Praca i życie katów w nowożytnej Polsce. Ile zarabiali, jakie mieli zadania i dlaczego tak ich unikano?

Strona główna » Nowożytność » Praca i życie katów w nowożytnej Polsce. Ile zarabiali, jakie mieli zadania i dlaczego tak ich unikano?

Zawód egzekutora nie był profesją, do której chętnie garnęli się ochotnicy. W efekcie katów szukano wśród osób o wątpliwej reputacji czy nawet w szeregach pospolitych przestępców. Pracy im nie brakowało, a zarobki były całkiem atrakcyjne. Mistrz małodobry tracił jednak prawo do normalnego życia.

Jak wspomina XVI-wieczna księga miejska Lewartowa na stanowisko kata powołano niejakiego Stanisława Kukowicza skazanego na śmierć, który poprosił o darowanie życia, w zamian obiecując zostać „mistrzem miejskim rzemiosła katowskiego”. Sąd chętnie przystał na takie rozwiązanie.


Reklama


Podobna historia miała miejsce w Krakowie w 1614 roku. Tuż przed wykonaniem wyroku tamtejszy mistrz małodobry wyprosił sobie skazanego na czeladnika.

We Francji czy Niemczech zdarzało się dziedziczenie urzędu i tworzenie wielopokoleniowych klanów katowskich. W Polsce jednak taka praktyka nie występowała. Często sprowadzano katów nawet z daleka. W 1677 roku, po śmierci mistrza Jana, wileńskie władze prowadziły poszukiwania jego następcy aż w niemieckim Holsztynie.

Kaci często rekrutowali się ze środowiska przestępczego. Na zdjęciu figura kata z muzeum tortur w Żywcu (Merlin/CC BY-SA 3.0).
Kaci nierzadko rekrutowali się ze środowiska przestępczego. Na zdjęciu figura kata z muzeum tortur w Żywcu (Merlin/CC BY-SA 3.0).

Wywodzący się ze środowisk przestępczych kaci niejednokrotnie wracali na kryminalną ścieżkę i po złapaniu sami stawali się ofiarami wymiaru sprawiedliwości. Wielu mistrzów małodobrych miało powiązania z bandami złodziei, których ukrywali i z którymi dzielili łupy.

Również względem swojej profesji kaci pozwalali sobie na nadużycia, biorąc łapówki za nieudolne wykonanie egzekucji, a nawet (do spółki z więziennymi dozorcami) umożliwiając osadzonym ucieczkę.


Reklama


Egzekucje i tortury

Podstawą katowskiego rzemiosła było wykonywanie egzekucji oraz torturowanie więźniów w celu wydobycia zeznań. Polskie przepisy prawne dotyczące tortur stworzono w oparciu o kodeks Constitutio Criminalis Carolina obowiązujący na terenie cesarstwa. Zgodnie z nim stopniowano męki od lekkich po wyjątkowo ciężkie, jeśli podejrzany nie przyznawał się do winy.

Prawo zezwalało na trzy serie tortur przedzielone kilkugodzinną przerwą, choć bywało, że rozdzielał je tylko krótki interwał, w którego trakcie sędzia pytał oskarżonego czy przyznaje się do winy. W przeciwieństwie do Niemiec, Francji czy Hiszpanii, gdzie stosowano wymyślne formy zadawania cierpienia, tortury w dawnej Polsce nie należały do wyszukanych.

Inspiracją do opublikowania tego artykułu stał się książka Filipa i Kuby Majewskich pt. Kuba na tropie (Bellona 2021). W tej przeznaczonej dla młodych pasjonatów historii publikacji przeczytają oni również o kacie i jego profesji.
Inspiracją do opublikowania tego artykułu stała się książka Filipa i Kuby Majewskich pt. Kuba na tropie (Bellona 2021). Młodzi pasjonaci historii przeczytają w niej również o kacie i jego profesji.

Najczęściej było to rozciąganie powrozem lub na specjalnej ławie zwanej łożem sprawiedliwości. Tortura ta powodowała wyłamywanie stawów. Łączono ją też z przypalaniem ciała i szarpaniem go rozżarzonymi szczypcami. W wielu przypadkach wystarczyło jedynie okazanie narzędzi tortur aby przesłuchiwany przyznał się do winy. Ponure wrażenie sprawiała nawet sama katownia umieszczana w podziemiach i słabo oświetlona.

Do sposobów wykonywania kary śmierci należało powieszenie, ścięcie, spalenie na stosie, topienie oraz łamanie kołem. Dokonywano także ćwiartowania zwłok. Najbardziej honorowe ścięcie było równocześnie najtrudniejsze do wykonania i świadczyło o kunszcie kata. Zdarzały się przypadki, gdy egzekutor potrzebował kilku uderzeń, aby wykonać dekapitację.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Alfonsi renesansu

Obowiązki katów obejmowały też wykonywanie kar cielesnych, jak chłosta i okaleczanie oraz nadzorowanie banicji. Mistrzowie małodobrzy pracowali poza tym jako rakarze lub nadzorcy więzienni. Zlecano im czyszczenie ulic, zabijanie i wywożenie z miasta bezpańskich psów czy świń. Były to prace dorywcze, natomiast do stałych powinności kata należała kontrola nad domami publicznymi.

Egzekutor był jednocześnie kimś na kształt sutenera, przy czym zdarzało się, że sam lupanar prowadziła jego żona. Wielu mistrzów małodobrych wykazywało się przy tym gangsterską bezwzględnością. W 1548 roku mistrz Wacław i jego pomocnik Jakub zapłacili głową za zamordowanie chłopa, który odważył się wykraść z domu publicznego swoją siostrę.


Reklama


Magiczni medycy

W zabobonnym społeczeństwie kat zarabiał także na sprzedaży sznurów wisielczych oraz części ciała skazańców, które wykorzystywane były do magicznych rytuałów. Magia, choć zakazana i potępiana była powszechnie praktykowana, a przedmioty związane ze zwłokami przestępców lub miejscem ich śmierci posiadały, zgodnie z przesądem, potężną moc.

Z racji wykonywanego zawodu mistrz małodobry był zaznajomiony z anatomią. To zaś dawało mu pewne podstawy do praktykowania medycyny. Pod koniec XVI wieku w krakowskim rejestrze miejskim odnotowano przyznaną katu opłatę za opatrzenie ran dziewczyny i wyleczenie sługi ratuszowego. Na ironię zakrawał fakt, że często z usług medycznych kata korzystały… jego ofiary po kolejnej serii tortur lub uniewinnieniu.

Narzędzia tortur wystawiane w gdańskiej Wieży Więziennej (RK/wielkahistoria.pl).
Narzędzia tortur stosowane przez nowożytnych katów wystawiane w gdańskiej Wieży Więziennej (RK/wielkahistoria.pl).

Dochodowe rzemiosło

Pod względem przywilejów polscy mistrzowie stali na gorszej pozycji niż ich zachodnioeuropejscy odpowiednicy.

Mistrz otrzymywał stałą pensję, a także pieniądze na zakup potrzebnych rzeczy np. sznurów i słomy, naprawy instrumentów tortur oraz związanych z pogrzebem skazańca. Zyski były różne, w zależności od miasta. Przykładowo w połowie XVI wieku w Lublinie kacia pensja wynosiła 10 groszy na tydzień. Bochenek chleba kosztował w tamtym czasie 1/10 grosza, a kilogram mięsa cały grosz.


Reklama


Katu przysługiwało też niezależne od pensji wynagrodzenie za wykonanie egzekucji. W tym samym Lublinie za wieszanie mistrz otrzymywał 12 groszy, za spalenie 24 grosze, za ścięcie 30 groszy, a za ćwiartowanie 72 grosze.

Miasto gwarantowało mu wykonanie wszelkich napraw i remontów w domu, a gdy odchodził z urzędu z racji wieku także pewne drobne prace zarobkowe. Niewielką sumę na zasiedliny otrzymywał też, gdy obejmował urząd. Zdarzało się, że jeden kat obsługiwał kilka miast, które wspólnie go utrzymywały.

Zawód kata był całkiem dochodowy (RK/wielkahistoria.pl).
Zawód kata był całkiem dochodowy (RK/wielkahistoria.pl).

Potrzebni i pogardzani

Choć katowskie rzemiosło było nieźle płatne, a mistrzowie niejednokrotnie otrzymywali od miasta własne lokum, zawodem powszechnie pogardzano. Przyjętym społecznie tabu był zakaz przebywania w towarzystwie kata, a nawet stykania się z nim.

W kościele egzekutorzy często mieli wydzielone miejsca. W Toruniu, gdy raz do roku dopuszczano ich do spowiedzi u Dominikanów, mnisi musieli uważać na swój habit, aby przypadkiem nie dotknąć ciała czy ubrania spowiadanego.

Cechy rzemieślnicze surowo zabraniały towarzyszenia katom w karczmach czy utrzymywania z nimi jakichkolwiek kontaktów.

Statut rzeźników poznańskich głosił: „Żaden brat nie ma z katem ani kart, ani kostek, ani warcab grać, ani z nim naspół we grze trzymać pod winą kamienia wosku”. W Rzeszowie rzemieślnika, który zetknął się z mistrzem katowskim, choćby w trakcie zatargu, wykluczano z cechu i zamykano warsztat aż do momentu podania satysfakcjonującego usprawiedliwienia.


Reklama


Obawy ludzi wynikały najczęściej z charakteru zawodu kata i obcowania ze śmiercią. Jednak i sami kaci byli chronieni przed wzrokiem i dotykiem więźniów, czemu służyły kaptury i rękawice.

Mistrzowie małodobrzy dbali o zakrywanie ciała nie tylko z uwagi na panujące zwyczaje, ale też z obaw przed „posiadaniem czarów” przez skazanego.

Przeczytaj również o karze śmierci w średniowiecznym Krakowie. (Ubogich) zbrodniarzy czekały straszliwe katusze


Reklama


Inspiracja

Inspiracją do opublikowania tego artykułu stała się książka Filipa i Kuby Majewskich pt. Kuba na tropie (Bellona 2021). Młodzi pasjonaci historii przeczytają w niej również o kacie i jego profesji.

Niezwykła podróż w czasie

Bibliografia

  1. Marek Pacholec, Kat w Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, praca magisterska napisana po kierunkiem dr. hab. Grzegorza Białuńskiego, prof. UWM, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych, Olsztyn 2006.
  2. Magdalena Spychaj, Medyczne umiejętności kata, wilanow-palac.pl [dostęp: 7.06.2021]
  3. Hanna Zaremska, Niegodne rzemiosło. Kat w społeczeństwie Polski XIV-XVI w., Warszawa 1986.
Autor
Tomasz Kilian
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Seryjni mordercy II RP. Jego najnowsza pozycja to Damy Władysława Jagiełły (2021).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.