Kobieca higiena w II RP. Czy nasze prababki używały podpasek?

Mycie codziennie czy… raz na miesiąc? W miednicy czy tylko zwilżoną szmateczką? I co gdy nadejdzie miesiączka? Kobieca higiena sto lat temu zaskakuje.

W każdym szanującym się, przedwojennym domu był specjalny kącik służący do mycia się. Obowiązkowym jego wyposażeniem były: miednica, naczynie do przechowywania wody (najczęściej dzbanek) i mydło. To w wersji ubogo-podstawowej, na wsiach i w biednych domach w mieście. A jak się sprawa miała u bogaczy?


W latach trzydziestych do większości warszawskich domów doprowadzona już była woda, kanalizacja i elektryczność. W projektach nowych budynków uwzględniano spore pomieszczenia o przeznaczeniu czysto sanitarnym. Łazienki wyposażone były w wannę, umywalkę i muszlę klozetową.

Jakiż to postęp w stosunku do odwiedzania wychodków lub zapełniania naczyń wstydliwych! W takich warunkach aż chce się myć.

Domowy kąt do mycia się. Ilustracja z wydanej w 1938 roku książki Kąp się. Dlaczego, gdzie, jak?

Myj się w letniej wodzie…

Z tym myciem jednak niestety bywało różnie. Wiele kobiet uchodzących raczej za zadbane, niezbyt entuzjastycznie podchodziło do wody i mydła. W efekcie pani wieczorem myła buzię, rączki i nóżki, a resztę perfumowała. Po co szorować, skoro nie widać? Na szczęście takie delikwentki były w zdecydowanej mniejszości.

Nawyki higieniczne przechodziły z pokolenia na pokolenie, z matki na córkę. To rodzicielka, ewentualnie w niektórych domach bony, nianie i guwernantki, odpowiadała za wpajanie małej dziewczynce odpowiednich nawyków.


Każdego ranka należało umyć twarz, szyję, dekolt i ręce w letniej wodzie. Woda zbyt ciepła (wedle dawnych opinii) rozleniwia i naraża rozgrzane ciało na przeziębienie, o które w przedwojennych domach było nietrudno. Całkiem zimna woda również nie była wskazana.

…albo tylko natrzyj

Nie dość, że takie poranne ablucje były wyjątkowo nieprzyjemne, to jeszcze groziły zapaleniem płuc, czyli chorobą na tamte czasy bardzo ciężką. Innym wariantem porannej toalety było nacieranie ciała szmatką zwilżoną w zimnej wodzie.

Przeczytaj też: Żeńskie końcówki, feminatywy w II RP. Używano ich w Polsce już 100 lat temu i nie wzbudzały kontrowersji

Ta rześka czynność miała w gruncie rzeczy trzy funkcje. Po pierwsze orzeźwienie. Z samego rana przemywamy twarz zimną wodą. Lodowaty strumień zmywa resztki snu, budząc przy okazji na wpół przytomny mózg. Jeszcze tylko poranna kawa i na pytanie „a co dziś będziemy robić?” można śmiało odpowiedzieć: „Podbijać wszechświat!”. Po drugie hartowanie. Mocny system immunologiczny był przed wojną podstawą. Dlatego już niemowlęta były hartowane.

Wystawiano je często na świeże powietrze; w poradnikach znajdziemy nawet zalecenia by miały z nim kontakt przez trzy godziny dziennie, również przy niskiej temperaturze. Mniej więcej dwuletnie dzieci zaraz po przebudzeniu wkładano na kilka sekund do zimnej wody, a po dobrym wysuszeniu kazano im biegać przez kwadrans na świeżym powietrzu.

Kobieta w kąpieli. Pocztówka z początku XX wieku.

I po trzecie higiena. Woda, mydło i szmatka (ewentualnie gąbka)… chyba nie muszę nikomu tłumaczyć do czego służy taki zestaw. Dość stwierdzić, że dama kończyła nacieranie rześka, świeża i pachnąca.

A może lepiej wykąpać się w powietrzu?

Istotnym zabiegiem medycznym były kąpiele powietrzne. Polegały one na… staniu przy otwartym oknie i głębokim oddychaniu. Traktowane były jak najbardziej serio i zalecane przez wielu lekarzy. Brzmi to jak doskonały pretekst do pijania kawy na balkonie.


Wróćmy jednak do mydła. Ten wydawałoby się niepozorny kosmetyk, był dla naszych prababek czymś po prostu niezbędnym. W początkach dwudziestego wieku ostrzegano młode kobiety: nie będziesz używać mydła to będziesz śmierdzieć i zostaniesz starą panną. Zresztą, nie tylko dzierlatki rozumiały powagę sytuacji.

Każda kobieta wiedziała, że nie pomoże jej ani ładna buzia, ani piękne ciało, ani modna suknia, bo fetorek odstraszy wszystkich chętnych. Producenci mydła prześcigali się więc w wymyślaniu nowych rodzajów i zapachów, a i panie domu w zaciszu swoich kuchni przygotowywały własne wyroby.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Wśród mydełek znaleźć można było i takie o groźnie brzmiących nazwach, jak benzoesowe, tymolowe, czy salolowe. Ich stosowanie pomagać miało na wszystko: na wągry, pryszcze, zaczerwienienia, ba! nawet na piegi. Niektóre przedwojenne marki spotkać można i we współczesnych domach, jak chociażby Białego Jelenia.

Zsiadłe mleko aplikowane… miejscowo

Najważniejsza i najbardziej wymagająca dla kobiety jest higiena podczas menstruacji. Nie inaczej było przed wojną, choć wówczas panie miesiączkowały nieco inaczej niż współcześnie. Wiele kobiet było niedożywionych lub chorowało, co często powodowało zaburzenia cyklu, podobnie jak nieleczone problemy hormonalne i choroby kobiece, a także rodzenie dużej liczby dzieci i karmienie piersią.

O takim pokoju kąpielowym większość Polek mogła tylko marzyć. Fotografia Henryka Schabenbecka z początku XX wieku.

W pochodzących z tamtego okresu czasopismach można się natknąć na prośby czytelniczek o podanie im domowego sposobu na pozbycie się kobiecych dolegliwości, które mogły wpływać na rozregulowanie organizmu. Porady pojawiały się przeróżne, od ziołowych kąpieli parowych miejsc intymnych, po aplikowanie zsiadłego mleka doustnie i… zewnętrznie. 

Ich skuteczność pozostawiała chyba co nieco do życzenia. Poza tym zapaszek po tej ostatniej kuracji musiał być wstrząsający.


Rzucili watę

Osobną kwestią było radzenie sobie z krwawieniem. Dziś w pierwszym lepszym sklepie na rogu znajdziemy odpowiednie środki higieniczne – do wyboru, do koloru. A każdy wiejski wielobranżowy oferuje kilka rodzajów tamponów i podpasek.

 Wszystko zgrabne, poręczne, jednorazowe, mieści się w kieszeni. W publicznej toalecie znajdziemy podręczny kosz na śmieci, a w tych lepiej zaopatrzonych nawet automat z rzeczami pierwszej potrzeby na „trudne dni”. Słowem… sielanka.

Przeczytaj też: Moda plażowa w II RP. Wcale nie była tak skromna, jak ci się wydaje

Nasze babcie i prababcie nie miały tak różowo. Jeszcze w czasach PRL kobiety na słowa „rzucili watę” chwytały portmonetki i z rozwianym włosem pędziły do najbliższego watowo-higienicznego Eldorado. Ten trudny do zdobycia artykuł pierwszej potrzeby uwalniał je od przymusu własnoręcznego szycia sobie podpasek.

Skąd się wzięła nazwa podpasek?

Co do tych ostatnich, ich nazwa wcale nie wzięła się od trzymania ich poniżej pasa. Dawniej podczas miesiączki kobiety musiały obwiązywać się kilkoma paskami, które miały trzymać specjalną wkładkę.

Mydło Rewolwer. Reklama z 1938 roku.

Na początku dwudziestego wieku panie z reguły własnoręcznie szyły bieliznę, w tym tę na czas menstruacji. Była ona o wiele bardziej skomplikowana od zwykłych fig, które są popularne dzisiaj.

Oprócz pasków podtrzymujących, spod igły pani domu wychodziły także specjalne wkładki, czyli podpaski wielokrotnego użytku sprzed ponad wieku, których długość dochodziła do… ponad pół metra. 


Mocowało się je do wspomnianych pasków, nosiło tyle, ile trzeba było, a potem prało. Oczywiście zwykłe pranie nie zabijało zapachu, więc autorzy poradników higienicznych polecali wygotowywanie (10-15 minut w rondelku na kuchni załatwiało ponoć sprawę).

„PAS MIESIĘCZNY (podpaska perjodyczna)”

Oczywiście nie każda pani miała talent do szycia. Dlatego podpaski dało się też kupić. I polska prasa wcale nie unikała ich reklamowania.

Podpaska perjodyczna z 1906. Ilustracja towarzysząca reklamie zamieszczonej w 1906 roku przez „Ziemię Lubelską”.

W 1906 roku w „Ziemi Lubelskiej” zachwalano na przykład asortyment Fabryki Patentowanych Nieszkodliwych Antigorsetów „Hygjena”. Na miejscu 14 w ilustrowanym katalogu:

PAS MIESIĘCZNY (podpaska perjodyczna) z poduszkami przyjmującymi wydzieliny; niezbędny dla hygjeny i zdrowia pań; poduszka A niepiorąca się i poduszka B do prania.


„Poduszki” sprzedawano na tuziny. Wariant drugi („robota szydełkowa”) był przeszło trzy razy droższy od pierwszego.

Kto wymyślił podpaski jednorazowe?

W końcu pojawiły się podpaski jednorazowe. Według popularnej na Zachodzie opowiastki wyewoluowały one z wynalazku Benjamina Franklina, mającego pomagać żołnierzom z ranami postrzałowymi.

Jedna z pierwszych reklam prasowych podpasek Kotex, opublikowana w 1920 roku.

Według innej wersji ich źródeł należy szukać raczej w pomyśle zaradnych pielęgniarek, które korzystały z tanich i łatwo dostępnych bandaży zawierających celulozę. Sprytne pracownice służby zdrowia zauważyły, że bardziej opłaca im się skorzystać z tego materiału i zaraz go wyrzucić, niż tracić czas na „obsługę” podpaski wielokrotnego użytku.

Zapewne amerykańska firma Kotex wzięła pod uwagę ten pomysł i bezpośrednio po I wojnie światowej zaczęła na masową skalę produkować jednorazowe podpaski.

Przeczytaj też: Chciały ratować ludzkie życie. Dlaczego mężczyźni zgotowali im piekło?

Mimo że ówczesna pruderia utrudniała jawną reklamę produktu, szybko zdobył on olbrzymią popularność. Robert Spector, autor książki Shared Values: A History of Kimberly-Clark podaje, że w 1927 roku Kotex sprzedał podpasek za 11 milionów dolarów (162 miliony w dzisiejszych pieniądzach!).

Ile kosztowały podpaski w przedwojennej Polsce?

Nawet ciekawsza jest jednak informacja o międzynarodowej ekspansji firmy. Kotex chwalił się, że działa już w 57 krajach. I choć w polskiej prasie nie natrafiłam na reklamy ich podpasek, to niewątpliwie były one dostępne. W roku 1937 nasz Urząd Patentowy zatwierdził znak towarowy Kotexu w związku ze zmianą nazwy firmy.


Jeśli sam Kotex nie zawojował Polski i nie stał się dominującą marką to tylko dlatego, że konkurowały z nim miejscowe produkty. W gazetach pełno jest ich anonsów, choć nie zawsze da się łatwo odsiać które z nich dotyczą podpasek jednorazowych, a które – tych tradycyjnych.

Przykładowo w styczniu 1922 roku w „Kurierze Warszawskim” reklamował się skład handlowy niejakiej J. Dreherowej przy ulicy Nowogrodzkiej.

Reklama sklepu z podpaskami (i nie tylko) J. Dreherowej. „Kurier Warszawski”, 1922.

Właścicielka informowała, że „zaopatrzyła specjalny dział w podpaski miesięczne skromne i wykwintne”.

Dekadę później sklep dalej działał. W reklamie ze stycznia 1932 roku pisano o „rekordzie taniości”. „Podpaski miesięczne” kosztowały „od złotych czterech”. A więc w przybliżeniu: 40 dzisiejszych PLN. Skusiłybyście się na zakup?

Przeczytaj też o operacjach plastycznych w przedwojennej Polsce. Pomniejszenie biustu mogło zakończyć się śmiercią, ale chętnych i tak nie brakowało.


Bibliografia

  1. „Kurjer Warszawski”, 1922, 1932.
  2. „Moja Przyjaciółka” 1934-1938.
  3. Museum of Menstruation and Women’s Health
  4. Spector Robert, Shared Values: A History of Kimberly-Clark, Greenwich Publishing 1997.
  5. Śmiarowska Jadwiga, Higiena kobiety we wszystkich okresach jej życia ze specjalnym uwzględnieniem higieny macierzyństwa i niemowlęcia, Lwów 1924.
  6. „Ziemia Lubelska”, 1906.
  7. Zmiany w rejestrze, „Wiadomości Urzędu Patentowego”, r. 14, z. 6 (30 czerwca 1937).
Autor
Aleksandra Zaprutko-Janicka
1 komentarz
  • nie ma nic śmiesznego w zsiadłym mleku, tu autorka raczej nie doczytała jednak i dlatego wyszło trochę głupio, bo nierzetelnie i infantylnie. Nasze babcie, gdy miały problemy natury intymnej, podmywały się zsiadłym mlekiem. Miało to przywrócić naturalne, kwaśne pH pochwy. Proszę poczytać troszkę o kulturach bakterii i odczynie zsiadłego mleka, to może uda się odpowiedzieć na pytanie, czy było to bardziej śmieszne i absurdalne, czy może jednak zasadne i sprytne.

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.