zarzucano brak sukcesów w walce z Tatarami. Na ilustracji obraz Leopolda Löfflera Po napadzie Tatarów (domena publiczna).

Na Sejmie w 1619 roku Żółkiewskiemu udało się jednak obronić dobre imię. W efekcie, jak czytamy w książce Krzysztofa Jabłonki pt. 100 polskich bitew. Na lądzie, morzu i w powietrzu:

Zygmunt III Waza ustami biskupa Andrzeja Lipskiego pełne swe zaufanie do hetmana wyraził, chwaląc jego służbę. Podziękowanie w imieniu całego Senatu Rzeczypospolitej przekazał staremu wojakowi także prymas Polski Wawrzyniec Gembicki.

Na dłuższą metę pochwały ze strony króla nie miały decydującego znaczenia. Hetman, który spodziewał się wybuchu konfliktu z Turcją, potrzebował silnego wojska. Szlachta zaś uchwaliła podatki pozwalające zaciągnąć jedynie 16 000 żołnierzy. W tym samym czasie sytuacja na granicy coraz bardziej się zaogniała.

Ultimatum wezyra

Kozacy raz za razem wyprawiali się na terytorium Porty, łamiąc tym samym postanowienia ugody Rzeczpospolitej z sułtanem. Żółkiewski co prawda starał się wziąć ich w karby, ale na niewiele się to zdało. Wreszcie w lipcu 1620 roku wezyr Ali pasza postawił polskiemu posłowi a Stambule Samuelowi Otwinowskiemu ultimatum, grożąc wojną jeżeli najazdy nie ustaną.


Reklama


Michał Morys-Twarowski w książce pt. Przedmurze cywilizacji pisze, że wezyr być może:

(…) chciał tylko zastraszyć polskiego posła. Jeżeli tak, to przesadził. Spanikowany Otwinowski napisał do Polski, że sułtan już wyruszył ze Stambułu na wojnę przeciwko Polsce, a wezyr z artylerią idzie w stronę naszych granic. Ani jedno, ani drugie nie było prawdą. Nie czekając na dalszy rozwój wypadków, po kryjomu na pokładzie weneckiego statku ewakuował się znad Bosforu.

Alarmistyczne listy na polski dwór słał również hospodar mołdawski Gaspar Grazziani, który obiecywał podporządkowanie się Rzeczpospolitej w zamian za pomoc w utrzymaniu władzy. W tej sytuacji 15 lipca 1620 roku król Zygmunt III Waza i jego doradcy zdecydowali o zorganizowaniu wyprawy na Mołdawię.

Artykuł stanowi fragment książki Krzysztofa Jabłonki pt. 100 polskich bitew. Na lądzie, morzu i w powietrzu (Wydawnictwo Zona Zero 2021).
Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Krzysztofa Jabłonki pt. 100 polskich bitew. Na lądzie, morzu i w powietrzu (Wydawnictwo Zona Zero 2021).

Żółkiewski rusza na Mołdawię

Na czele ekspedycji stanął hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski. Towarzyszył mu zięć, hetman polny koronny Stanisław Koniecpolski, jak również liczni kresowi magnaci, którzy przybyli z prywatnymi wojskami. Zgodnie z tym co podaje Krzysztof Jabłonka, przekraczając granicę na Dniestrze w nocy z 2 na 3 września polskie siły liczyły „1380 pieszych i 5450 konnych jeźdźców, łącznie 7 tys. żołnierzy podzielonych na pięć pułków”.

Po czterech dniach do wojsk Żołkiewskiego dołączył również hospodar Grazziani. Przyprowadził jednak z sobą ledwie 600 ludzi, chociaż wcześniej zapewniał, że będzie ich kilkanaście tysięcy. Podczas narady 8 września ustalono, że polsko-mołdawskie wojska nie ruszą w głąb kraju lecz zaczekają na wroga.


Reklama


Jak czytamy w 100 polskich bitwach, „Żółkiewski podjął decyzję, żeby udać się do starych umocnień pod Cecorą, które pamiętał jeszcze z czasów walk pod wodzą Jana Zamoyskiego w 1595 r. i teraz postanowił je odnowić”.

Fortyfikacje znajdowały się w zakolu rzeki Prut, około 18 kilometrów od mołdawskiej stolicy – Jass. Koalicyjne odziały dotarły tam 12 września. W tym czasie – po przybyciu posiłków z Korony – siły Żółkiewskiego urosły do około 10 tysięcy żołnierzy. Znaczną ich część stanowiły jednak prywatne wojska magnackie, nad którymi hetman nie miał pełnej kontroli. Sporym problemem była również mocno kulejąca dyscyplina.

Pod Cecorą Żółkiewski miał pod swoimi rozkazami około 10 tysięcy żołnierzy (Jan Matejko/ domena publiczna).
Pod Cecorą Żółkiewski miał pod swoimi rozkazami około 10 tysięcy żołnierzy (Jan Matejko/ domena publiczna).

Nadciąga Iskander pasza

Tureckie wojska dowodzone przez Iskandera paszę pojawiły się pod Cecorą 17 września. Jak wyliczał Leszek Podhorodecki siły te „liczyły prawdopodobnie 4000—6000 Turków i Wołochów, 5000 Tatarów dobrudzkich i budziackich mirzy Kantymira oraz 6000—8000 Tatarów krymskich” chana Dewleta Gireja. Miały więc sporą przewagę nad armią Żołkiewskiego. Ten jednak dysponował około 20 działami i kilkunastoma hakownicami.

Osmańskiej armii udało się zaskoczyć Polaków. Na dzień dobry wyznawcy proroka wzięli do niewoli znaczną liczbę czeladzi, która pasła konie i bydło. Do pierwszych walk doszło jednak dopiero 18 września.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Podczas trwających tego dnia harców polskiej stronie wiodło się dobrze, co znacznie podniosło morale i sprawiło, że szlachta zaczęła domagać się wydania przeciwnikowi walnej bitwy. Jak podkreśla Michał Morys-Twarowski, opracowując plan nadchodzącej batalii Żółkiewski:

(…) błysnął pomysłowością. Tył jego wojsk miał opierać się o wał obozowy, boki chronił tabor – na każdy przypadały cztery rzędy wozów po 60 w każdym. W środku między taborami ustawił jazdę. Plan był taki, że artyleria osłonięta przez wozy wykrwawi atakujących skrzydłami Tatarów, a dzieła zniszczenia wroga dopełni szarża husarii.


Reklama


Przegrana bitwa

Starcie rozpoczęło się około 8.00 rano i początkowo jego przebieg był pomyślny dla wojsk starego hetmana. Z czasem jednak coraz wyraźniej rysowała się przewaga poddanych sułtana. W pewnym momencie część mołdawskich posiłków zaczęła przechodzić na stronę wroga. Ale o polskiej porażce przesądziło ostatecznie otoczenie i zniszczenie przez siły Iskandera paszy prawego taboru. Krzysztof Jabłonka w książce 100 polskich bitew podaje, że:

W walce poległo ok. 1000 polskich i mołdawskich żołnierzy. Ze znakomitszych wymieniano Hieronima Wrzeszcza, Krzysztofa Goślickiego, dalej Kowalkowskiego, Roztockiego i Wachowskiego, których imion nie znamy. Ranni zostali syn hetmana Jan Żółkiewski, bratanek Łukasz Żółkiewski i siostrzeniec Aleksander Bałaban, a także syn wojewody inflanckiego Herman Dönhoff.

Obraz Józefa Ryszkiewicza przedstawiający tatarską straż przednią pod Cecorą (domena publiczna).
Obraz Józefa Ryszkiewicza przedstawiający tatarską straż przednią pod Cecorą (domena publiczna).

Znaczna liczba żołnierzy trafiła ponadto do niewoli. Reszta wojsk Żółkiewskiego po zapadnięciu zmierzchu wycofała się za umocnienia obozu. Łącznie (uwzględniając zdradę części Wołochów Grazzianiego) siły 73-letniego hetmana uszczupliły się o ponad 2500 żołnierzy. Straty turecko-tatarskie były zbliżone.

Dezercja, rabunki i rozboje

Znaczenie kluczowe miał całkowity upadek ducha w polskich szeregach. Chociaż dowódcy chcieli następnego ranka znów ruszyć do ataku, to żołnierze kategorycznie odmówili dalszego przelewania krwi. W tej sytuacji zdecydowano o przebijaniu się taborem ku granicy Rzeczpospolitej. Brakowało jednak jednomyślności jaką trasę wybrać. Jak pisze Krzysztof Jabłonka:


Reklama


W nocy z 20 na 21 września za namową hospodara Grazzianiego wielu żołnierzy zaczęło uciekać przez Prut do Mołdawii właściwej, ale na przeprawach dopadli ich Tatarzy i wszystkich wymordowali.

Nieliczni, którym udało się ujść z tego pogromu, ociekając wodą, zawrócili, zarzucając hetmanowi tchórzostwo. Ten w odpowiedzi stwierdził: „To nie ze mnie woda kapie”, jasno wskazując, kto tu stchórzył. Tylko niewielu dopisało szczęście, wśród nich znaleźli się Stefan Chmielecki i Jan Odrzywolski, którzy z 900 żołnierzami lekkiej jazdy przebili się do Polski. Hospodara Grazzianiego miał zamordować jego własny poddany.

Żółkiewski popełnił duży błąd odkładając ukaranie winnych rabunków na później (domena publiczna).
Żółkiewski popełnił duży błąd odkładając ukaranie winnych rabunków na później (domena publiczna).

Jakby tego było mało w obozie „doszło do rabunków i rozbojów”. Mimo jawnego pogwałcenia dyscypliny stary hetman nie wymierzył winnym od razu kary. Zapowiedział, że nastąpi to dopiero po powrocie do Rzeczpospolitej. Kilkanaście dni później miało się to na nim boleśnie zemścić.

Odwrót na Mohylew

O dziwo Iskander pasza nie wykorzystał zamieszczania po polskiej stronie. 22 września zaproponował nawet rozmowy pokojowe, ale po kilku dniach zakończyły się one fiaskiem. W tej sytuacji wieczorem 29 września rozpoczął się odwrót wojsk Żółkiewskiego spod Cecory w kierunku Mohylewa.


Reklama


Aby uniemożliwić atak wrogiej kawalerii podczas marszu, tabor szedł tylko nocami. Wydawało się, że taka taktyka się sprawdzi i reszta polskich wojsk dotrze bezpiecznie do domu. Nadzieje były tym większe, że 4 października odparto silny atak Turków Iskendera paszy i Tatarów Dewleta Gireja, którzy następnie zaprzestali pościgu. Ale dwa dni później doszło do katastrofy.

Gdy granica była dosłownie w zasięgu, ci żołnierze, którym groziła surowa kara za rabunki z 20 września rzucili się do ucieczki, rozrywając tym samym tabor. Tatarzy budziaccy Kantymira, podążający za Polakami jak cień, tylko na to czekali.

Śmierć Żółkiewskiego

Rozpoczęła się prawdziwa masakra, w której poległ również hetman Żółkiewski. Ci, którzy przeżyli trafili do niewoli. Jak podkreśla autor Przedmurza cywilizacji z ich nazwisk „można ułożyć opasły słownik biograficzny”. To między innymi:

Stanisław Koniecpolski – hetman polny koronny; Mikołaj Struś – dawny komendant Moskwy; Jan Żółkiewski – syn hetmana wielkiego koronnego; Łukasz Żółkiewski – bratanek Stanisława; Wolmar Farensbach – osławiony kondotier; książę Samuel Korecki…

Śmierć Stanisława Żółkiewskiego na obeazie Walerego Eljasza Radzikowskiego (domena publiczna).
Śmierć Stanisława Żółkiewskiego na obrazie Walerego Eljasza Radzikowskiego (domena publiczna).

Zwłoki Żółkiewskiego odnaleziono następnego dnia. Stary hetman w walce z wrogiem stracił prawą rękę, miał również głęboką ranę na skroni oraz mniejsze rany na piersiach. Iskender pasza rozkazał odciąć mu głowę i wysłał ją w darze sułtanowi. Pozwolił jednak przetransportować resztę ciała polskiego wodza do Żółkwi, gdzie spoczęło w rodzinnym grobowcu.

O rozmiarach klęski poniesionej przez polskie wojska najlepiej świadczy fakt, że do kraju powróciło zaledwie od 25 do 30% uczestników wyprawy mołdawskiej. Jak trafnie podsumowywał Leszek Podhorodecki była to cena jaką „płaciła Rzeczypospolita za niekarność wojska, swawolę czeladzi obozowej, dumę magnatów, ogólny kryzys wojskowości polskiej, zapoczątkowany podczas niedawnej wojny z Moskwą”.

Przeczytaj również o najsłynniejszym zwycięstwie polskiej floty w dziejach. Od stuleci nie odnieśliśmy porównywalnego sukcesu


Reklama


Batalie, bitwy i potyczki, które zmieniały bieg ojczystej historii

Bibliografia

  1. Krzysztof Jabłonka, 100 polskich bitew. Na lądzie, morzu i w powietrzu, Zona Zero 2021.
  2. Michael Morys-Twarowski, Przedmurze cywilizacji. Polska 1000 lat na straży Europy, Znak Horyzont 2019.
  3. Mirosław Nagielski, Poczet hetmanów Rzeczypospolitej. Hetmani koronni, Bellona 2005.
  4. Leszek Podhorodecki, Sławni hetmani Rzeczypospolitej, MADA 1994.
Autor
Rafał Kuzak
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.