Henryk Juliusz d'Enghien. Niewygodne fakty o człowieku, który miał uratować Polskę przed upadkiem

Strona główna » Nowożytność » Henryk Juliusz d'Enghien. Niewygodne fakty o człowieku, który miał uratować Polskę przed upadkiem

W 1660 roku, gdy końca dobiegł niesławny potop szwedzki, Rzeczpospolita leżała w gruzach. Państw straciło miliony poddanych, dziesiątki miast zamieniły się w zgliszcza. Na dworze królewskim wierzono jednak, że z kryzysu da się wyciągnąć korzyści. To miała być okazja, by otrzeźwić szlachtę i skłonić ją do wielkiej reformy ustroju. I tylko rzadko wspomina się, że człowiek, który miał ratować Polskę zupełnie się do tego nie nadawał.

O kampanii reformatorskiej z lat 60. XVII stulecia podręczniki rozpisują się ze szczegółami. Tutaj wystarczy w skrócie przypomnieć, że królowa Ludwika Maria Gonzaga – otoczona sławą jednej z największych bohaterek potopu – dążyła do elekcji vivente rege.


Reklama


Chciała, aby kolejnego króla wybrano jeszcze za życia jej męża Jana Kazimierza. Dzięki uniknięciu wolnej elekcji możliwe miały się stać daleko posunięte zmiany w funkcjonowaniu państwa.

W nauce panuje dość powszechna opinia, że była to ostatnia w dziejach szansa na powstrzymanie degrengolady polskiego ustroju – zmierzającego do zupełnej dysfunkcji i rozwarcholenia.

Faktycznie, założenia reform wyglądały pięknie. Chodziło o budowę państwa silnego i nowoczesnego. Zaskakująco rzadko wspomina się jednak o tym, kim byli ludzie, których Ludwika Maria zamierzała osadzić na tronie, w roli króla i królowej. A wybór padł na najgorsze możliwe kandydatury.

Ludwika Maria na jednej z kopii zaginionego portretu pędzla Justusa van Egmonta.
Ludwika Maria na jednej z kopii zaginionego portretu pędzla Justusa van Egmonta.

Wszystko dla siostrzenicy. Anna Henrietta Bawarska

Należy wyjaśnić, że Ludwika Maria szukała kandydata do polskiej korony, ale jednocześnie — do ręki siostrzenicy. Nie miała własnych dzieci, liczyła więc na to, że jej następczynią, jako kolejna polska królowa, zostanie jedna z najbliższych krewnych.

Ktokolwiek pragnął przejąć tron w ramach elekcji vivente rege, miał wcześniej poślubić córkę księżnej Palatynatu Annę Henriettę.

Najjaśniejsza pani była w tym punkcie nieprzejednana. Podkreślała, że kieruje się wielką miłością do siostrzenicy, choć po prawdzie… nigdy jej nawet nie spotkała. Znaczenie miały dla polskiej królowej więzy krwi, a do rozwiania wszelkich wątpliwości wystarczyły siostrzane zapewnienia. Czy też raczej: siostrzane kłamstwa.


Reklama


Anna Henrietta nie miała najmniejszych zadatków na królową. „Nie mogła się podobać. Była nieurodziwa, a w dodatku ułomna” — skomentowała zdawkowo historyczka Zofia Libiszowska.

Znacznie szerszą i nawet bardziej napastliwą charakterystykę można odnaleźć w leciwej pracy H. Noela Williamsa, poświęconej dworskim miłostkom i romansom tej epoki. „Anna [Henrietta] była brzydka, cnotliwa, głupia i nieco zdeformowana, a do tego nie dbała przesadnie o czystość” — pisał brytyjski autor w 1912 roku, na długo przed tym, jak w nauce zaczęto unikać inwektyw.

Tekst powstał w oparciu o moją nową książkę poświęconą niezwykłym kobietom XVII stulecia i wpływowi, jaki wywarły na tę epokę przepychu i upadku. Damy srebrnego wieku kupicie na Empik.com.

Księżniczce zarzucał jeszcze wyjątkową łagodność i uległość „godną mniszki”. Pisał, że w Annie Henrietcie nie było ani krztyny determinacji, jaka przepełniała przodków.

Dług wdzięczności i stary przyjaciel

Także kandydatowi na męża, którego Ludwika Maria ostatecznie wybrała dla siostrzenicy, trudno prawić komplementy.

Gonzagówna znalazła upragnionego króla w rodzie Kondeuszy. Była to jedna z najbardziej utytułowanych, a zarazem najbliższych jej familii arystokratycznych Francji. Księżna Charlotta Małgorzata de Condé ogromnie dopomogła Ludwice Marii, gdy ważyły się losy projektu jej małżeństwa z Władysławem IV Wazą. Zostawszy królową, dotychczasowa pani de Nevers nie zapomniała o starych przysługach.

Aż do śmierci księżnej w roku 1650 prowadziła z nią serdeczną korespondencję, zapewniała o swojej przyjaźni i ze szczegółami opowiadała o wszystkim, co ją spotykało. Potem zachowała bliskie relacje z synem Charlotty Małgorzaty.

Ludwik de Bourbon-Condé był o dekadę młodszy od Ludwiki Marii. Przyjaźnili się, zanim wyjechała z Francji, a młody arystokrata odprowadził ją poza Paryż w dniach uroczystego wyjazdu nad Wisłę. Niektórzy szeptali nawet, że parę wiązał romans, choć plotka ta ani nie ma mocnych podstaw, ani nie trąci autentyzmem.


Reklama


Ludwik wsławił się w toku wojny trzydziestoletniej jako jeden z najwybitniejszych umysłów wojskowych Francji, a może nawet Europy. Z podziwem zaczęto go nazywać Wielkim Kondeuszem. Potem jednak diuk i krewniak rodziny królewskiej przystąpił do buntowników, frondystów.

Nawet po pogodzeniu się z tronem w oczach potężnego kardynała Mazarina i króla Ludwika XIV pozostał zdrajcą. To dlatego Ludwika Maria potrzebowała wielu miesięcy i masy listów, by przekonać Luwr, że Kondeusze zasługują na największe wywyższenie.

Wielki Kondeusz w Wersalu przed królem Ludwikiem XIV.
Wielki Kondeusz w Wersalu przed królem Ludwikiem XIV. Obraz XIX-wieczny.

„Żaden inny człowiek nie miał tylu bezużytecznych talentów”. Młody książę d’Enghien

Królowa nie myślała o proponowaniu korony przyjacielowi z dzieciństwa. Ludwik był żonaty i niemłody, nie mógłby zapewnić krajowi stabilności w kolejnym pokoleniu. Wybór padł na jego syna, urodzonego w 1643 roku księcia d’Enghien Henryka Juliusza. Kolejną postać, której najjaśniejsza pani nigdy nie widziała na oczy. Ale o której pochlebcy opowiadali jej wspaniałe i nieprawdziwe rzeczy.

Henryk Juliusz nawet mniej nadawał się na króla niż Anna Henrietta na królową. „Był to mały człowiek, bardzo chudy, drobno zbudowany” — opowiadał Louis de Rouvroy, jeden z najsłynniejszych pamiętnikarzy epoki Ludwika XIV.


Reklama


Młodzieniec, w roku 1660 siedemnastolatek, posiadał swoje zalety. Odznaczał się ponoć wprost niespotykaną inteligencją, miał wyrobiony smak, znał się na sztukach i mechanice. Był też żądny sławy, a nawet odważny. Na tym jednak pozytywy się kończyły.

„Żaden inny człowiek nie miał tylu bezużytecznych talentów, tak wielkiego, a zaprzepaszczonego geniuszu, tak rozpasanej i aktywnej wyobraźni, używanej tylko na własne zgubienie i ku utrapieniu innych” — kontynuował de Rouvroy.

Henryk Juliusz d'Enghien. Niedoszły król Polski na rycinie w zbiorach Victoria and Albert Museum w Londynie.
Henryk Juliusz d’Enghien. Niedoszły król Polski na rycinie w zbiorach Victoria and Albert Museum w Londynie.

Książę d’Enghien był w jego przekonaniu zupełnie pozbawiony kręgosłupa. Płaszczył się nawet przed własnymi służącymi, zdanie zmieniał tak często, że kazał sobie codziennie gotować cztery różne obiady, był brutalny, kłótliwy, pełen podejrzliwości, uparty i niezdolny zjednywać sobie jakichkolwiek przyjaciół.

Zaślepiona królowa

Wszystkie pogrążające szczegóły ukrywano przed Ludwiką Marią, kiedy ta wciąż wahała się z decyzją. Potem na odwiedzenie monarchini od przyjętego projektu nie było już szansy.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Gonzagówna zaparła się, nawet zacietrzewiła. Im większe piętrzono przed nią trudności, tym agresywniej występowała w obronie elekcji vivente rege, zupełnie jakby od wyboru księcia d’Enghien zależało jej własne życie. Była wprost szaleńczo zdeterminowana.

Odrzucała nawet rady najlepszych przyjaciół. Gdy pani de Choisy, tak zasłużona dla dworu i samej królowej w dobie potopu, pozwoliła sobie przesłać garść szczerych, acz kąśliwych uwag na temat Henryka Juliusza, urażona monarchini zerwała z nią kontakty. I nie odezwała się do niej ponownie aż do samej śmierci.


Reklama


W 1663 roku para królewska oficjalnie adoptowała Henryka Juliusza i Annę Henriettę. Wkrótce, pod naciskiem Ludwiki Marii, w Paryżu odbył się ślub jej „ukochanych dzieci”. Szczęśliwa patronka związku słała parze młodej drogie prezenty, żywo interesowała się też staraniami małżonków o potomstwo. Ogłosiła poza tym, że przekaże Annie Henrietcie księstwo opolsko-raciborskie oraz pokaźny spadek.

Na dowód zaczęła nawet wysyłać do Francji swoje kosztowności. Nie dlatego, że żegnała się już z życiem, ale jako argument dla szlachty. Bogactwa i skrawek Śląska miały wrócić do Rzeczpospolitej pod warunkiem zatwierdzenia elekcji vivente rege.

Anna Henrietta Bawarska. Niedoszła królowa Polski
Anna Henrietta Bawarska. Niedoszła królowa Polski

„Przeczący naturze syn dla swej matki, okrutny ojciec, straszny mąż”

Wszystkie te starania spełzły na niczym. Najgorzej na projekcie wyszła zaś Anna Henrietta, która nie mogła być szczęśliwa u boku księcia d’Enghien.

„Przeczący naturze syn dla swej matki, okrutny ojciec, straszny mąż, odrażający pan, kłótliwy sąsiad” — charakteryzował Henryka Juliusza pamiętnikarz Louis de Rouvroy. Z takim obrazem w pełni zgodził się H. Noel Williams.

Wyciągnął kandydatowi na polskiego króla, że bezlitośnie bił Annę Henriettę, bawił się jej kosztem, znęcał się nad nią psychicznie do takiego stopnia, że „biedaczka nie mogła nawet uważać swojej duszy za własną”. Słowem był w domu „kompletnym tyranem”.


Reklama


Uległa Anna Henrietta nie myślała jednak nawet o wyrwaniu się z niewoli. Słuchała męża we wszystkim. A z upływem lat otaczała go tylko coraz bardziej troskliwą i coraz potrzebniejszą pomocą. Książę d’Enghien, za młodu uchodzący za ekscentryka, z czasem zdobył sobie opinię człowieka obłąkanego. Podobno uważał się nawet za… wilkołaka.

Gdyby faktycznie zasiadł na polskim tronie, mógłby jako nasz pierwszy król w dziejach otrzymać miano Szalonego. Przynajmniej za sprawą jego sukcesji nie wygasłby ród panujący, Anna Henrietta urodziła bowiem aż dziesięcioro dzieci. I wszystkie one miały dobre powody, by nienawidzić apodyktycznego i nieprzewidywalnego tatulka.

***

Tekst powstał w oparciu o moją nową książkę poświęconą niezwykłym kobietom XVII stulecia i wpływowi, jaki wywarły na tę epokę przepychu i upadku. Jedną z głównych bohaterek historii jest właśnie Ludwika Maria Gonzaga. Damy srebrnego wieku kupicie na Empik.com.

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.