Osiągnięcia Emilii Plater. Co naprawdę zrobiła dla Polski?

Wygląd Emilii Plater nie miał nic wspólnego z jej najbardziej znanym, heroicznym portretem. Dokonania wojenne tej kobiety też budzą poważne wątpliwości. Co naprawdę osiągnęła? I czy zasłużyła na miejsce w polskim panteonie narodowym?

Emilia Plater jest postacią wyjątkową w panteonie polskich bohaterów narodowych i to bynajmniej nie względu na płeć. Wspomina się ją dzisiaj nie tyle jako uczestniczkę powstania listopadowego, ile bohaterską przywódczynię, „dziewicę o pięknych licach”, którą unieśmiertelnił w swoim wierszu Śmierć pułkownika Adam Mickiewicz.


Reklama



Legenda żyjąca własnym życiem

Tymczasem historycy, którzy pochylili się nad jej życiorysem i przeanalizowali jej poczynania na polu bitwy, ustalili, że jej dokonania bojowe wcale niebyły tak wybitne ani ważne z punktu widzenia powstania, jak głosi historyczny przekaz.

Wiemy też, że nie była pięknością, a jej najbardziej znany wizerunek, autorstwa François le Villaina, przedstawiający ją jako piękną blondwłosą, smukłą dziewoję, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Emilia Plater według François le Villaina (domena publiczna).
Emilia Plater według François le Villaina (domena publiczna).

Emilia Plater, jak zauważył jeden z badaczy jej biografii, „żyje w świadomości Polaków nie własnym, lecz legendarnym życiem. I nie ma takiej siły, argumentacji, która potrafiłaby zniszczyć lub wykpić ową legendę, przeciwstawiając jej wymysłom «prawdę» ubogiej w wielkie czyny biografii i nie respektując również – w sposób historyczny – problemu bohaterstwa kobiety romantycznej”.

A ponieważ owa legenda, w której odbijają się dążenia niepodległościowe Polaków, wrosła na stałe w naszą narodową tradycję i traktowana jest jak prawda historyczna, to każdy, kto próbuje to zmienić, naraża się na zarzut burzenia świętości narodowych czy oskarżenia o brak patriotyzmu. (…)

Przeczytaj też: Ciotka królowej Bony potrafiła się mścić. Zabójcy jej męża zginęli w męczarniach

Niedopasowane małżeństwo

Emilia Plater przyszła na świat 31 listopada 1806 roku w Wilnie, w rodzinie Franciszka Ksawerego Platerai Anny von Mohl. Małżeństwo jej rodziców było wyjątkowo niedobrane: Anna zdecydowanie górowała intelektualnie nad rozmiłowanym w hazardzie i towarzystwie bezpruderyjnych dam małżonkiem.

W końcu stało się to, co było nieuniknione: w 1815 roku matka Emilii spakowała swoje rzeczy, zabrała córkę i odeszła od męża, znajdując schronienie u swojej krewnej, Izabeli Zyberk-Plater w Liksnie, niedaleko Dyneburga, w polskich Inflantach.


Reklama



Mimo że w tamtych czasach sytuacja kobiet wychowujących samotnie dziecko do łatwych nie należała, Anna, mając oparcie w swojej rodzinie, starała się zapewnić jedynaczce jak najlepsze domowe wykształcenie, co jej się zresztą udało. Wiemy, że Emilia rysowała, śpiewała, a nawet pisała poematy, ponoć całkiem niezłe.

Wszechstronnie utalentowana

Poza tym, że świetnie jeździła konno, pasjonowała się też typowo męskimi zajęciami, do których należały: strzelanie do celu, fechtunek czy polowania. Zapewne te zainteresowania wykształciły się u niej w dzieciństwie, kiedy towarzyszami jej zabaw byli dwaj kuzyni, niemalże jej rówieśnicy – starszy o rok Ludwik i o rok młodszy Kazimierz.

Artykuł stanowi fragment książki Iwony Kienzler Kobiety wojowniczki (Bellona 2020).

Kiedy wyjeżdżała do ciotki i stryja, do ich majątku w Dusiatach, czas spędzała ze swoimi stryjecznymi braćmi, wędrując z nimi po okolicznych wsiach i odwiedzając tamtejsze gospodarstwa. W trakcie owych peregrynacji zapisywała teksty piosenek zasłyszanych w chłopskich chałupach, a potem śpiewała je na przyjęciach.

Nie było w tym nic dziwnego – w owych czasach, kiedy na fali romantyzmu pojawiło się zainteresowanie kulturą i wierzeniami ludowymi, a postaci z ludowych podań weszły na stałe do prozy i poezji, podobne zainteresowania miało wiele panienek z zamożnych dworów.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Z całą pewnością Emilia była ciekawa świata i lubiła podróżować, a zanim Polskę ogarnęło rewolucyjne wrzenie, zdążyła poznać niemal całe Inflanty, Litwę i Białoruś.

Raz nawet ze swoją matką odbyła dłuższą podróż do Warszawy, Częstochowy i Krakowa. Zarówno matka, jak i stryjostwo, z którymi spędzała dużo czasu, dołożyli starań, by wychować ją w duchu patriotycznym i w poszanowaniu historii ojczystego kraju. Już jako młoda dziewczyna Platerówna poznała założenia filozofii i najważniejsze publikacje filomatów i filaretów, całym sercem sympatyzując z tymi ruchami. (…)


Reklama



Blada i niezbyt piękna

Nasza bohaterka (…) nie wywodziła się z zamożnego domu ani wbrew temu, co pisał Mickiewicz, nie porażała urodą „nadobnego lica”. Współcześni mówili o niej, że jest „niskiej urody” i figury „podsadkowej”, jak określano wówczas kobiety niskie i korpulentne.

Znający ją osobiście hrabia Ignacy Domeyko tak opisywał pannę Platerównę w swoich pamiętnikach: „Blada, niepiękna, ale okrągłej, przyjemnej, sympatycznej twarzy, błękitnych oczu, kształtnej, ale niesilnej budowy; była poważną, bardziej surową niż ujmującą w obejściu się, mało mówiąca i spojrzeniem nakazująca dla siebie należne względy i przyzwoitość”. (…)

Portret Emilii Plater z lat 30. XIX wieku (domena publiczna).
Portret Emilii Plater z lat 30. XIX wieku (domena publiczna).

Nieszczęśliwa miłość

Bohaterka naszej opowieści musiała jednak być pociągająca dla mężczyzn, skoro pojawił się kandydat do jej ręki w osobie pewnego zamożnego Rosjanina, inżyniera budującego warownię u jej krewnych w Krasławiu.

Mężczyzna dostał jednak kosza – ponoć Emilia nie chciała wychodzić za mąż za członka narodu ciemiężącego jej ojczysty kraj. Według niektórych źródeł panna była zakochana w kimś innym – kapitanie inżynierii baronie Dal-Iwing, ale nie wiemy nic ani o obiekcie uczuć bohaterki naszej opowieści, ani o tym, czy odwzajemniał on jej afekt. W każdym razie Platerówna nigdy nie stanęła na ślubnym kobiercu

Przeczytaj też: Siedem najlepszych polskich żołnierek. Walczyły za ojczyznę nawet w przebraniu i pomimo zakazów

W 1830 roku Emilię spotkał wielki cios – zmarła jej ukochana matka. Kiedy chciała odnowić kontakty z ojcem, który zdążył już założyć nową rodzinę, okazało się, że ten nie chce jej znać… Wkrótce jednak głowę naszej bohaterki zaprzątnęły inne, znacznie ważniejsze sprawy – nareszcie pojawiła się szansa, by wstąpić w ślady jej idolek: Joanny d’Arc i Bubuliny.

Emilia rusza na wojnę

Pod koniec listopada 1830 roku w Warszawie grupa słuchaczy Szkoły Podchorążych Piechoty, na której czele stał Piotr Wysocki, opanowała siedzibę carskiego namiestnika, księcia Konstantego, starszego brata cara Mikołaja I, a potem wraz z uzbrojoną ludnością opanowała miasto.


Reklama



Tak rozpoczęło się powstanie listopadowe, które wkrótce rozprzestrzeniło się na całe Królestwo Polskie. Na początku następnego roku powstańczy ferment dotarł też na Litwę. Emilia poczuła wiatr w żaglach: ścięła po męsku włosy, kazała uszyć dla siebie i swojej przyjaciółki, Marii Prószyńskiej, męski strój i razem z nią przyłączyła się do powstania.

Nie były jedyne; w szeregi powstańców wstąpiło też kilkanaście innych dziewcząt, ale tylko ona, Emilia, zyskała niewątpliwą sławę i wstąpiła do panteonu narodowych bohaterów. Zachował się dokument, sporządzony własnoręcznie przez pannę Plater i przeznaczony dla jej opiekunki, Bogumiły Platerowej, w którym zapewniała, że nikt nie namawiał jej „do kroku przedsięwziętego” i że podjęła go, „karmiąc od lat dziecinnych tę myśl, że kiedyś na wojnę pójdę”.

XIX-wieczny portret Emilii Plater (Julia Mielcarzewicz/domena publiczna).
XIX-wieczny portret Emilii Plater (Julia Mielcarzewicz/domena publiczna).

Dużo przypuszczeń, mało faktów

I to jest właściwie wszystko, co możemy powiedzieć z całą pewnością o jej udziale w powstańczych zmaganiach. Wiemy też, że chciała się dostać przed oblicze członków komitetu kierującego powstaniem na Litwie, usytuowanego w Wilnie, zapewne po to, by przedstawić im opracowany przez siebie plan zdobycia twierdzy w Dyneburgu, ale jako kobieta nie została wpuszczona na naradę.

A kolejne jej dokonania we współczesnych biogramach opatrzone są zazwyczaj zastrzeżeniami typu „podobno”, „ponoć” lub „jako by”, podawane w trybie przypuszczającym bądź przytaczane jako domniemania.

Przeczytaj też: Najbardziej zasłużona żołnierka w dziejach Polski? Walczyła w 30 bitwach, a nikt o niej nie pamięta

I tak oto 29 marca po nabożeństwie w Dusiatach Emilia Plater, odziana w męski strój i z szablą w dłoni, miała podobno agitować miejscowych, by przystąpili do powstania. 4 kwietnia zaś podpisała w Jeziorosach akt powstania powiatowego. Ponoć dowodzony przez nią oddział zwerbowanych przez nią wcześniej ludzi odniósł dwa znaczące zwycięstwa w okolicach Dźwińska, ale nie znajduje to potwierdzenia w zachowanych źródłach.

Mdlejąca Emilia

30 kwietnia Platerówna wraz z Prószyńską dotarły do powstańczego zgrupowania Karola Załuskiego, a 4 maja wzięły udział w przegranej bitwie pod Prestowicami.


Reklama



Z czasem Prószyńską zastąpiła u jej boku Maria Raszanowiczówna. Wszystkie wymienione tu panny, o których wiemy, że walczyły w powstaniu, chodziły w „szaraczkowych surdutach, w granatowych okrągłych czapkach fantazyjnie włożonych na bakier, z lekkimi szablami przy boku i małymi pistoletami za pasem. Na piersiach miały przypięte trójkolorowe kokardy”.

Z pamiętników towarzyszy broni Platerówny wynika, że młoda dziewczyna poważnie podchodziła do swoich żołnierskich obowiązków i nigdy nie dawała powodu do plotek, z pewnością jednak nie zasługiwała na miano polskiej Joanny d’Arc, za jaką uchodziła w oczach twórców swojego mitu.

W przeciwieństwie do Joanny d’Arc Emilia Plater nie mogła poszczycić się żelaznym zdrowiem

Jak wiadomo, Dziewica Orleańska odznaczała się nie tylko hartem ducha, którego oczywiście nie można też odmówić bohaterce naszej opowieści, ale przede wszystkim iście końskim zdrowiem i żelazną kondycją, które pozwalały jej znosić trudy wojennych zmagań i niedostatki obozowego życia.

Tymczasem Emilia była krucha i poważnie niedomagała. Zarówno jej dowódcy, jak i towarzysze broni chętnie pozbyliby się jej z oddziału, ponieważ sprawiała im mnóstwo kłopotu – zbyt często trzeba było ją osłaniać, a nawet ratować, kiedy spadała z konia czy wręcz mdlała.

Przeczytaj też: Żeńskie końcówki, feminatywy w II RP. Używano ich w Polsce już 100 lat temu i nie wzbudzały kontrowersji

Panna P.

Nic dziwnego, że namawiano ją do powrotu do domu, ale dumna dziewczyna zawsze odmawiała, bez słowa skargi znosząc wszystkie cierpienia i kłopoty zdrowotne, a zapewne także pobłażliwe, a często wręcz złośliwe spojrzenia walczących w oddziale mężczyzn.

Kiedy grupa Załuskiego została rozbita, Platerówna trafiła do oddziału strzelców wiłkomirskich i razem z Konstantym Parczewskim brała udział w potyczce pod Mejszagołą. Kiedy 5 czerwca pojawiła się nadzieja na połączenie z wojskiem powstańczym „koroniarzy” Dezyderego Chłapowskiego, Emilia bezzwłocznie stawiła się na służbę.


Reklama



Chłapowski nawet odnotował w swoim dzienniku wzmiankę o udziale w zmaganiach bojowych „panny P.”, ale nie znaczy to, że – jak tego chcą wyznawcy teorii o jej zdolnościach dowódczych – w ogóle stanęła na czele czegokolwiek.

Kapitan Emilia Plater

Generał musiał być pod wrażeniem jej odwagi, patriotyzmu i determinacji, skoro awansował ją do stopnia kapitana, choć pamiętajmy, że był to zapewne jedynie grzecznościowy gest, jednocześnie bowiem zasugerował jej powrót do domu. Dumna dziewczyna odrzuciła tę propozycję, mówiąc: „Jenerale! Dopóki Polska nie odzyszcze zupełnej swobody, postanowiłam być żołnierzem!”.

Artykuł stanowi fragment książki Iwony Kienzler Kobiety wojowniczki (Bellona 2020).

Dopiero wówczas, za sprawą generała, Platerówna otrzymała dowództwo 1. kompanii formowanego na Litwie 25. pułku piechoty, którym dowodził major Stanisław Macewicz. Dowódca miał być pod urokiem Emilii, stając się jej platonicznym adoratorem, ale nie wiadomo, czy tak było naprawdę.

Wspomniana formacja przez jakiś czas wchodziła w skład obrony Kowna, gdzie mieszkała zaprzyjaźniona z Adamem Mickiewiczem Karolina Kowalska, która wydała nawet bal na jej cześć. W mieszkaniu pani Kowalskiej Emilia poznała brata wieszcza, Franciszka Mickiewicza, a inny poeta, Antoni Odyniec, upamiętnił ten fakt w wierszu Smug kowieński, niesłusznie przypisywanym Adamowi Mickiewiczowi.

Przeczytaj też: Jak wyglądał pokój typowej nastolatki w XIX wieku?

Ostatnia potyczka

Niedługo potem, podczas przegranej sromotnie przez powstańców batalii pod Kownem, cudem uniknąwszy wzięcia do niewoli, a może i śmierci, ratowała się ucieczką, osłaniana przez Raszanowiczównę i majora Macewicza.

Tymczasem w trakcie szturmu na Szawle, do którego doszło 6 lipca, trzymano ją przy taborach, których broniła podobno zawzięcie, odznaczając się niemałym męstwem i odwagą. Była to ostatnia potyczka, w której dane było uczestniczyć bohaterce naszej opowieści, bo zaledwie kilka dni później zapadła decyzja o przejściu za kordon pruski, co Emilia uznała za krok haniebny, i nie mogła go darować dowódcom i towarzyszom broni.


Reklama



Ona sama, wciąż wierząc w powstańczą sprawę, razem z Raszanowiczówną i stryjecznym bratem Cezarym postanowiła dotrzeć do Warszawy. Cała trójka pieszo, w chłopskich ubraniach przedzierała się przez okoliczne lasy, prowadzona przez wieśniaka ze Żmudzi.

Było to jednak przedsięwzięcie znacznie przekraczające mocno już nadwątlone siły Emilii. Nieszczęsna dziewczyna, wciąż marząca o dorównaniu Dziewicy Orleańskiej i dzielnej Bubulinie, w drodze zasłabła i rozchorowała się tak bardzo, że jej towarzysze musieli zostawić ją w pierwszej napotkanej chłopskiej chacie, by potem przewieźć ją na dwór Ignacego Abłamowicza w Justianowie, w powiecie sejneńskim, gdzie ukrywano ją jako bonę do dzieci pod nazwiskiem Korawińska.

Grób Emilii Plater w Kopciowie (Kazik144/CC BY-SA 3.0).
Grób Emilii Plater w Kopciowie (Kazik144/CC BY-SA 3.0).

Śmierć nadchodzi

Przytaczana w niektórych opracowaniach biograficznych historia o adiutancie Giełguda, który udawał zakochanego w Emilii i miał się nią w Justianowie opiekować, a zamiast tego okradł ją i porzucił, nie znajduje potwierdzenia w źródłach z epoki.

Bohaterka naszej opowieści czuła się tak źle, że spodziewano się najgorszego; sama Emilia też szykowała się na śmierć, o czym świadczy jej list, napisany 30 września 1831 roku, w którym żegnała się z krewnymi. Z czasem poczuła się nieco lepiej, ale w grudniu nastąpił nawrót choroby i jej stan gwałtownie się pogorszył.


Reklama



Zmarła 23 grudnia 1831 roku i została pochowana na wiejskim cmentarzu w Kopciowie (współcześnie: Kapciamiestis), a jej grób przetrwał do dzisiaj. Na płycie nagrobnej umieszczono jedynie napis „Emilia” oraz zwyczajową w owych czasach inskrypcję nagrobną: „Zmów – wieczny pokój”.

Poznaj również prawdę o Joannie d’Arc. Czego naprawdę dokonała Dziewica Orleańska?

Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Iwony Kienzler Kobiety wojowniczki (Bellona 2020). Książkę znajdziesz na empik.com

Sprawdź

Tytuł, lead, śródtytuły i teksty w nawiasach kwadratowych pochodzą od redakcji. W celu zachowania jednolitości tekstu usunięto przypisy, znajdujące się w wersji książkowej. Tekst został poddany obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia większej liczby akapitów.

Autor
Iwona Kienzler
6 komentarzy
  • „Zdaniem Iwony Kienzler wcale nie zasłużyła na taką sławę”. Przepraszam, ale pani Kienzler nie jest żadnym autorytetem. Która to już książka? Setna?

  • Czyli Twoim zdaniem autorytetem zostaje się nie z powodu wiedzy, lecz ilości napisanych książek? Więc twoim zapewne jest Lenin. Kiedyś, po 1990 roku, gdy robiłem remanent gminnej biblioteki, natrafiłem na wyrzucane jako makulaturę jego „dzieła zebrane”. Istotnie ich waga sugerowała niewąski autorytet. Podobnie jako autorytet należało by uznać niejakiego Adolfa H. , który rzekomo napisał tylko jedną książkę, ale za to wydał ją w tak wielu milionach egzemplarzy, że w pełni załapie się na Twoje kryteria. Napisałem „rzekomo”, ponieważ wiele wskazuje na to, że prawdziwym autorem był Hess, natomiast stylizowany na lipną podróbkę Chaplina Adolf, tylko się do autorstwa przyznał.

    • Pana komentarz nie ma sensu i jest nie na temat, nie ilość lecz jakość jest dla mnie ważna, co chyba nietrudno wyczytać z mojej wypowiedzi. A ten argument z Leninem (sic!) jest poniżej poziomu

  • Abstrachując od „poziomu”, argument ten jest jak najbardziej na temat. To nie ja napisałem, że autorytetem autor się staje po napisaniu wielu książek, nie ja wymieniłem też liczbę stu tytułów, mających sprawić, że jest się owym autorytetem. Dlatego celowo i z rozmysłem wymieniłem Lenina, który był bliski tej idealnej „setki”, czyniącej go „autorytetem nad autorytety”. Odnośnie natomiast ilości i jakości, to z treści Pani pierwszej wypowiedzi jasno wynika, że liczy się ilość , natomiast na temat jakości nie ma najmniejszej nawet wzmianki. Swojego czasu w szkole do której chodziłem uczono przedmiotu, który nosił nazwę logika. Lubiłem ten przedmiot i postarałem się go sobie przyswoić, więc moja wypowiedź jest jak najbardziej logiczną odpowiedzią na to, co Pani w pierwszym swoim poście napisała. Za to, że nie przypadła Pani do gustu – nie odpowiadam.

  • Pani Kienzler zbliża się (albo już przekroczyła?) do owej setki książek, czy to czyni z niej, według pana, autorytet? Czy czytał pan jej plotkarskie książki? Do tego po raz kolejny wmawia mi pan coś, co sam błędnie wydumał z mojej wypowiedzi.

Pozostaw odpowiedź Krzysiek G. Anuluj

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.