Bitwa pod Coronelem 1914. Bolesna porażka Royal Navy w walce z niemieckimi okrętami

Strona główna » XIX wiek » Bitwa pod Coronelem 1914. Bolesna porażka Royal Navy w walce z niemieckimi okrętami

Gdy wybuchła I wojny światowa wydawało się, że pozycja Royal Navy jest niezachwiana. Nikt nie pokonał Brytyjczyków w otwartej walce na morzu od ponad stulecia. Dopiero niemiecki wiceadmirał von Spee pokazał, że jest to możliwe.

U schyłku XIX wieku młode państwo niemieckie, żądne terytoriów i wpływów, zdobyło pierwsze kolonialne przyczółki w Azji. Do ich ochrony potrzebne były odpowiednie siły morskie, w związku z czym utworzono Eskadrę Wschodnioazjatycką.


Reklama


W przededniu Wielkiej Wojny w jej skład wchodziło sześć okrętów wojennych. Największymi były bliźniacze krążowniki opancerzone SMS „Scharnhorst” oraz SMS „Gneisenau”. Ich wsparcie stanowiły cztery krążowniki lekkie: SMS „Nürnberg”, SMS „Leipzig”, SMS „Dresden” i SMS „Emden”. Całą formacją dowodził błyskotliwy graf Maximilian von Spee.

Ku wybrzeżom Ameryki Południowej

Jak podkreśla w swojej książce Stalowe Fortce Robert K. Massie, niemiecki wiceadmirał bardzo szybko zdał sobie sprawę, że na azjatyckim teatrze działań jego okręty nie mają szans w starciu z Brytyjczykami.

Admirał Maximilian von Spee. na zdjęciu z 1914 roku (domena publiczna).
Admirał Maximilian von Spee. na zdjęciu z 1914 roku (domena publiczna).

Dlatego też zdecydował, że na Ocenie Indyjskim pozostanie – w roli rajdera, a więc okrętu mającego dezorganizować działania wroga – tylko „Emden”. Reszta jednostek ruszyła w sierpniu 1914 roku w kierunku Ameryki Południowej, by stamtąd przedzierać się do Europy.

Początkowo wszystko szło zgodnie z planem i Royal Navy nie potrafiła zlokalizować sił grafa von Spee. Zmieniło się to w październiku, kiedy Brytyjczycy wreszcie zorientowali się, co planuje niemiecki admirał. Do jego przechwycenia została skierowana Eskadra Zachodnich Indii pod dowództwem kontradmirała Christophera Cradocka.

Siły Eskadry zdecydowanie nie przystawały do jej pompatycznej nazwy. Trzon formacji stanowiły dwa mocno już przestarzałe krążowniki opancerzone: flagowy HMS „Good Hope” oraz HMS „Monmouth”. Wspierały je krążownik lekki HMS „Glasgow” i krążownik pomocniczy „Otranto”, będący tylko uzbrojonym statkiem transportowym.

Z całej tej czwórki jedynie HMS „Glasgow” był okrętem odpowiadającym ówczesnym standardom. Ale nawet jego siła ognia nie mogła się równać z tym, czym dysponowały „Scharnhorst” i „Gneisenau”.


Reklama


Wsparcia nie będzie

Cradock doskonale zdawał sobie sprawę ze słabości swoich sił. Domagał się, aby formacja została wzmocniona nowoczesnym krążownikiem opancerzonym HMS „Defence”. Na to nie zgodził się jednak Winston Churchill, który pełnił wówczas funkcję Pierwszego Lorda Admiralicji.

Zamiast tego do Eskadry Zachodnich Indii dokooptowano przestarzały pancernik HMS „Canopus”. Posiadał on co prawda dwa działa kalibru 305 mm, ale był stanowczo zbyt wolny, aby brać udział w poszukiwaniach niemieckich okrętów.

Okręt flagowy admirała Cradocka HMS „Good Hope” (domena publiczna).
Okręt flagowy admirała Cradocka HMS „Good Hope” (domena publiczna).

W związku z powyższym Cradock zdecydował, że ruszy do akcji dysponując jedynie czterema jednostkami, które na domiar złego znacznie ustępowały pod względem technicznym siłom grafa von Spee. W zaistniałej sytuacji rola zwiadowcy przypadła w udziale HMS „Glasgow”, który 31 października zawinął do chilijskiego portu w Coronel. Został tam zauważony przez załogę statku „Göttingen”, który dostarczał zaopatrzenie dla von Spee’ego.

Zgodnie z prawem międzynarodowym brytyjska jednostka mogła przebywać w porcie jedynie 24 godziny, w innym wypadku złamałaby zasady chilijskiej neutralności. Dlatego też – jak pisze Rober K. Massie w Stalowych fortecach – niemiecki admirał „zdecydował się schwytać w pułapkę i zniszczyć tego relatywnie małego nieprzyjaciela”.


Reklama


Tymczasem Brytyjczycy przechwycili sygnały radiowe pochodzące z krążownika lekkiego SMS „Leipzig”. Admirał Cradock sądząc, że „Leipzig” płynie sam, ruszył za nim w pogoń. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że czeka go ciężkie starcie z dwoma krążownikami opancerzonymi oraz trzema krążownikami lekkimi.

Wszyscy byli zaskoczeni

Do spotkania wrogich sił doszło 1 listopada 1914 roku około godziny 16.30. Jak zauważa Massie „obaj admirałowie byli zaskoczeni, bo każdy myślał, że zbliża się do pojedynczego lekkiego krążownika przeciwnika”. Mimo przewagi po stronie niemieckich okrętów Christopher Cradock nie zdecydował się na ucieczkę. Byłoby to równoznaczne z pozostawieniem na pastwę przeciwnika powolnego „Otranto”.

SMS „Scharnhorst” na zdjęci (u wykonanym około 1907 roku (Cay Jacob Arthur Renard/domena publiczna).
SMS „Scharnhorst” na zdjęci (u wykonanym około 1907 roku (Cay Jacob Arthur Renard/domena publiczna).

Cradock ponadto był przekonany, że mimo wszystko ma szansę na wygraną. Jego okręty znajdowały się bowiem między przeciwnikiem a zachodzącym słońcem, które oślepiało niemieckich marynarzy. W tej sytuacji brytyjski admirał za wszelką cenę dążył do starcia.

Tymczasem Maximilian von Spee, mając przewagę szybkości, odwlekał konfrontację do momentu aż słońce schowa się za horyzontem. Gdy to nastąpiło, czarne sylwetki brytyjskich okrętów, na tle pomarańczowego nieba, stały się idealnym celem dla świetnie wyszkolonych niemieckich artylerzystów.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Jednostronny pojedynek

Pierwsze strzały z 210-milimetrowych dział „Scharnhorsta” i „Gneisenaua” padły krótko po 19.00. Chociaż morze było tego popołudnia bardzo wzburzone, wystarczyły zaledwie trzy salwy „Scharnhorsta” a okręt flagowy Cradocka został trafiony i stanął w płomieniach.

Szczególnie bolesna była dla Brytyjczyków utrata jednego z 234-milimetrowych dział. Równie dobrze radzili sobie artylerzyści z „Gneisenau”. Szybko udało im się wcelować w HMS „Monmouth”, trafiając w pokład dziobowy.


Reklama


Mimo poważnych uszkodzeń brytyjskie krążowniki opancerzone były zmuszone zbliżyć się jeszcze bardziej do Niemców. Wszystko za sprawą przestarzałej artylerii pokładowej, która miała znacznie mniejszy zasięg, niż ta zamontowana na okrętach przeciwnika.

W efekcie „Good Hope” i „Monmouth” inkasowały kolejne mordercze trafienia. Ten pierwszy o 19.42 „chcąc drogo sprzedać skórę, zebrał wszystkie pozostałe siły, skierował się wprost na swoich oprawców ciągnąc za sobą chmurę płomieni”.

Bitwa pod Coronel na obrazie Hansa Bohrdta (domena publiczna).
Bitwa pod Coronel na obrazie Hansa Bohrdta (domena publiczna).

Desperacka próba ataku na nic się jednak zdała i jedynie przyspieszyła nieuniknione. Teraz do okrętu flagowego admirała Cradocka strzelały już obydwa niemieckie krążowniki opancerzone. Ostatecznie o 19.50 powietrzem wstrząsnęła potworna eksplozja, której efektem było oderwanie dziobu „Good Hope”. Chwilę później okręt zatonął.

1600 zabitych

W tym czasie również „Monmouth” znajdował się w opłakanym stanie, nabierając wody i zupełnie nie nadając się do prowadzenie dalszej walki. Jego koniec nastąpił na krótko przed 22.00, kiedy – po tym jak jego załoga nie chciała się poddać – został dosłownie rozstrzelany z bliskiej odległości przez „Scharnhorsta” i „Gneisenaua”.

Więcej szczęścia miał za to „Glasgow”, który w starciu z niemieckimi krążownikami lekkimi otrzymał co prawda pięć trafień, ale tylko jedno z nich wyrządziło poważniejsze straty. Dzięki temu udało mu się w porę wycofać. Jeżeli zaś chodzi o „Otranto”, to jego kapitan już na początku starcia uznał, że nie ma żadnych szans w bezpośredniej walce z Niemcami i odpłynął w bezpieczne miejsce.

Trwająca zaledwie kilkadziesiąt minut bitwa pod Coronelem okazała się bolesną porażką Royal Navy. Na dno poszły dwa krążowniki opancerzone, zabierając ze sobą blisko 1600 oficerów i marynarzy. Wśród nich był admirał Christopher Cradock, który wcześniej wielokrotnie powtarzał, że marzy mu się śmierć w walce.

Niemiecka eskadra opuszcza Valparaiso 3 listopada 1914 roku po bitwie. Na przedzie „Scharnhorst” i „Gneisenau” (domena publiczna).
Niemiecka eskadra opuszcza Valparaiso 3 listopada 1914 roku po bitwie. Na przedzie „Scharnhorst” i „Gneisenau” (domena publiczna).

Odpowiedź Imperium

Niemieckie okręty zostały trafione łącznie zaledwie siedmioma pociskami, które nie wyrządziły żadnych poważniejszych szkód. Nie było również ofiar śmiertelnych, jedynie trzech marynarzy odniosło niegroźne rany.

Dowództwo Royal Navy musiało zmyć tę hańbę. W tym celu utworzono silny zespół, dowodzony przez admirała Fredericka Sturdee. Jego celem było unicestwienie eskadry admirała Spee. Doszło do tego 8 grudnia 1914 roku w trakcie bitwy niedaleko Falklandów.

Przeczytaj również o największym sukcesie bojowym ORP „Orzeł”. Ta misja mogła pokrzyżować plany niemieckiej inwazji


Reklama


Bibliografia

  1. Jan Gozdawa-Gołębiowski, Tadeusz Wywerka-Prekurat, Pierwsza wojna światowa na morzu, Wydawnictwo Morskie 1973.
  2. Robert K. Massie, Stalowe Fortece, t. 1, Finna 2014.
  3. Stanisław Strumph Wojtkiewicz, Korsarze Wilhelma II, Wydawnictwo MON 1965.
Autor
Rafał Kuzak
2 komentarze

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Seryjni mordercy II RP. Jego najnowsza pozycja to Damy Władysława Jagiełły (2021).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.