Przyczyny wielkiej schizmy wschodniej. Jak doszło do rozłamu między katolicyzmem i prawosławiem?

Sławny XVIII-wieczny historyk Edward Gibbon twierdził, że da się wskazać precyzyjny moment rozpadu Kościoła. Do podziału na katolicyzm i prawosławie miało dojść dokładnie 16 lipca 1054 roku. Ale czy rzeczywiście właśnie ta data była przełomowa? I czy to prawda, że do jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach Europy doszło na skutek zwykłej kłótni?

Historyk prawosławia John H. Erickson twierdzi, że spośród wszystkich konfliktów wstrząsających Kościołem w średniowieczu, wielki spór między wschodem a zachodem miał charakter niemal unikalny.


Reklama


Tak zwana schizma wschodnia (nazywana też wielką schizmą, a w nauce anglosaskiej – schizmą wschodnio-zachodnią) uchodzi za najważniejszy konflikt religijny epoki. Mimo to „nie da się jej precyzyjnie datować ani łatwo wskazać przyczyn, które do niej doprowadziły”.

Długa historia schizmy wschodniej

Wbrew prostym wyjaśnieniom dawnych badaczy, schizma nie była jednostkowym wydarzeniem, do jakiego doszło w roku 1054, ale procesem rozciągniętym na całe stulecia.

Biskupi i cesarz zgromadzeni na soborze. U dłoni imperatora – wyznanie wiary w wersji przyjętej przez sobór konstantynopolitański pierwszy w 381 roku.

Podziały między wschodem a zachodem narastały niemal od zarania chrześcijaństwa. Wiązały się one, jak pisze francuski bizantynista Gilbert Dagron, ze stopniowym, „powolnym rozchodzeniem się dwóch światów chrześcijańskich, z których każdy miał swoją historię, swój główny język, swoje praktyki religijne, swoją ortodoksyjność”.

Różnice kulturowe i sam dystans geograficzny sprawiały, że odmienności między chrześcijanami z różnych regionów tylko pogłębiały. Oficjalnie u podstaw zażartych dysput zawsze stały kwestie doktrynalne bądź liturgiczne. W rzeczywistości jednak nawet ważniejsze okazywały się spory ambicjonalne, czysto polityczne.


Reklama


Rzym może być tylko jeden

Papieże uważali, że mają prawo nie tylko do symbolicznego, ale też faktycznego prymatu nad całym Kościołem. Stanowisko to stopniowo napotykało na coraz silniejszy opór na wschodzie.

Już drugi sobór powszechny, zwołany w 381 roku, wydał kanon podkreślający wyjątkową pozycję patriarchów Konstantynopola, z uzasadnieniem, że przecież wschodnia stolica imperium to „nowy Rzym”.

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Simona Jenkinsa pt. Krótka historia Europy. Od Peryklesa do Putina.

Sobór chalcedoński z 451 roku nie tylko potwierdził tamto stanowisko, ale jeszcze je rozwinął, faktycznie zrównując status papieży i patriarchów.

Po upadku zachodniego cesarstwa proces rozchodzenia się dróg dwóch stolic kościelnych tylko przyspieszył. Patriarchowie podlegali wciąż trwałej i silnej władzy imperatorów. Papieże wyzwolili się spod podobnej kurateli, ale zarazem stracili polityczne wsparcie władzy świeckiej. W efekcie na przykład cesarz Leon III (717-741) mógł łatwo zdecydować o tym, by odebrać zwierzchność kościelną nad zachodnimi Bałkanami i południową Italią ojcu świętemu, a przekazać ją w ręce swego patriarchy.


Reklama


Konflikt zaognił się jeszcze, gdy na zachodzie powstało nowe, frankijskie imperium, z własnymi ambicjami do decydowania o sprawach Kościoła. O nieporozumienia było łatwo, bo wschód zmagał się z herezjami i ruchami religijnymi zupełnie obcymi chrześcijanom z Italii, Iberii czy Galii. Zachód natomiast – z regresem w dziedzinie nauczania, który uniemożliwiał teologiczne dysputy na równej stopie.

Przez Syna czy od Syna? Spór o filioque

W IX wieku emocje rozgrzewała konkurencja o to, kto powinien prowadzić misje wśród chwilowo potężnych i skłonnych przyjąć chrześcijaństwo Bułgarów.

Doktryna filioque zobrazowana na XV-wiecznym ołtarzu w zbiorach paryskiego Luwru.

Źródłem wyjątkowo zażartych kłótni – a może raczej pretekstem do nich – stała się też tak zwana sprawa filioque. Tak objaśnia ją Simon Jenkins na kartach swojej Krótkiej historii Europy. Od Peryklesa do Putina:

W chrześcijaństwie wybuchł nowy spór. Czy Duch Święty pochodzi od Ojca przez Syna, czy też od Ojca i Syna? Z tego drugiego sformułowania, zwanego filioque, wynikała równa, a nie jedynie następcza rola Chrystusa. Dla niewtajemniczonych był to spór z gatunku „ile aniołów zmieści się na łebku od szpilki”, a mimo to podzielił imperia.


Reklama


Konflikt był poważny, ale z perspektywy teologicznej – kompletnie nieuzasadniony. Na zachodzie twierdzono, że dopisek o pochodzeniu Ducha Świętego od Syna (fillioque) zawsze znajdował się w wyznaniu wiary. To była jednak bzdura. Takiej formuły nie wprowadził żaden sobór, a pojawiła się ona w nie do końca zrozumiałych okolicznościach w tekstach kościelnych z Iberii w VII wieku. Potem ten błąd rozprzestrzenił się z siłą pożaru.

Autor Krótkiej historii Europy słusznie podkreśla, że w sprawie filioque nie chodziło o same zasady wiary, ale w pierwszej kolejności „o to, do kogo należy zwierzchnictwo w kwestiach doktrynalnych czy organizacji Kościoła: do Rzymu czy Konstantynopola”.

Geneza prawosławia. Co kościół wschodni zarzucał zachodniemu?

Już w latach 863-867 doszło do oficjalnej schizmy między kościołami wschodnim i zachodnim. Konflikt udało się wygasić na soborze konstantynopolitańskim czwartym w latach 879-880. Porozumienie okazało się jednak chwiejne i niemożliwe do utrzymania.

Teologiczne podstawy zatargów wymienia Gilbert Dagron na kartach książki Biskupi, mnisi i cesarze 610-1054. W IX wieku Kościół wschodni zarzucał łacinnikom, że ci: „przestrzegają postu w szabat (w soboty wielkopostne), zakazują księżom małżeństw i w ten sposób skazują ich na rozpustę, powtarzają namaszczenie chrzcielne ręką biskupa, a przede wszystkim dodają do symboli chrześcijańskiego wyznania wiary bluźniercze filioque”.

Papież Leon IX w wyobrażeniu XIX-wiecznego artysty.

W pierwszej połowie kolejnego wieku różnice te wciąż się utrzymywały. Na pierwszy plan wyszły jednak raczej drobne, liturgiczne kwestie, dla których, przy chęci obu stron, dałoby się łatwo znaleźć rozwiązanie.

„Judaizujące” praktyki łacinników

Na przełomie 1052 i 1053 roku jeden z hierarchów kościoła wschodniego, Leon z Ochrydy, wysłał do Rzymu list piętnujący to, co określał mianem „judaizujących” praktyk łacinników.


Reklama


Wzywał wyznawców, by przestali przyjmować komunię pod postacią przaśnego chleba oraz pościć w Wielką Sobotę. Jednocześnie patriarcha Konstantynopola Michał Kerulariusz nakazał zamknięcie łacińskich kościołów w jego stolicy.

W odpowiedzi papież Leon IX wysłał własny list, wyliczający przeszło dziewięćdziesiąt „herezji” i „epidemii”, które Grecy wprowadzili w swoim Kościele. Jednocześnie nie przebierał w słowach.

Mozaika Chrystusa Pantokratora z kościoła Mądrości Bożej w Konstantynopolu.

Jak podaje Simon Jenkins na kartach Krótkiej historii Europy, Leon IX oskarżył swego wschodniego odpowiednika o „bezprzykładną bezczelność i niewiarygodny tupet”. „Usta masz wysoko w niebie” – pisał – „ale twój język na całym świecie usiłuje wbrew argumentom i przypuszczeniom podważać i niszczyć starą wiarę”.

Ojciec święty wzywał wprawdzie do jedności, ale zarazem podkreślił, że drogą do porozumienia może być tylko… podporządkowanie się Opoce Piotrowej. Stale więc chodziło w pierwszej kolejności o to, kto będzie rządzić, nie zaś o zasady wiary.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

„Intelektualna kompromitacja”. Poselstwo Humberta do Konstantynopola w 1054 roku

Nie był to dobry moment na potęgowanie sporów. Bizancjum zmagało się z
ekspansją Normanów w południowej Italii, a także z przybierającym na sile naporem Turków Seldżuckich. Cesarz Konstantyn IX zdroworozsądkowo dążył do kompromisu i załagodzenia podziałów. Był nawet gotów na spore ustępstwa i zamierzał przymusić do nich patriarchę Kerulariusza.

W tym decydującym momencie Rzym wysłał na negocjacje najgorszego możliwego człowieka. Biskup Silva Candida Humbert zaraz po przybyciu nad Bosfor zaczął wyzywać patriarchę od odstępców. Zaatakował też cały Kościół wschodni, zarzucając mu, że heretycko usunął z wyznania wiary filioque. Jak słusznie podkreśla prof. Jerzy Rajman, stwierdzenie to stanowiło intelektualną „kompromitację”, bo przecież rzeczony zwrot nigdy nie znajdował się w nicejskim credo.


Reklama


Wulgarny i nieustępliwy Humbert powiedział jednemu z bizantyńskich hierarchów, Niketasowi Stetatosowi, że „jest głupszy od osła”. Cesarz, niezmiennie marzący o zgodzie, zignorował tę obelgę, a nawet zgodził się potępić Stetatosa i spalić jego pisma. Papieski wysłannik wcale jednak nie zamierzał przyjąć ręki wyciągniętej na zgodę. Obdarzony ognistym temperamentem patriarcha też zaś nie przebierał w słowach.

„Próba wypracowania kompromisu zakończyła się obrzuceniem wyzwiskami papieskich legatów podczas ich wizyty w kościele Mądrości Bożej w Konstantynopolu” – podsumowuje Simon Jenkins w Krótkiej historii Europy. Od Peryklesa do Putina. – „W odpowiedzi zirytowani emisariusze złożyli na ołtarzu bullę nakładającą ekskomunikę na patriarchę Konstantynopola, strząsnęli z butów pył kościoła i wrócili na statki”.  Na odchodnym powiedzieli jeszcze: „Bóg widzi i sądzi”.

Dysputa Humberta z Silva Candida z patriarchą Kerulariuszem na średniowiecznej iluminacji.

Wzajemne ekskomuniki. Czy to był początek wielkiej schizmy?

Jak komentuje Gilbert Dagron, było to zakończenie „iście teatralne”. Spektakl nastąpił w sobotę 16 lipca 1054 roku o godzinie trzeciej. Formalnie nie był nawet wiążący.

Jeszcze kiedy negocjacje trwały, do Konstantynopola dotarła widomość o zgonie papieża. Tron piotrowy opustoszał, a tym samym Humbert nie był już niczyim reprezentantem i działał zupełnie samowolnie. Jego aktu nie można jednak było zignorować. Michał Kerulariusz pospiesznie zwołał synod, który w odpowiedzi wyklął drugą stronę. Stało się to 20 lipca.


Reklama


Tradycyjnie przyjmuje się, że właśnie latem 1054 roku doszło do ostatecznego rozłamu kościoła. Na pewno stała się rzecz istotna, bo ekskomunik nie udało się odwołać, a przepaści zasypać. Świadomość, że nie istnieje już wspólny Kościół rozchodziła się jednak powoli i jeszcze przez wiele dekad podejmowano próby znalezienia kompromisu. Faktyczne relacje między „łacinnikami” i „Grekami” wyglądały zaś w roku 1055 właściwie tak samo, jak w 1053.

Większość znawców tematu podkreśla obecnie, że w lipcu 1054 roku nie zaczęła się schizma wschodnia, ale raczej – zaczął się jeden z wielu etapów tej schizmy, mającej korzenie już setki lat wcześniej, a ostatecznie i w nieodwołalny sposób scementowanej dopiero w późniejszym średniowieczu.

Przeczytaj też o najważniejszych wyprawach i podbojach wikingów oraz o ekspansji Normanów na ziemie tradycyjnie podległe Konstantynopolowi.

Całe dzieje Europy na 440 stronach

Bibliografia

  1. Chadwick Henry, East and West: The Making of a Rift in the Church: From Apostolic Times until the Council of Florence, Oxford University Press 2003.
  2. Dagron Gilbert, Czas przemian (koniec X – połowa XI wieku) [w:] Historia chrześcijaństwa, t. 4: Biskupi, mnisi i cesarze 610-1054, red. G. Dagron, P. Riche, A. Vauchez, Krupski I S-ka 1999.
  3. Erickson John H., Schisms, Eastern-Western Church [w:] Dictionary of the Middle Ages, t. 11, red. Joseph R. Strayer, Charles Scribner’s Sons 1988.
  4. Jenkins Simon, Krótka historia Europy. Od Peryklesa do Putina, Rebis 2020.
  5. Rajman Jerzy, Schizma wschodnia [w:] Tegoż, Encyklopedia średniowiecza, Zielona Sowa 2006.
Autor
Kamil Janicki
1 komentarz
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.