Historia lobotomii i Antonio Egas Moniz. To przez niego dziesiątkom tysięcy ludzi wywiercono dziury w mózgach

Antonio Egas Moniz nie był chirurgiem i nie potrafił operować. Nie wymyślił też swojej terapii samodzielnie. Usłyszał relację innego lekarza i w efekcie… tylko w ciągu ćwierćwiecza bezpowrotnie zniszczono mózgi 60 000 ludzi.

Jeffrey A. Lieberman, profesor z Uniwersytetu Columbia, specjalista w zakresie leczenia schizofrenii oraz autor świetnej książki Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii podkreśla, że już pierwsi psychiatrzy marzyli o tym, by schorzenia umysłu leczyć drogą chirurgicznej interwencji.


Reklama


Odkąd tylko psychozy i manie przestano uznawać za skazy moralne i zaczęto widzieć w nich rzeczywiste choroby, wydawało się oczywiste, że należy je zwalczać podobnie, jak inne dolegliwości: z pomocą terapii odpowiedniej części ciała, a więc mózgu.

Wszelkie eksperymenty neurochirurgiczne nie przynosiły jednak efektów. Tak było aż do lat 30. XX wieku, gdy nad problemem pochylił się portugalski neurolog Antonio Egas Moniz.

Antonio Egas Moniz na obrazie José Malhoa z 1932 roku (domena publiczna).
Antonio Egas Moniz na obrazie José Malhoa z 1932 roku (domena publiczna).

To on doprowadził do „odkrycia”, które zdemolowało umysły i odebrało osobowość olbrzymiej rzeszy ludzi. I za opracowanie terapii, która dzisiaj jest uważana za jedną z najbardziej niesławnych i bestialskich w dziejach psychiatrii, jeśli nie medycyny ogółem.

„Przytłumieni”, ale nie „upośledzeni”

Moniz był świadomy – podobnie jak inni specjaliści jego doby –  że udary, obrażenia i zmiany nowotworowe mózgu prowadzą do zaburzeń emocjonalnych. Doszedł do wniosku, że w takim razie powinno też być możliwe celowe wywołanie odpowiednich zmian poprzez… uszkodzenie najważniejszego z ludzkich organów.

Przeczytaj też: Rzucił synem o ścianę, próbował zgwałcić córkę. Leczono go w najbardziej brutalny sposób

Portugalczyk nie wiedział tylko, który dokładnie rejon mózgu należałoby zoperować dla uzyskania efektu. O tym, jak doszedł do swojego przełomu pisze autor Czarnej owcy medycyny:

Moniz (…) miał nadzieję znaleźć obszar odpowiedzialny za uczucia, wierzył bowiem, że złagodzenie rozedrganych emocji pacjenta to klucz do wyleczenia choroby psychicznej.


Reklama


W roku 1935, na konferencji medycznej w Londynie, wysłuchał wykładu pewnego neurologa z Yale, który przedstawił interesujące spostrzeżenie: pacjenci z uszkodzonymi płatami czołowymi są emocjonalnie przytłumieni, ale co ciekawe, ich zdolności intelektualne pozostają nieupośledzone.

„Wycinał mózg, jak wydrąża się jabłko”

Dokładnie tej wiadomości potrzebował Moniz. Nie wahał się ani chwili. Natychmiast po powrocie do ojczyzny zaangażował do pomocy chirurga Pedra Aleidę Limę, który miał przeprowadzić wymyśloną przez niego operację. Sam Moniz, jako teoretyk, bez doświadczenia w medycynie inwazyjnej, nie był w stanie tego zrobić.

Tekst powstał między innymi w oparciu o ksążkę Jeffreya A. Libermana pt. Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii (Wydawnictwo Poznańskie 2020).

Procedura otrzymała nazwę leukotomii. Pierwszą próbę, przy pełnej narkozie, przeprowadzono 12 listopada 1935 roku, w lizbońskim szpitalu Santa Marta. Później było jeszcze dziewiętnaście eksperymentalnych operacji. Jeffrey A. Lieberman opisuje je następująco:

Lima wywiercał dwa otwory z przodu czaszki, tuż ponad oczami, po czym przechodził do właściwej procedury.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Wprowadzał igłę specjalnego instrumentu własnego projektu – leukotomu – poprzez dziurę w czaszce, a następnie naciskał tłok (leukotom przypominał strzykawkę) i wprowadzał do mózgu drucianą obręcz.

Potem, obracając leukotom, wycinał mały obszar mózgu, podobnie jak wydrąża się jabłko.


Reklama


Nikomu się nie pogorszyło

Żeby mieć pewność, że uszkodzenia będą wystarczająco duże, Lima wycinał sześć kręgów tkanki w każdym z płatów czołowych. Niekiedy operację u jednego pacjenta powtarzano więcej niż raz.

W 1936 roku wyniki eksperymentów zostały opublikowane. Antonio Moniz i Pedro Lima odtrąbili sukces. Twierdzili, że u zdecydowanej większości pacjentów udało się złagodzić stany depresyjne i schizofreniczne. A przede wszystkim – że u nikogo z operowanych nie zaobserwowano pogorszenia.

Szpital Santa Marta w Lizbonie. To właśnie tam przeprowadzono pierwszą leukotomię (RickMorais/CC BY-SA 4.0).
Szpital Santa Marta w Lizbonie. To właśnie tam przeprowadzono pierwszą leukotomię (RickMorais/CC BY-SA 4.0).

Zignorowane konsekwencje

Sceptycy komentowali, że poprawa może wynikać z szoku, jak u ciężko rannych żołnierzy. Niektórzy ostrzegali też, że u pacjentów da się obserwować „degradację osobowościową”.

Dzisiaj wiadomo już, że leukotomia prowadzi do destrukcyjnych i nieodwracalnych skutków. Encyclopedia of the Neurological Sciences wymienia między innymi napady drgawek, głęboką apatię, zachowania antyspołeczne, obniżenie koncentracji.

Przeczytaj też: Pierwszy psychiatra w dziejach. Leczył dotykiem i twierdził, że jest obdarzony niezwykłym zwierzęcym magnetyzmem

W drugiej połowie lat 30. XX wieku krytyka została jednak zignorowana, a pomysł Moniza uznano za „cudowny lek”.

Metoda na wszystko

„Leukotomie rozprzestrzeniały się jak pożar w europejskich i amerykańskich szpitalach” – podkreśla Jeffrey A. Lieberman na kartach Czarnej owcy medycyny. W Stanach Zjednoczonych terapia zyskała nową nazwę, dzisiaj kojarzoną dużo szerzej od tej pierwotnej: lobotomia.


Reklama


Wprowadzano nowe warianty „leczenia”, zwłaszcza taki, który pozwalał przeprowadzać lobotomię bez narkozy, przy minimalnym użyciu środków znieczulających, a nawet… bez zaangażowania profesjonalnego chirurga.

Amerykańska lobotomia, jak pisze Liberman „z techniki poskramiania najbardziej agresywnych pacjentów stała się metodą radzenia sobie z wszelkiego rodzaju zaburzenia psychicznymi”. A nawet sposób na zbyt niegrzeczne dzieci.

Rezonans magnetyczny czaszki pacjenta u którego wykonano kilkadziesiąt lat wcześniej lobotomię (Frank Gaillard/CC BY-SA 3.0).
Rezonans magnetyczny czaszki pacjenta u którego wykonano kilkadziesiąt lat wcześniej lobotomię (Frank Gaillard/CC BY-SA 3.0).

Nobel za drążenie mózgów

W 1949 roku Antonio Moniz otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny, za „odkrycie terapeutycznej wartości leukotomii w wybranych psychozach”.

Wyróżnienie dodatkowo pomogło w upowszechnieniu i znormalizowaniu terapii. Encyclopedia of the Neurological Sciences podaje, że tylko do początku lat 60. XX wieku lobotomię czy leukotomię wykonano u około 60 000 osób.

Przeczytaj też: Psychiczne tortury Stasi. Doprowadzili do szaleństwa dziesiątki tysięcy ludzi

Później technika zaczęła wreszcie budzić wątpliwości, natury medycznej i humanitarnej. Nie zaprzestano jej jednak kompletnie.

Amerykanie, Brytyjczycy, Skandynawowie…

Szacuje się, że łącznie zniszczono mózgi 40 000 Amerykanów i 17 000 Brytyjczyków. Najczęstsze (w przeliczeniu na wielkość populacji) były jednak lobotomie/leukotomie w Skandynawii. W Norwegii, Szwecji i Danii wykonano ich łącznie sporo ponad 9000.


Reklama


Nagłaśniane przypadki ofiar, które na skutek lobotomii stały się pustymi skorupami ludzi, a także tych, którzy nie przeżyli operacji, stopniowo zwiększały opór wobec praktyki. Dr Francisco Ponce z Barrow Neural Institute twierdzi jednak, że dla odrzucenia metody kluczowe nie były skutki uboczne i protesty, ale dopiero wynalezienie pierwszego skutecznego środka psychotropowego – chloropromazyny.

„Idealny” pacjent

Jeffrey A. Lieberman, autor Czarnej owcy medycyny, przyznaje, że kiedy zaczynał studia medyczne, w Ameryce wciąż wykonywano lobotomie. Sam jednak tylko jeden raz spotkał pacjenta, którego poddano tej procedurze. Pisał o nim:

Był szczupłym starszym mężczyzną, przebywającym w Szpitalu Świętej Elżbiety w Waszyngtonie. Siedział, wpatrując się w nieokreślony punkt, nieruchomy jak marmurowy posąg.

Tylko w Stanach Zjednoczonych wykonano około 40 000 lobotomii (Harris A Ewing/domena publiczna).
Tylko w Stanach Zjednoczonych wykonano około 40 000 lobotomii (Harris A Ewing/domena publiczna).

Gdy zadawało mu się jakieś pytanie, odpowiadał cichym, mechanicznym głosem. Jeśli poprosiło się go o coś, wykonywał polecenie, posłuszny jak zombie. Najbardziej przerażające były jego oczy, zgasłe i pozbawione życia.

Poinformowano mnie, że swego czasu był człowiekiem niezmiennie agresywnym i niepodporządkowanym. Teraz stał się pacjentem „idealnym”: posłusznym i pod każdym względem łatwym w opiece.


Reklama


Muzeum i pomnik

We Francji mózgi pacjentów wciąż wydrążano jeszcze w latach 80. XX wieku. Nagroda Nobla dla Moriza nigdy nie została cofnięta. Witryna Fundacji Noblowskiej traktuje Portugalczyka tak samo, jak wszystkich innych laureatów. Jego nota biograficzna zawiera tylko drobną adnotację, że po latach stosowania lobotomii ustalono, iż może (sic!) ona prowadzić do „poważnych zmian osobowości”.

W Lizbonie nadal stoi pomnik doktora Antonia Moriza. Lekarz ma też poświęcone sobie muzeum, a co roku przyznawana jest nagroda jego imienia.

Przeczytaj również o tym, jak powstały pierwsze szpitale psychiatryczne? Jeden człowiek sprawił, że chorych umysłowo przestano bić i trzymać w klatkach

Polecamy

Bibliografia

  1. Egas Moniz Facts [w:] NobelPrize.org (dostęp 24 czerwca 2020).
  2. Lieberman J.A., Czarnej owcy medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii, Wydawnictwo Poznańskie 2020.
  3. Ponce F., Lobotomy [w:] Encyclopedia of the Neurological Sciences, red. M.J. Aminoff, R.B. Daroff, Academic Press 2014.
  4. Tranøy J. Lobotomy in Scandinavian psychiatry, „The Journal of Mind and Behavior”, t. 17 (1996).
Autor
Kamil Janicki
5 komentarzy
  • Brawo, panie Kamilu.
    Odkrywanie prawdy dotyczącej sztuki nazwanej medycyną (taka jest definicja medycyny, nie jest ona nauka, mimo tego, że z nauk przyrodniczych korzysta) jest porażające. Skoro jest sztuką, to są i sztukmistrze…
    Oby nie zabrakło Panu odwagi i wytrzymałości psychicznej w podążaniu do źródeł nieszczęść cywilizacji w której żyjemy -kolejnych konsensusów „naukowych” (teorii infekcyjności, definicji wirusa, epidemii, pandemii, homoseksualizmu itp,)

    • Aleś ty głupia… Aż miło! 😉 Przerażające jest to, że tego typu artykuły obnażające pewne brudne sprawy w historii ludzkości, ale też drogę jaką pokonała medycyna by stać się tym, czym jest dzisiaj – przyciągają szczególnie takich kretynów jak pacjentka Maria. Pacjentka Maria wykazuje wszelkie objawy kwalifikujące ją do przeprowadzenia lobotomii, ale niestety nikt nie chce jej się podjąć. Stąd niestety grożą nam jej dalsze komentarze godne pacjenta psychiatryka…

      • Za to jaśny użytkownik yamata zapewne nie zauważył milionów pacjentów nie wyleczonych a nieefektywnie leczonych latami na cukrzycę, nadciśnienie i inne choroby „cywilizacyjne”. Do tego dochodzi promowanie szkodliwych zachowań zdrowotnych przez WHO i mamy efekt. Oto wspaniała medycyna XXI wieku. Oczywiście nie neguję osiągnięć medycyny, bo doszła do wielu wspaniałych rzeczy, lecz jest ona niestety wykorzystywana nie z myślą o dobrze ludzi w przypadku chorób przewlekłych.

      • Ale medycyna rzeczywiście nie jest nauką sensu stricto. Jest raczej zbiorem technik służących określonemu celowi.

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.