Określenie "naziści" w języku polskim. Historyczny termin czy sztuczna nowomowa i przejaw poprawności politycznej?

Strona główna » Międzywojnie » Określenie "naziści" w języku polskim. Historyczny termin czy sztuczna nowomowa i przejaw poprawności politycznej?

Nie było żadnych nazistów. To nie naziści wywołali wojnę, tylko Niemcy. Mówienie i pisanie o nazistach to przejaw przesadnej poprawności politycznej. Z takimi tezami można się często spotkać czytając komentarze pod tekstami historycznymi w Internecie. Warto chyba więc sprawdzić kiedy naprawdę w Polsce zaczęto używać słowa „naziści”.

Od zakończenia II wojny światowej aż do początku XXI wieku zwolenników Adolfa Hitlera nazywano w Polsce hitlerowcami. Nie było to określenie jedyne, ale na pewno dominujące. To tłumaczy dlaczego na przykład Instytut Pamięci Narodowej pierwotnie nosił nazwę Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.


Reklama


Nie wszyscy naziści byli Niemcami

Obecnie zamiast hitlerowców znacznie częściej używa się określeniem naziści. Na wiele osób słowo to działa niczym czerwona płachta na byka. Twierdzą oni, że żadnych nazistów nie było i powinno się mówić wyłącznie o niemieckiej agresji, niemieckich zbrodniach, niemieckiej ideologii czy niemieckich obozach.

W innym tekście pisałem już o tym, że wśród najbardziej zagorzałych zwolenników Hitlera walczących w szeregach Waffen-SS można było spotkać przedstawicieli narodów z niemal całej Europy i nie tylko. Właśnie dlatego stosowanie określenia naziści ma jak najbardziej sens.

Belgijscy ochotnicy z Waffen-SS na froncie wschodnim (domena publiczna).
Belgijscy ochotnicy z Waffen-SS na froncie wschodnim (domena publiczna).

Oczywiście najwięcej nazistów żyło w III Rzeszy, ale nie zmienia to faktu, że nie wszyscy naziści byli Niemcami, a tym bardziej nie wszyscy Niemcy byli nazistami.

Warto jednak podkreślić, że samo określenie nazista ma w naszym kraju długą historię. Nie jest wcale elementem nowomowy ani oznaką XXI-wiecznej poprawności politycznej. Termin też był powszechnie używany już w epoce przedwojennej.

Od początku lat 30. XX stulecia – a więc odkąd tylko naziści zaczęli odgrywać znaczącą rolę na niemieckiej scenie politycznej – stosowała go polska prasa – zarówno lewicowa, jak i prawicowa.


Reklama


Tłumy „Nazis’ów”

Najwcześniejszy przypadek użycia terminu, do jakiego udało mi się dotrzeć pochodzi z października 1930 roku. Słowo padło w tekście pt. Z podróży na zachód. Wrażenia z Berlina autorstwa A. Wachowiaka, który wydrukował „Kurjer Poznański”. Autor, opisując podsycane przez rząd w Berlinie antypolskie nastroje, stwierdzał, że:

(…) heca ta byłaby nam mogła zaszkodzić, gdyby jej w sposób zgoła nieoczekiwany nie byli przerwali sami Niemcy. Bo otóż już następnego dnia, tj. w poniedziałek [13 października] wieczorem, z okazji pierwszego zebrania nowego Reichstagu, w okolicy parlamentu zebrały się olbrzymie tłumy „Nazis’ów” (Naz. Sozialisten — Hitlerowcy), uzbrojone w pałki, krótką broń palną i szrapnele polne (kamienie przyniesione w tekach ręcznych) i rozpoczęły regularną walkę z policją berlińską, niszcząc wszystko, co stało na drodze.

Adolf Hitler i jego sympatycy na zdjęciu wykonanym w Monachium pod koniec 1930 roku (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).
Adolf Hitler i jego sympatycy na zdjęciu wykonanym w Monachium pod koniec 1930 roku (Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0).

Wszędzie naziści

Forma „nazisi”, którą zastosował Wachowiak nigdy nie zyskała wielkiej popularności i szybko zaczęto pisać po prostu o nazistach. Przykładowo prawicowy dziennik „ABC” w lutym 1932 roku, w tekście Hitler przemawia…, donosił, że „każdy występ wodza »nazistów« jest nadzwyczaj kasowy”.

Dwa miesiące później ta sama gazeta, komentująca to, co działo się w Niemczech podczas drugiej tury wyborów prezydenckich, stwierdzała, że:


Reklama


Brunswik przeniknięty jest duchem hitlerowsko – pangermańskim. Niemal codziennie rozlegały się tam strzały, brzęk tłuczonych szyb, i wrzaski awanturujących się „nazistów”. Przebiegają oni ulice, zrywając afisze wyborcze innych partyj, podpalając książki i czyniąc wstręty sklepikarzom, nie należącym do związku nazistów.

Z kolei w tekście z lipca, opisującym przebieg puczu monachijskiego, do którego doszło w 1923 roku, możemy przeczytać, że „wódz nazistów umie jak nikt mrużyć czule oczy i przyciskać rękę do serca i modulować głos”.

Zwolennnicy Adolfa Hitlera prowadzący agitację przed wyborami do Reichstagu w 1932 roku (Bundesarchiv/Herbert Hoffmann/CC-BY-SA 3.0).
Zwolennicy Adolfa Hitlera prowadzący agitację przed wyborami do Reichstagu w 1932 roku (Bundesarchiv/Herbert Hoffmann/CC-BY-SA 3.0).

Pielgrzymki nazistów

Znajdujący się na przeciwległym biegunie światopoglądowym socjaldemokratyczny łódzki „Głos Poranny” używał tego samego terminu. W październiku 1933 roku roku, w tekście o przykuwającym uwagę tytule Nie można się przespać w pokoju w którym urodził się Adolf Hitler. Na psiej obroży połyskuje znak swastyki, informował o tym, że po wprowadzeniu zaporowych opłat dla Niemców chcących wjechać do Austrii skończyły się „pielgrzymki »nazistów«”, marzących o odwiedzinach w domu rodzinnym Hitlera.

Także szwedzki korespondent poczytnego „Kurjera Warszawskiego” dwa miesiące później pisał o nazistach. Swoją relację ze Sztokholmu rozpoczynał od zdania:


Reklama


Jak czytelnikom „Kurjera” już wiadomo, narodowo-socjaliści tutejsi, krótko „nazistami” zwani, niedawno zamanifestowali swe istnienia skandalicznemi awanturami w uniwersytecie stokholmskim, gdzie ich bojówkarze przemocą wtargnęli na odczyt urządzony przez związek radykalnych studentów.

Należy podkreślić, że w całym tekście słowo naziści pojawiło się aż dziesięciokrotnie. Dziwna konsekwencja, biorąc pod uwagę, że zdaniem wielu amatorów przed wojną to słowo w ogóle nie istniało…

W Danii też byli naziści

Także „Gazeta Polska”, czyli półoficjalny organ sanacyjnych władz, w artykule pt. Nad granicą duńsko – niemiecką pisała:

Niemcy z południowego Szlezwigu (niemieckiego) przystąpili do bardziej systematycznej pracy na północ od granicy, używając w dalszym ciągu starych sprzymierzeńców, a więc przede wszystkim zorganizowano podług wszelkich prawideł bojówki nazich po duńskiej stronie.

Bojówki te niesłychanie niepokoją pacyfistycznych Duńczyków; siłą rzeczy nie mogą one jednak być liczne, gdyż Niemców w Szlezwigu duńskim jest znikomy procent; fabrykowanie zaś nowych nazistów po duńskiej stronie przez szmuglowanie „żywego towaru” przez zieloną granice jest teraz bardzo przez władze Danii utrudniane.

Początek jedenego z tysięcy przedwojennych artykułów, w którym pisano o nazistach. Ten pochodzi z 1938 roku (domena publiczna).
Początek jednego z tysięcy przedwojennych artykułów, w którym pisano o nazistach. Ten pochodzi z 1938 roku (domena publiczna).

Pochodzące z pierwszej połowy lat 30. przypadki wykorzystania przez rodzimych dziennikarzy słowa naziści można mnożyć. Łącznie do wybuchu II wojny światowej pojawiły się nad Wisłą tysiące artykułów, w których padł ten termin. Oczywiście hitlerowcy byli znacznie popularniejsi, ale w żadnych razie określenie nazista nie jest wymysłem naszych czasów.

Nie mają racji ci, którzy twierdzą, że pisanie o nazistach to zakłamywanie historii. Po prostu nie należy nadużywać tego określenia.

Przeczytaj również o tym jakie wrażenia po spotkaniu z Hitlerem odniósł szef przedwojennej Policji Państwowej.


Reklama


Bibliografia

  1. „ABC” 1932.
  2. „Gazeta Polska” 1933.
  3. „Głos Poranny” 1933
  4. „Kurjer Poznański” 1930.
  5. „Kurjer Warszawski” 1933.
Autor
Rafał Kuzak
11 komentarzy

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Seryjni mordercy II RP (2020).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.