Kampania francuska 1940. Porównanie niemieckich i alianckich sił biorących udział w walce

Strona główna » II wojna światowa » Kampania francuska 1940. Porównanie niemieckich i alianckich sił biorących udział w walce

Niemcy prowadzili przygotowania do inwazji na zachodzie przez wiele miesięcy. Operacja o kryptonimie „Plan Żółty”, pierwotnie planowana na późną jesień 1939 roku, rozpoczęła się 10 maja 1940 roku. Mimo że na papierze Wehrmacht znacznie ustępował przeciwnikowi, kampania zakończyła się spektakularnym zwycięstwem III Rzeszy. Jak to możliwe?

Do ataku na Zachodzie armia niemiecka zgromadziła siły liczące nominalnie 4,2 miliona ludzi, wspieranych przez kolejny milion w Luftwaffe, 180 tysięcy w szeregach Kriegsmarine oraz 100 tysięcy w formacjach Waffen SS. Łącznie było to 5,48 miliona żołnierzy. Z tej liczby blisko 3 miliony miały być użyte do początkowego ataku.


Reklama


Grupą Armii „A”

Na papierze armia niemiecka liczyła 157 dywizji, jednak w „Planie Żółtym” miało uczestniczyć 135, a w tej liczbie były jeszcze 42 dywizje rezerwowe, które w większości zostały sformowane krótko wcześniej i nie były odpowiednio przeszkolone. W rzeczywistości zatem w Europie Zachodniej armia niemiecka wystawiła 93 w pełni gotowe do walki dywizje.

Podzielono je na trzy grupy armii. Grupą Armii „A” (Heeresgruppe A), atakującą w centrum, dowodził feldmarszałek Gerd von Rundstedt. Składała się z 4., 12. i 16. Armii, liczących łącznie 45 dywizji. To właśnie te siły miały uderzyć przez Ardeny, sforsować Mozę – na mostach pontonowych – między Sedanem i Dinant, a następnie nacierać dalej na północny zachód wzdłuż Sommy w kierunku Amiens i Abbeville, aby na koniec dotrzeć do portów nad kanałem La Manche.

Dowódca Grpy Armii "A" Gerd von Rundstedt (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).
Dowódca Grpy Armii „A” Gerd von Rundstedt (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).

Gdyby Grupa Armii „A” zdołała przedostać się na drugi brzeg Mozy, mogłaby nacierać w błyskawicznym tempie ponad sześćdziesięciu kilometrów dziennie. Siedem dywizji pancernych Grupy Armii „A” liczyło łącznie 134 370 ludzi, 1222 czołgi, 41 140 pojazdów mechanicznych oraz 545 innych, które były wyładowane do pełna amunicją, paliwem i prowiantem.

Grupą Armii „B” i „C”

Po raz pierwszy Niemcy wystawili do walki autonomiczne siły pancerne mające operować niezależnie od piechoty. Ilość zaopatrzenia potrzebnego do tej operacji dokładnie wcześniej obliczono. O dziwo, w czasie całej kampanii Grupa Armii „A” nie przeżyła ani jednego kryzysu z zaopatrzeniem w paliwo.

Dalej na północ miała nacierać Grupa Armii „B” (Heeresgruppe B), dowodzona przez generała pułkownika Fedora von Bocka. Tworzyły ją 6. i 18. Armia, liczące łącznie 29 dywizji. Miała ona zaatakować Holandię i północną Belgię.

Jej głównym celem było zwabienie większości sił armii francuskiej oraz Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych (British Expeditionary Force, BEF) do Belgii, żeby tam się z nimi zetrzeć. Grupa Armii „B” dysponowała tylko 3 dywizjami pancernymi. Bock nie był wcale zadowolony z tego, że jego grupa grała drugie skrzypce po Grupie Armii „A” i w rzeczywistości miała wykonać manewr, który odwróci uwagę przeciwnika od głównego natarcia.


Reklama


Trzecią z niemieckich grup armii, oznaczoną literą „C” (Heeresgruppe C), dowodził feldmarszałek Wilhelm Ritter von Leeb. Składała się ona z dwóch armii, 1. i 7., liczących łącznie tylko 19 dywizji, wśród których nie było ani jednej pancernej. Grupa Armii „C” miała głównie się bronić na południowym odcinku frontu i w razie potrzeby związać walką obrońców Linii Maginota na granicy niemiecko-francuskiej.

Niemcy wcale nie mieli więcej czołgów

Niemieckie siły lądowe były zorganizowane w trzy rodzaje dywizji: pancerne, zmotoryzowane i piechoty. Ponadto Luftwaffe miała dywizje spadochronowe. Na szczycie hierarchii dowodzenia stał sam Hitler, jako naczelny dowódca sił zbrojnych, następnie Naczelne Dowództwo Sił Zbrojnych, Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych, a jeszcze niżej dowódcy trzech wspomnianych grup armii.

Artykuł stanowi fragment książki Franka McDonougha pt. Czas Hitlera. Tom II: Klęska 1940-1945 (Dom Wydawniczy Rebis 2021).
Artykuł stanowi fragment książki Franka McDonougha pt. Czas Hitlera. Klęska 1940-1945 (Dom Wydawniczy Rebis 2021).

Tradycyjna wizja upadku Francji w 1940 roku przedstawia niemieckie czołgi gnające niepowstrzymanie w stronę kanału La Manche, wyjące w górze bombowce nurkujące Luftwaffe i armię francuską poddającą się bez walki. Wbrew powszechnemu mniemaniu armia niemiecka nie miała jednak przewagi liczebnej nad aliantami zachodnimi.

Jeśli chodzi o same czołgi, to Niemcy dysponowali 2439 takimi pojazdami, ale Francuzi mieli ich aż 3254. Do tego należy jeszcze doliczyć 310 maszyn brytyjskich, 270 belgijskich i 40 holenderskich. A zatem 2439 gotowych do walki czołgów niemieckich miało się zmierzyć z alianckimi siłami pancernymi liczącymi łącznie 3874 wozy bojowe.


Reklama


Co więcej, jeśli chodzi o jakość, czołgi alianckie były mocniej opancerzone i stanowiły aż nadto równorzędnego przeciwnika dla swoich niemieckich odpowiedników. Tak naprawdę różnica tkwiła więc w tym, jak siły pancerne obu stron były zorganizowane i rozlokowane.

Słabość alianckiej taktyki

Sprzymierzeni nie mieli osobnych dywizji pancernych, gdyż woleli rozpraszać swoje czołgi po dywizjach piechoty, przez co sami osłabiali ich siłę przebicia. Poza tym niemieckie dywizje pancerne dysponowały lepszą łącznością, gdyż większy odsetek ich pojazdów był wyposażony w radio.

Niemieckie czołgi PzKpfw I i PzKpfw II na zdjęciu z maja 1940 roku (Bundesarchiv/Böcker/CC-BY-SA 3.0).
Niemieckie czołgi PzKpfw II i PzKpfw I na zdjęciu z maja 1940 roku (Bundesarchiv/Böcker/CC-BY-SA 3.0).

Ponadto w czasie tamtej kampanii niemieckie czołgi rozsądnie unikały czołowych starć z czołgami przeciwnika. Wyjątkiem była bitwa stoczona 14 maja pod Hannut w Belgii – największa bitwa pancerna drugiej wojny światowej do tamtego momentu – w której straty niemieckie przewyższały te poniesione przez Francuzów w stosunku trzy do dwóch.

W artylerii alianci zachodni dysponowali prawie dwukrotną przewagą liczebną nad Niemcami. Francuzi mieli 10,7 tysiąca dział, Brytyjczycy – 1280, Belgowie – 1338, a Holendrzy – 656. Łącznie dawało to 13 974 lufy. Wehrmacht natomiast był w stanie wystawić znacznie skromniejszą liczbę 7378 dział.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Zapewne największym ze wszystkich mitów Blitzkriegu jest rzekoma przewaga Luftwaffe w powietrzu w czasie bitwy o Francję. Łączna liczba 5446 samolotów niemieckich wyglądała imponująco na papierze, ale w atakach z 10 maja wzięło udział tylko 2589. Później alianci celowo wyolbrzymiali siłę Luftwaffe, żeby pomniejszyć skalę własnych niedostatków.

Decydujący czynnik dominacji Luftwaffe

Francuskie siły powietrzne miały do dyspozycji 3562 samoloty, ale tylko 879 wzięło udział w walce. Aż 1528 myśliwców i 690 bombowców pozostało na ziemi. W ciągu sześciu tygodni Francuzi stracili łącznie 892 maszyny.


Reklama


Ponadto 10 maja w północno-wschodniej Francji stacjonowało około 500 samolotów Królewskich Sił Powietrznych (Royal Air Force, RAF), jednak w całej kampanii wzięło udział aż 1870 samolotów brytyjskich, z których 1029 zostało zniszczonych w powietrzu lub na ziemi. Do sił alianckich należy jeszcze doliczyć 377 samolotów belgijskich i 124 holenderskie.

Luftwaffe rzuciła do inwazji na Europę Zachodnią blisko 75 procent całości swoich sił, podczas gdy lotnictwo francuskie trzymało 75 procent swoich maszyn na ziemi. Tak naprawdę to RAF odgrywał przewodnią rolę w powietrznej obronie Francji.

Mimo że alianci mieli znacznie więcej samolotów to znaczna większość francuskich maszyn w ogóle nie wzięła udziału w walce. Na zdjęciu z lutego 1940 roku myśliwce RAF-u oraz francuskich sił powietrznych (domena publiczna).
Mimo że alianci mieli o wiele więcej samolotów niż Niemcy, to znaczna większość francuskich maszyn w ogóle nie wzięła udziału w walce. Na zdjęciu z lutego 1940 roku myśliwce RAF-u oraz francuskich sił powietrznych (domena publiczna).

Ostatecznie dwa czynniki zapewniły Luftwaffe przewagę: (1) śmiałość w działaniu, gdyż Niemcy rzucili do bitwy o Francję każdy zdolny do walki samolot, oraz (2) nowoczesna łączność radiowa, dzięki której w kluczowych momentach bitwy można było wezwać wsparcie z powietrza dla oddziałów niemieckich walczących na ziemi.

Pozostaje kwestią sporną, czy piloci Luftwaffe spisywali się lepiej od lotników alianckich w czasie kampanii zachodniej 1940 roku. Luftwaffe straciła w tych zmaganiach 1559 samolotów, Francuzi 892 (z czego tylko 306 w walce), a Brytyjczycy – 1029.


Reklama


W walkach powietrznych sprzymierzeni zestrzelili więcej samolotów niemieckich, niż sami stracili, ale rażącym błędem była decyzja Francuzów o użyciu w walce tak małej części dostępnych sił.

149 alianckich dywizji kontra 93 niemieckie

W maju 1940 roku armia francuska liczyła 5,5 miliona ludzi, włącznie z żołnierzami z kolonii. Z tego 2,24 miliona wystawiono do obrony przed spodziewanym atakiem niemieckim. Francuzi mieli do dyspozycji 117 dywizji, w tym 104 na froncie północno-wschodnim. Do tego należy jeszcze dodać 13 dywizji brytyjskich, 22 belgijskie i 10 holenderskich.

Francuska piechota. Zdjęcie z czerwca 1940 roku (domena publiczna).
Francuska piechota. Zdjęcie z czerwca 1940 roku (domena publiczna).

W sumie zatem przeciwko 93 dywizjom niemieckim miało walczyć aż 149 dywizji alianckich. Wojska sprzymierzonych podzielono na trzy grupy armii. Najważniejsza z nich była 1. Grupa Armii, która składała się z 1., 2., 7. i 9. Armii francuskiej oraz Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych.

Z kolei 2. Grupa Armii składała się z 3., 4. i 5. Armii francuskiej. W skład 3. Grupy Armii wchodziła tylko 8. Armia francuska. Ponadto były jeszcze armia holenderska i belgijska oraz Wojsko Polskie we Francji.


Reklama


Na papierze alianci zachodni mieli ogromną przewagę liczebną nad Niemcami, ale fakt ten przesłaniał ukryte słabości sprzymierzonych. Większość żołnierzy alianckich stanowili młodzi i nieodpowiednio przeszkoleni poborowi, mający niewielkie lub żadne doświadczenie bojowe.

Słabe morale Francuzów

Sprzymierzeni nie dysponowali żadną łącznością radiową, ani na ziemi, ani z własnymi siłami powietrznymi. Kolejny problem stanowiło morale. Kiedy jeden z dowódców brytyjskich – generał porucznik Alan Brooke – wizytował front w listopadzie 1939 roku, zauważył, że rekruci francuscy okazują „całkowity brak godności i dumy ze swoich jednostek. To, co jednak wstrząsnęło mną najbardziej, to ich spojrzenie, pełne niezadowolenia i niesubordynacji”.

Artykuł stanowi fragment książki Franka McDonougha pt. Czas Hitlera. Tom II: Klęska 1940-1945 (Dom Wydawniczy Rebis 2021).
Artykuł stanowi fragment książki Franka McDonougha pt. Czas Hitlera. Klęska 1940-1945 (Dom Wydawniczy Rebis 2021).

Na czele hierarchii dowodzenia po stronie aliantów stał francuski wódz naczelny, sześćdziesięcioośmioletni, defensywnie nastawiony generał Maurice Gamelin, któremu podlegał naczelny dowódca francuskich wojsk lądowych generał Aimé Doumenc.

Przed nimi odpowiadał dowódca Frontu Północno-Wschodniego generał Alphonse Georges, który miał pod swoją komendą trzy francuskie grupy armii oraz BEF, dowodzony przez brytyjskiego generała lorda Gorta.

Brak łączności

Kwatera główna Gamelina znajdowała się w ponurym podparyskim zamku Vincennes, gdzie w 1422 roku zmarł król Anglii Henryk V, a w 1917 stracono holenderską tancerkę egzotyczną i szpiega w jednej osobie Matę Hari. To miejsce bardziej przypominało klasztor niż centrum dowodzenia nowoczesną operacją militarną.

Nie było tam w ogóle łączności radiowej, co wyjaśnia, dlaczego komunikacja między Gamelinem a podlegającymi mu armiami alianckimi często odbywała się bardzo wolno.

Żołnierze Wehrmachtu podczas inwazji na Francję. Czerwiec 1940 roku (Bundesarchiv/Bauer/CC-BY-SA 3.0).
Żołnierze Wehrmachtu podczas inwazji na Francję. Czerwiec 1940 roku (Bundesarchiv/Bauer/CC-BY-SA 3.0).

W obliczu spodziewanego ataku niemieckiego Gamelin opowiadał się za przyjęciem postawy defensywnej, aby uniknąć powtórki krwawej jatki z lat 1914–1918. Jak wspominał kapitan André Beaufre z francuskiego Sztabu Generalnego:

Był to okres rozkładu, bardzo głębokiego rozkładu, przypuszczalnie spowodowanego przez nadmierny wysiłek podczas pierwszej wojny światowej.


Reklama


Ogólnie mówiąc, sądzę, że cierpieliśmy na przypadłość, która nie dotyczyła tylko Francuzów, to znaczy po odniesionym zwycięstwie uwierzyliśmy, że to my mieliśmy rację i jesteśmy bardzo mądrzy.

Przeczytaj również o tym czy Polska mogła wygrać kampanię wrześniową 1939 roku? Wynik konfrontacji wcale nie był przesądzony

Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Franka McDonougha pt. Czas Hitlera. Klęska 1940-1945. Jej polskie wydanie ukazało się nakładem Domu Wydawniczego Rebis.

Historia upadku III Rzeszy

Tytuł, lead oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Autor
Frank McDonough
2 komentarze

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Seryjni mordercy II RP. Jego najnowsza pozycja to Damy Władysława Jagiełły (2021).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.