Zamach Michała Piekarskiego na Zygmunta III Wazę. Jaka kara spotkała niedoszłego królobójcę?

Strona główna » Nowożytność » Zamach Michała Piekarskiego na Zygmunta III Wazę. Jaka kara spotkała niedoszłego królobójcę?

15 listopada 1620 roku niezrównoważony psychicznie szlachcic Michał Piekarski dokonał zamachu na króla Zygmunta III Wazę. Władca został tylko niegroźnie ranny i przebaczył napastnikowi. Sąd senatorsko-poselski był jednak nieubłagany. Piekarskiego skazano na straszliwe męki.

W niedzielę 15 listopada 1620 r. przed 9 rano (…) król zmierzał z dostojnym orszakiem [na mszę świętą] krytym przejściem do kolegiaty świętego Jana w Warszawie. Orszak zatrzymał się, gdyż syn Zygmunta Wazy, królewicz Władysław, zaczął czytać jakieś pismo przybite do wielkich drzwi katedry.


Reklama


„Mało co z ludźmi obcował, sam w sobie żył”

Zatamował tym pochód, podczas gdy król podtrzymywany dostojnie z obu stron przez duchownych przesunął się za odrzwia, w stronę kruchty. I wtedy na głowę Zygmunta III spadł z tyłu albo z boku cios węgierskiego czekana. Zamachowiec ponowił uderzenia i król osunął się na ziemię. (…)

Sprawcy początkowo nie zatrzymano, gdyż w zamieszaniu się wymknął. Ale niektórzy dojrzeli i rozpoznali zamachowca, gdyż jego twarz z wyłupiastymi oczami, w których czaiło się szaleństwo, nie była im obca.

Rycina z XVII wieku przedstawiająca Piekarskiego na króla (domena publiczna),
Rycina z XVII wieku przedstawiająca Piekarskiego na króla (domena publiczna),

Był nim szlachcic z województwa sandomierskiego. Widziano go często, gdyż od co najmniej siedmiu lat „wieszał się” za królem. Wiedziano też, że może być niebezpieczny: „Mało co z ludźmi obcował, sam w sobie żył i [z] milczeniem a ponurym okiem melancholią się zabawiał, rozmaite w niej, jak to pospolicie w melancholikach bywa, imaginationes i widzenia albo i oszukiwania diabelskie miewając”, pisał jeden ze znajomych dziwacznego szlachcica.

Nazywał się on Michał Piekarski i był średnim szlachcicem posiadającym większą część wsi Bieńkowice w ziemi sandomierskiej i wieś Wodniki w województwie ruskim. Joachim Jerlicz w swym Latopiścu dodawał, że kilka wsi Piekarskiego uprosił u króla Zygmunta III hetman Stanisław Żółkiewski w zamian za kuratelę nad szaleńcem.

„Melancholijny furiat”

Problemy Piekarskiego zaczęły się ponoć w dzieciństwie, kiedy to upadł na głowę. Miało to doprowadzić go do choroby psychicznej, prawdopodobnie na tle urojeniowym, co wskazywałoby na schizofrenię paranoidalną z wyraźnymi elementami manii prześladowczej. Polska była „republiką szlachecką”, herbowi cieszyli się wielkimi przywilejami i wolnościami, więc ubezwłasnowolnienie Piekarskiego nie było sprawą prostą, tym bardziej że chętnych do jego majątków było kilku możnych panów.

Pomimo dzikich zachowań i gróźb nie pociągano go zatem do odpowiedzialności ani nie karano, gdyż powszechnie uznawano go za majętnego szaleńca, którego strzegły klejnot szlachecki i przywilej neminem captivabimus nisi iure victum, prawo nietykalności bez wyroku sądowego. Trzeba było drastycznego zdarzenia z jego udziałem, by wreszcie zajęto się „melancholijnym furiatem”.


Reklama


„Zaraz się do broni porywał”.

Wreszcie takie zdarzenie nastąpiło. W bliżej nieokreślonym czasie Piekarski przebywał na Wawelu u swego szwagra, wielkorządcy krakowskiego Jana Płazy. Tamże w ataku szału albo raczej psychotycznych urojeń, nazwanych przez anonima „poduszczeniem szatańskim”, zabił ponoć królewskiego kucharza i poranił służbę.

Kucharz nie był szlachcicem, więc Piekarski nie zapłacił głową. Prawdopodobnie nie zapłacił też grzywny, gdyż uznano go za niepoczytalnego. Bowiem „tak był niecierpliwy, że gdy mu kto w czym przymówił, zaraz się do broni porywał”. Jednak furiat wdarł się w pobliże otoczenia króla i zrozumiano, że stał się niebezpieczny.

Artykuł stanowi fragment książki Jerzego Besali pt. Zagadki kryminalne Rzeczypospolitej szlacheckiej (Bellona 2021).
Artykuł stanowi fragment książki Jerzego Besali pt. Zagadki kryminalne Rzeczypospolitej szlacheckiej (Bellona 2021).

Od kary wieży albo i infamii uchronił go najprawdopodobniej możny protektor i powinowaty Piekarskiego, Jan Płaza, oraz drugi wpływowy szwagier, starosta łukowski Erazm Domaszewski. Wstawili się za powinowatym i uzyskali od Zygmunta III prawo kurateli nad „szalonym”. Oznaczało to także ubezwłasnowolnienie majątkowe, gdyż szwagrowie zaopiekowali się dobrami Piekarskiego (…).

Król źródeł wszystkich nieszczęść

Trudno jednak orzec, czy szwagrom chodziło tylko o majątek Piekarskiego, czy też podjęli się opieki z przyzwoitości chrześcijańskiej oraz poczucia stanowej i rodzinnej solidarności. Z jednej strony Piekarski rzeczywiście pojawiał się u boku starosty Domaszewskiego, który awansował w urzędach; z drugiej zarzucano potem opiekunom „furiata”, że go nie „upilnowali”. Bardziej pewny wydaje się wniosek, że utrata majątków, poczucie straty i wyraźne zubożenie uruchomiły w Michale Piekarskim uczucie narastającej urazy i wściekłości.


Reklama


Co ciekawe, złych uczuć nie skierował na powinowatych, ale na króla, który zezwolił na uznanie go „szalonym” i pozbawienie majątku. To Zygmunt III miał być winny oddania go pod kuratelę szwagrów i utraty dóbr; to król przydał kolejnych, tym razem magnatów, do opieki nad nim: wojewodę ruskiego Jana Daniłowicza i starostę kokenhauskiego Zygmunta Kazanowskiego. W sumie w życiu Piekarskiego przewinęło się aż pięciu kuratorów. (…)

Osoba króla w jego umyśle stała się źródłem jego nieszczęść, a gdy on to źródło zadepcze, jego choroba także zniknie. Każdy przecież sublimuje, uruchamia mechanizmy obronne chroniące psychikę i osobowość przed przykrą czy nawet przerażającą prawdą. (…)

Zdaniem Piekarskiego za wszystkie jego nieszczęścia odpowiadał król Zygmunt III Waza (domena publiczna).

W rzeczywistości cel ataków Piekarskiego był błędnie obrany: wątpliwe jest, aby Zygmunt III Waza osobiście zajmował się tą błahą dlań sprawą. Raczej leżała ona w gestii jego kanclerza czy podkanclerzego, a król jedynie wyrażał zgodę, by podkanclerzy mógł zapieczętować decyzję. Szlachta dbała, aby wszystko, co tyczy się jej stanu, odbywało się lege artis, zgodnie z prawem, więc nawet wobec „furiatów” i „melancholików” musiały być zastosowane odpowiednie procedury.

Modlitwy o zgładzenie „tyrana”

Decyzja o ubezwłasnowolnieniu pana Michała Piekarskiego została podjęta przez powołaną specjalnie do tego celu komisję, która uznała jego niepoczytalność. I to właśnie ta komisja przydała mu kuratorów, w tym opiekunów jego majątku.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Około 1610 r. Piekarski umocnił się w postanowieniu dokonania królobójstwa. Od tych czasów bowiem widzimy dziwacznego szlachcica podążającego za królem Zygmuntem. W trzy lata później pielgrzymuje on do Częstochowy, modląc się tam w intencji zgładzenia „tyrana”.

Przyznaje się do powzięcia tego zamiaru na spowiedzi; jednak kapłan odwodzi Piekarskiego od planu zabójstwa. O tych faktach wiemy z relacji posłów śląskich do Polski w 1620 r. Mimo że duchownego obowiązuje tajemnica spowiedzi, wiadomość ta później przeciekła na dwór i do szlachty.


Reklama


Podczas sejmu w 1613 r. Michał Piekarski pojawiał się wśród szlachty. Z jego gniewnych tyrad przebijało, że „wziął snać rankor”, pisał Samuel Maskiewicz, czyli czuł urazę, „chcąc tęgo mścić się na Królu”. Sprawiał wrażenie człowieka opętanego manią wymierzenia władcy „sprawiedliwości”. Ale wciąż coś mu stawało na przeszkodzie w dopadnięciu króla „tyrana”. Nadal jednak niezmordowanie szukał okazji, by zadać śmiertelny cios. (…)

Przygotowania do zamachu

Trzeciego czerwca 1620 r. król Zygmunt III Waza wyznaczył kolejnych dwóch kuratorów: Kazimierza Witkowskiego i Marcina Mietelskiego. Nie znamy reakcji Piekarskiego na tę decyzję władcy, zresztą podjętą zapewne po konsultacji z senatorami, albo raczej na ich wniosek. Najprawdopodobniej ustanowienie kolejnych kuratorów jeszcze bardziej umocniło go w pragnieniu zamordowania króla jako przyczyny jego nieszczęść.

Po tym jak Zygmunt wyznaczył Piekarskiemu kolejnych opiekunów ten zaczął pałać jeszcze większą nienawiścią do władcy (Pieter Soutman/domena publiczna).
Po tym jak Zygmunt wyznaczył Piekarskiemu kolejnych opiekunów ten zaczął pałać jeszcze większą nienawiścią do władcy (Pieter Soutman/domena publiczna).

Niebawem, w listopadzie 1620 r., zjawił się w Warszawie na sejmie wraz z jednym z opiekunów, podczaszym koronnym Erazmem Domaszewskim. Stolicę znał dobrze z poprzednich pobytów, także zamek i kolegiatę; od dawna planując zamach, orientował się też dobrze w obyczajach i rozkładzie dnia dworu królewskiego oraz samego monarchy.

W piątek i sobotę Piekarski rozpoczął pobożne przygotowania. Pościł i modlił się, aby Jezus wsparł go w tak zbożnym celu. Podczas głodówek ukazywał mu się anioł, który kazał mu pozbyć się „tyrana”. Piekarski zaplanował zamach na niedzielę 15 listopada, bo wiedział, że tego dnia procesja z królem ruszy z zamku do kolegiaty pod wezwaniem świętego Jana na mszę.

W tym celu ukrył się w kruchcie, czyli przedsionku, być może w wejściu przy nawie bocznej, od ulicy Dziekanii. Przewidywał, że król jak zwykle wejdzie do kolegiaty bocznym wejściem, skąd najbliżej było do zamku i do ołtarza, podczas gdy ogromna procesja weszłaby wejściem głównym od ulicy Świętojańskiej. Tak też się stało. (…)

Dlaczego wybrał czekan?

Chwila i miejsce, które wybrał Piekarski do uderzenia czekanem, były stosowne. Dlaczego jednak zamachowiec wybrał czekan? Była to broń niewielkich rozmiarów, łatwa do ukrycia i operowania: osadzony na krótkim stylisku czekan z jednej strony zakończony był siekierką (nadziakiem), więc był bronią sieczno-kłujną, z drugiej strony obuchem służącym do powalenia przeciwnika albo rozbicia mu głowy.

Szczegóły zamachu zostały zatem przez Piekarskiego dokładnie przemyślane. Wiedział, że przed zamachem nie może dobyć szabli, bo w tłumie byłoby to niewygodne, a ponadto błysk ostrza natychmiast zaalarmowałby straże i chór w kolegiacie. Co może ważniejsze, orszak towarzyszący królowi i ścisk przy nim utrudniłyby cięcie, a tym bardziej zadanie sztychu.

Zapewne Piekarski zdawał też sobie sprawę, że cięcie rzadko bywało śmiertelne; natomiast sztych przeszywający organy wewnętrzne – tak, gdyż prowadził do wykrwawienia wewnętrznego, którego nie sposób było zatamować. Więc najporęczniejszy wydał się Piekarskiemu mały czekan, którym wycelował w królewską głowę z wyraźnym zamiarem pozbawienia władcy życia. Jednak opatrzność czuwała nad królem pomimo misternego planu Piekarskiego. (…)

Replika czekana Piekarskiego przechowywana w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej (domena publiczna).
Replika czekana Piekarskiego przechowywana w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej (domena publiczna).

Królewskie szczęście

[W momencie ataku] Zygmunt III akurat odwrócił głowę w stronę biskupa przemyskiego Jana Wężyka (późniejszego prymasa) i zaczął ściągać marmurkową czapkę, gdy spadł na nią cios siekierki czekana (niektóre relacje mówią o obuchu). Uderzenie to zjechało z czapki przez kark na obojczyk, po czym biskup Wężyk usiłował osłonić króla, a potem obezwładnić zamachowca.

Dlatego wskutek zadanych podczas szamotaniny ciosów król odniósł tylko lekką ranę w skroń i policzek. Czekan, natrafiając na czapkę, skręcił się w ręku Piekarskiego. Zdołał jednak ponowić uderzenie, lecz tym razem czekan zaplątał się w szaty stojącego obok króla arcybiskupa lwowskiego Jana Andrzeja Próchnickiego.


Reklama


Podczas szamotaniny czekan spadł Piekarskiemu ze styliska, więc rozszalały zamachowiec usiłował przygwoździć leżącego króla drzewcem. Gdy i to się nie udało, zamachowiec porwał się do szabli. Jednak był tak rozgorączkowany, że Łukasz Opaliński z łatwością wytrącił mu ją (w innych wersjach czekan) z dłoni laską marszałkowską, osłaniając od ciosu króla. (…)

Próba ucieczki Piekarskiego

Piekarski nie miał już szans przedrzeć się w pobliże króla. Korzystając z zamieszania, usiłował więc zbiec, ponoć na kolanach, co było pomysłem absurdalnym, bo jeszcze bardziej zwrócił na siebie uwagę. Jednak dzięki temu zanurzył się w tłumie ogromnym, gdyż wierni wchodzili do kolegiaty świętego Jana na ogół ponad 30 minut, więc miał szansę na ucieczkę.

Artykuł stanowi fragment książki Jerzego Besali pt. Zagadki kryminalne Rzeczypospolitej szlacheckiej (Bellona 2021).
Artykuł stanowi fragment książki Jerzego Besali pt. Zagadki kryminalne Rzeczypospolitej szlacheckiej (Bellona 2021).

Ale rozpoznał go pewien karmelita. Piekarski wymknął się, po czym został rozpoznany powtórnie, i znów wpadł w ręce owego zakonnika. Karmelita o nieznanym nam imieniu wskazał czy też przekazał Piekarskiego królewskiej gwardii hajduckiej. Gdy szlachta dowiedziała się, że to zamachowiec, który zaatakował króla, chciała go rozsiekać. Piekarskiego uratowała wtedy interwencja marszałka Opalińskiego. Zamachowiec został wtrącony do lochów zamkowych. (…)

Wyrok mógł być tylko jeden

[Po jego schwytaniu] Sejm wyłonił komisję sędziowską. Uchylił się od udziału w niej podkomorzy sandomierski Krzysztof Ossoliński, który był krewnym Michała Piekarskiego. Niektórzy senatorowie i posłowie domagali się pociągnięcia do odpowiedzialności karnej kuratorów zamachowca, że go nie upilnowali, mimo że to należało do ich obowiązków; przecież za to otrzymali majątki nieszczęśnika.


Reklama


Piekarskiego pilnowali w lochach i przesłuchiwali po kolei najważniejsi senatorowie. Po czym wzięto go na spytki. Pomimo indygenatu szlacheckiego storturowano. Nie wydał nikogo, bo też nie miał kogo.

Dopóki nie mamy dokumentów ani wiarygodnych zeznań, przyjmujemy zatem, że Michał Piekarski, mający opinię furiata i melancholika, a cierpiący prawdopodobnie na schizofrenię paranoidalną i towarzyszące tej chorobie manie i depresje, skrzywdzony dodatkowo przez pazernych powinowatych, dokonał zamachu sam.

XVII-wieczna rycina przedstawiająca najprawdopodobniej Michała Piekarskiego i jego nadziak (domena publiczna).
Rycina przedstawiająca mężczyznę z nadziakiem. Najprawdopodobniej jest to podobizna Michała Piekarskiego (domena publiczna).

Król ujął się za Piekarskim, wybaczając mu i prosząc o darowanie mu winy. Jednakże sąd senatorsko-poselski był nieubłagany i już w niecałe dwa tygodnie po zamachu, 27 listopada 1620 r., zasądził kwalifikowaną karę śmierci, utratę szlachectwa i konfiskatę majątków Piekarskiego za to, że:

chciał jednym i tymże samym zamachem nie tylko pozbawić życia Najjaśniejszego książęca i króla Naszego, ale nawet narazić na szwank całość ojczyzny, której byt zależy od życia i ocalenia monarchy.


Reklama


„Jak najsroższa kara”

Jak widać, doskonale rozumiano związek między pomyślnością kraju a powagą i bezpieczeństwem majestatu królewskiego. Sąsiedzi moskiewscy, tatarscy, tureccy tylko czekali, aby wykorzystać chaos towarzyszący w Polsce walce o władzę po utracie monarchy. Kara miała być odstraszająca: marszałkowi wielkiemu koronnemu Mikołajowi Wolskiemu polecono, aby w kaźni Michała Piekarskiego „naznaczył jak najsroższe kary”.

Marszałek przyłożył się do swej roboty. Opracował dla kata scenariusz mąk, które miały być zadawane Piekarskiemu. Wykonanie wyroku przypominało tracenie [zabójcy francuskiego króla Henryka IV François] Ravaillaca i zapewne opis tej kaźni był inspiracją dla marszałka Wolskiego. Piekarski miał czuć długo, że umiera w cierpieniach nie do opisania, a potencjalni spiskowcy poczuć przerażenie i porzucić niecne plany.

Sąd polecił marszałkowi wielkiemu koronnemu Mikołajowi Wolskiemu (na ilustracji), aby w kaźni Michała Piekarskiego „naznaczył jak najsroższe kary” (domena publiczna).
Sąd polecił marszałkowi wielkiemu koronnemu Mikołajowi Wolskiemu (na ilustracji), aby w kaźni Michała Piekarskiego „naznaczył jak najsroższe kary” (domena publiczna).

Tyle że ci spiskowcy raczej nie istnieli. Ponoć Michał Piekarski zachowywał się mężnie podczas potwornej kaźni. Być może owe męstwo brało się z ulgi, że wreszcie opuszcza ten ziemski padół, na którym tyle wycierpiał jako człowiek „chory na umyśle”.

Kat sprowadzony z Drohiczyna postarał się o „srogość” zgodnie ze scenariuszem marszałka Wolskiego. Cała operacja pozbawiania życia zamachowca kosztowała magistrat 73,09 złotego; grosze przeznaczono nawet dla tych, którzy obsługiwali miechy. Kaźń została przeprowadzona albo w miejscu zwanym Piekiełko u końca ul. Piekarskiej, koło murów, albo na Rynku Nowego Miasta.

Egzekucja Piekarskiego

Na rynek wskazywał współczesny świadek tracenia zamachowca, Samuel Maskiewicz; poza tym jest to bardziej prawdopodobne, gdyż na Rynku Nowego Miasta wystarczyło miejsca na konie mające rozedrzeć skazańca. Inaczej niż w tzw. Piekiełku, miejscu ciasnym, gdzie palono czarownice.

Poza tym rynek nowomiejski mieścił się poza murami miasta, a wedle prawa egzekucji nie powinno dokonywać się na obszarze miasta chronionego barbakanem i murami. Opis kaźni Piekarskiego pozostawił tenże Maskiewicz. Była straszna.


Reklama


Tracono go takim sposobem: był prowadzony na wozie czterema końmi, na którym uczynione było siedzenie wysoko i katom, iż widać ich było wszystkim ludziom.

Wyjechali z zamku na wał bramą, a wjeżdżając na Przedmieście Krakowskie, także z ulicy w rynek wjeżdżając, siepał go kat kleszczami rozpalonymi, a tam mu na Nowym Mieście teatrum było zbudowane, na które z nim wszedłszy oprawcy, pod ręce na zad zawiązane podsadzili dymnicę z ogniem, siarki weń nasypawszy, palili je, mieszkami, dymając; potem zszedłszy z nim z góry, te cztery konie wyprzągnąwszy z wozu, poprzywiązywali postronki do rąk i nóg, chcąc je roztargnąć [rozedrzeć], ale iż temu dosyć nie mogli uczynić, nacinał kat siekierą, a wycinając, konie urwali mu nogę prawą. Zatem samego wziąwszy i te targane członki włożyli na stos drew i spalii.

Piekierskiego poddano straszliwym katuszom (domena publiczna).
Piekarskiego poddano straszliwym katuszom (domena publiczna).

Inne relacje wskazują, że „małodobry” z pomocnikami po opaleniu Piekarskiego w czterech stronach miasta do właściwej egzekucji przystąpił, zdzierając z Piekarskiego płaty skóry. Po czym włożył mu czekan do prawej ręki, którą opalił nad ogniem. Następnie ją obciął, symbolicznie karząc ją za zamach na króla. To samo spotkało drugą rękę, ale bez spalenia, po czym obydwie uległy zwęgleniu w ogniu. Po nieudanym rozerwaniu końmi i spaleniu prochami skazańca nabito armatę i wystrzelono.

Miał być wymazany z pamięci na zawsze

Kara była nie tylko cielesna, ale i metafizyczna, gdyż wierzono wówczas, że brak ciała uniemożliwia przejście do życia wiecznego. Dopełnieniem ponurego aktu było zniszczenie dworu Michała Piekarskiego w Bieńkowicach.


Reklama


Resztę majętności Piekarskiego otrzymał [za osłonienie własnym ciałem króla w chwili ataku zamachowca Jan] Kaliński, który na dodatek dostał od królowej Konstancji Austriaczki łańcuch zapinany złotą sprzączką, wart kilkaset dukatów, z wizerunkiem króla i napisem na rewersie crescit geminatis gloria curis. Dary uzupełniło tysiąc złotych.

Warto było ratować króla. Nazwisko Piekarskiego miało zostać wymazane z pamięci na zawsze. Były to tylko pobożne życzenia. Umierając parę godzin, w ogromnych cierpieniach, zamachowiec wył i wykrzykiwał coś niezrozumiale. W świadomości Polaków pozostało więc po nieszczęsnym szlachcicu powiedzenie: „Plecie jak Piekarski na mękach”.

Przeczytaj również o przyczynach powstań kozackich. Dlaczego Kozacy buntowali się przeciw królowi i Rzeczpospolitej?

Źródło

Artykuł stanowi fragment książki Jerzego Besali pt. Zagadki kryminalne Rzeczypospolitej szlacheckiej. Jej nowe wydanie ukazało się nakładem wydawnictwa Bellona.

Morderstwa polskich królów i książąt

Tytuł, lead, teksty w nawiasach kwadratowych oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce korektorskiej.

Autor
Jerzy Besala
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Seryjni mordercy II RP (2020).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.