Największy sukces bojowy ORP „Orzeł”. Ta misja mogła pokrzyżować plany niemieckiej inwazji

Jest ranek 8 kwietnia 1940 roku. U wybrzeży Norwegii polski okręt podwodny ORP „Orzeł” namierza niezidentyfikowany statek. Rozkaz Admiralicji jest jasny: nie wolno atakować bez ostrzeżenia. Polska jednostka wynurza się i wciąga na masz sygnałowy odpowiednie flagi…

Niemcy ponad połowę swojego zapotrzebowania na rudę żelaza zaspokajali dzięki importowi ze Szwecji. Znaczną część surowca ekspediowano do Rzeszy przez niezamarzający norweski port Narwik. To zaś czyniło z neutralnej przystani kluczowy punkt dla obu stron nabrzmiewającego, globalnego konfliktu.


Kryptonim „Weserübung”

Przejęcie przez aliantów bądź zablokowanie Narwiku mogło okazać się dla Rzeszy katastrofalne w skutkach. Podbój Norwegii postrzegano w Berlinie jako sposób na zniwelowanie zagrożenia.

Ekspansja na tym kierunku dodatkowo miała poprawić położenie strategiczne Kriegsmarine, za sprawą pozyskania doskonałych portów morskich do wyjścia na Atlantyk.

W inwazji na Norwegię wzięła udział niemal cała Kriegsmarine. Na zdjęciu Admiral Hipper wyładowuje jednostki w Trondheim  (Bundesarchiv//Eitel Lange/CC-BY-SA 3.0).
W inwazji na Norwegię wzięła udział niemal cała Kriegsmarine. Na zdjęciu Admiral Hipper wyładowuje jednostki w Trondheim (Bundesarchiv//Eitel Lange/CC-BY-SA 3.0).

Plan zdobycia Norwegii oznaczono kryptonimem „Weserübung”. Termin rozpoczęcia operacji ustalono na godz. 5.15 dnia 9 kwietnia 1940 roku.

Działania zaplanowano z dużym rozmachem. Udział w nich brała praktycznie cała nawodna flota niemiecka, której podstawowym zadaniem było jednoczesne wysadzenie desantów w newralgicznych punktach norweskiego wybrzeża.

Przeczytaj też: Na czele polskiego oddziału Armii Czerwonej stawił czoła Niemcom. Sowieci w zamian skazali go na śmierć

Wehrmacht wystawił siedem dywizji natomiast Luftwaffe skierowało do akcji 800 samolotów bojowych i 200 transportowych.

Zaminować norweskie wody, zniszczyć szwedzkie kopalnie?

Sprzymierzeni świetnie zdawali sobie sprawę ze znaczenia szwedzkiej rudy dla niemieckiego przemysłu. Już w połowie września 1939 roku ówczesny Pierwszy Lord Admiralicji Winston Churchill zaproponował zaminowanie norweskich wód terytorialnych. Rząd brytyjski jednak odrzucił tę ideę, nie chcąc gwałcić neutralności skandynawskiego państwa.


Kolejnym pomysłem Churchilla było wysłanie ochotniczych oddziałów do walczącej wówczas z Sowietami Finlandii. Formacje te miały wylądować w Narwiku i w trakcie przemarszu przez Szwecję w kierunku Finlandii przy okazji… zniszczyć szwedzkie kopalnie rudy.

Projekt upadł wraz z podpisaniem traktatu pokojowego kończącego wojnę zimową w marcu 1940 roku.

Winston Churchill już jesienią 1939 roku proponował zaminowanie norweskich wód terytorialnych (domena publiczna).
Winston Churchill już jesienią 1939 roku proponował zaminowanie norweskich wód terytorialnych (domena publiczna).

Wyścig do Norwegii

Dopiero pod koniec marca 1940 roku rząd brytyjski wyraził zgodę na postawienie min w obrębie norweskich wód terytorialnych przez okręty Royal Navy. Jednocześnie, licząc się z możliwością reakcji niemieckiej, przygotowano plan zajęcia norweskich portów: Stavangeru, Bergen, Trondheimu i Narwiku.

Oddziały desantowe załadowano na pokłady okrętów 7 kwietnia 1940 roku, natomiast jednostki mające uczestniczyć w operacji minowej wyszły w morze 5 kwietnia. Jednocześnie brytyjska Admiralicja wysłała na linie żeglugowe wiodące z Niemiec do Norwegii kilkanaście okrętów podwodnych.

Przeczytaj też: Alianci zrzucili na Polaków tysiące bomb, zabili i ranili setki ludzi. Tydzień później zrobili to samo

Jednym z nich był ORP „Orzeł”. Jednostki Kriegsmarine były w tym czasie już w morzu. Dwie wrogie floty, wciąż nic o sobie nie wiedząc, podążały w kierunku norweskich wybrzeży.

Podejrzany statek na kursie

ORP „Orzeł”, dowodzony przez kapitana Jana Grudzińskiego, wyszedł na patrol z brytyjskiej bazy Rosyth w dniu 3 kwietnia 1940 roku.


Jego rejon działania znajdował się w okolicach cieśniny Skagerrak. W strefie tej polska jednostka miała dokonywać zatrzymania i przeszukania statków. Niemieckie jednostki, według wytycznych Admiralicji, można było torpedować dopiero po ich uprzednim ostrzeżeniu.

Na swojej pozycji „Orzeł” znalazł się 7 kwietnia. Następnego dnia o godz. 9.45, w pobliżu wejścia do fiordu Oslo, polscy marynarze zauważyli płynący bez bandery podejrzany statek. Ponieważ należało skontrolować napotkaną jednostkę, kapitan Grudziński ogłosił alarm bojowy nawodny i jednocześnie do akcji zaczął przygotowywać się zespół abordażowy.

ORP Orzeł na zdjęciu wykonanym niedługo po tym jak udało mi się przebić do Anglii (domena publiczna).
ORP Orzeł na zdjęciu wykonanym niedługo po tym jak udało mi się przebić do Anglii (domena publiczna).

Polski dowódca, aby rozwiać wątpliwości, jeszcze raz spojrzał przez peryskop, próbując ustalić przynależność statku. Udało mu się wówczas odczytać jego nazwę: „Rio de Janeiro”. Z trudem, ale odszyfrował też nieudolnie zamalowaną nazwę portu macierzystego: Hamburg! W tej chwili wszelkie wątpliwości zniknęły – był to niemiecki statek.

Zarekwirowany parowiec

Zbudowany w 1914 roku parowiec „Rio de Janeiro” do wybuchu wojny pływał w barwach linii żeglugowej Hamburg-Süd między portami Niemiec i Ameryki Południowej. W marcu 1940 roku został zarekwirowany przez Kriegsmarine i przeznaczony do udziału w inwazji na Norwegię.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

6 kwietnia wyszedł z portu w Szczecinie wioząc na pokładzie 200 żołnierzy niemieckiej 163. Dywizji Piechoty, około 100 osób personelu Luftwaffe, 80 koni oraz zaopatrzenie i sprzęt wojskowy. Statek wchodził w skład eskadry której głównym celem było zajęcie portu Bergen.

Salwa ostrzegawcza

Tuż po godz. 11.00 ORP „Orzeł” wynurzył się w pobliżu niemieckiego parowca. Na maszcie sygnałowym polskiej jednostki podniesione zostały flagi kodu oznaczające: „Zatrzymać maszyny. Kapitan z papierami ma się natychmiast stawić na pokładzie tego okrętu”.


Niemiecki parowiec rzeczywiście zastopował, jednak na jego pokładzie nie zaobserwowano żadnej aktywności. W takiej sytuacji kapitan Grudziński rozkazał oddać ostrzegawczą salwę z karabinów maszynowych po burcie statku. To natychmiast poskutkowało i Niemcy opuścili na wodę szalupę, w której ulokowało się dwóch ludzi.

Szybko stało się jasne, że była to tylko gra na zwłokę. Szalupa, mimo pozorowanych wysiłków czynionych przez wioślarza, wcale nie przybliżała się do „Orła”. W międzyczasie zameldowano kapitanowi Grudzińskiemu że od strony norweskiego wybrzeża zaobserwowano trzy małe okręty, natomiast radiotelegrafista niemieckiego statku wzywał na pomoc lotnictwo!

Parowiec „Rio de Janeiro”. To właśnie tę jednostkę zatopił "Orzeł".
Parowiec „Rio de Janeiro”. To właśnie tę jednostkę zatopił „Orzeł”.

„Strzelam torpedę za pięć minut”

Kapitan Grudziński nie zamierzał narażać swoich ludzi i jednostki. Niezwłocznie rozkazał wywiesić kolejny sygnał: „Natychmiast opuścić statek. Strzelam torpedę za pięć minut”.

ORP „Orzeł” odpalił torpedę o godzinie 11.45. Ta, ku konsternacji polskich marynarzy, niespodziewanie chybiła. Dwadzieścia minut później odpalono więc kolejną. Podporucznik Eryk Sopoćko tak wspominał ten moment:

Czuję, że okręt lekko zadrżał. Tak, to odpalenie torpedy. Na niebieskozielonej powierzchni morza, przed dziobem „Orła”, widać przez chwilę stalowy kształt torpedy, który szybko znika na zadanej głębokości. Tylko idealnie prosta, delikatna biała smużka podążająca za wirującą śrubą zdradza jej tor.

Przeczytaj też: Czterdzieści tysięcy ludzi zginęło w morzu płomieni. Największy nalot dywanowy na froncie wschodnim

Powoli się wydłuża, zbliża się do „Rio”. Jest już bardzo blisko… Pióropusz ognia, pary i dymu wyrasta nad śródokręciem.

– Trafiony! – wrzeszczę, dokumentnie zapominając o dyscyplinie.


Przechylony, niezatopiony

Storpedowany parowiec przechylił się na prawą burtę, a na jego pokładzie, ku zaskoczeniu Polaków, pojawiły się dziesiątki spanikowanych ludzi w zielonych mundurach. Niektórzy z nich zaczęli wyrzucać do morza jakieś elementy statku, po czym sami skakali między fale.

W międzyczasie zameldowano kapitanowi Grudzińskiemu o samolocie nadlatującym od strony norweskiego wybrzeża. W zasięgu pojawił się też norweski trawler, który przystąpił do ratowania rozbitków.

Pierwszy oficer ORP "Orzeł" Jan Grudziński stanął na wysokości zadania (domena publiczna).
Dowódca ORP „Orzeł” Jan Grudziński (domena publiczna).

To był dobry moment, by oddalić się z miejsca ataku. „Rio de Janeiro” jednak, choć był mocno przechylony, wcale nie chciał zatonąć, a niektórzy żołnierze zaczęli z powrotem wspinać się na jego pokład.

Do trzech razy sztuka

Grudziński zanurzył „Orła” i zadecydował o odpalenie jeszcze jednej torpedy. Wybrzeże Norwegii było dość blisko i istniało potencjalne niebezpieczeństwo odholowania niemieckiego statku.

Przeczytaj też: Chciał zagłodzić 30 mln Słowian i zdobyć 2 mln niewolników. Prawdziwe plany Hitlera wobec Związku Sowieckiego

Polski okręt okrążył w zanurzeniu uszkodzony parowiec i znalazł się po jego drugiej stronie. Po około godzinie od poprzedniego ataku „Orzeł” odpalił torpedę, trzecią już tego dnia, która trafiła w drugą burtę statku na wysokości poprzedniego uszkodzenia, przebijając go na wylot. Tym razem dla niemieckiego statku nie było już ratunku.

8 kwietnia 1940 roku o godzinie 13.15 transportowiec przełamał się na pół i zatonął. ORP„Orzeł” odpłynął, a gdy po paru godzinach ponownie powrócił w miejsce zatopienia, polscy marynarze zaobserwowali dużą liczbę pływających ciał żołnierzy ubranych w zielone mundury i kamizelki ratunkowe, pozbawione jednak wszelkich odznak przynależności państwowej.


Według oficjalnych danych w wyniku zatopienia „Rio de Janeiro” zginęło 28 ludzi załogi i około 150 żołnierzy, dalszych 150 osób zdołano uratować.

Mało ważny radiogram

Tuż po zatopieniu „Rio de Janeiro” z pokładu „Orła” wysłano do brytyjskiej Admiralicji radiogram z meldunkiem o zatopieniu niemieckiego transportowca wyładowanego żołnierzami w pobliżu norweskich wód terytorialnych.

Brytyjska Admiralicja zignorowała informację o zatopieniu jednostki  załadowanej niemieckimi żołnierzami. Na zdjęciu żołnierze Wehrmachtu na ulicach Oslo (domena publiczna).
Brytyjska Admiralicja zignorowała informację o zatopieniu jednostki załadowanej niemieckimi żołnierzami. Na zdjęciu żołnierze Wehrmachtu na ulicach Oslo (domena publiczna).

Jednak oficerowi który go odebrał, nie wydał się zbyt ważny i jego rozszyfrowanie przełożono do dnia następnego, gdy operacja „Weserübung” weszła już w decydującą fazę.

Zbagatelizowany incydent

Na nieszczęście sami Norwegowie nie wyciągnęli odpowiednich wniosków z faktu zatopienia „Rio de Janeiro” u swoich brzegów. Uratowanych niemieckich rozbitków dostarczono do Lillesand. Tam w trakcie przesłuchania Niemcy wyjawili, że byli w drodze do Bergen, aby uchronić miasto przed brytyjskim desantem.

Przeczytaj też: Sala tortur na świeżym powietrzu. Morderczy trening spadochroniarzy Sosabowskiego

Niezwłocznie poinformowano o tym dowództwo norweskiej Marynarki Wojennej w Oslo, ale zwierzchnicy nie dali wiary alarmistycznym doniesieniom i polecili skontaktować się ze Sztabem Generalnym, gdzie… także zbagatelizowano cały incydent.

Dopiero Ministerstwo Sprawiedliwości podjęło pewne ograniczone działania, sugerując rozbrojenie niemieckich żołnierzy. Nic więcej nie zamierzano robić.

Ostatnie znane zdjęcie ORP "Orzeł" (domena publiczna).
Ostatnie znane zdjęcie ORP „Orzeł” (domena publiczna).

Jeszcze dwa patrole

Tymczasem ORP „Orzeł” kontynuował patrol. W jego trakcie był kilkukrotnie atakowany przez nieprzyjacielskie okręty i lotnictwo. Sam także miał okazję do zaatakowania kolejnych niemieckich okrętów, tym razem jednak nie udało mu się osiągnąć sukcesu.

Do bazy powrócił 18 kwietnia. Dziesięć dni później wyszedł w kolejny rejs bojowy, ponownie w rejon Norwegii. Ten patrol trwał do 11 maja. 23 maja 1940 roku o godz. 23.00 nasz najsłynniejszy okręt podwodny wyszedł raz jeszcze morze. Nikt go już nigdy nie ujrzał.

Przeczytaj również o haniebnej dezercji pierwszego dowódcy ORP „Orzeł”. Dlaczego porzucił swoją załogę?

Bibliografia

  1. Gilbert Martin, Druga wojna światowa, Zysk i S-ka, Poznań 2011.
  2. Jando Hubert, Patrole bojowe „ORP Orzeł”, Morze Statki i Okręty nr 6/2010.
  3. Janowicz Krzysztof, Operacja Weserübung- Ćwiczenia nad Wezerą, „Militaria XX wieku”, wydanie specjalne nr 1(2)2007.
  4. Kondracki Tadeusz, Okręty podwodne Orzeł i Sęp, Edipresse Polska, Warszawa 2013.
  5. Lipiński Jerzy, Druga wojna światowa na morzu, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1976.
  6. Lunde Henrik O., Bitwa o Norwegię 1940. Wyprzedzające uderzenie Hitlera, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2011.
  7. Pertek Jerzy, Napaść morska na Danię i Norwegię, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1986.
  8. Pertek Jerzy, Wielkie dni małej floty, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1972.
  9. Sopoćko Eryk, Patrole „Orła”, Fundacja historia.pl, Gdańsk 2019.
  10. Tamelander Michael, Niklas Zetterling, Inwazja na Norwegię 1940, Bellona, Warszawa 2008.
  11. Śledziński Kacper, Odwaga Straceńców. Polscy bohaterowie wojny podwodnej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013.
Autor
Dariusz Kaliński
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.