Koniec epidemii grypy hiszpanki 1918-1919. Jak udało się pokonać chorobę?

W ciągu jednego roku, między wiosną 1918 i wiosną 1919 roku, wirus grypy zabił nawet 100 milionów ludzi. Lekarze nie wiedzieli, co powoduje śmiercionośną chorobę, ale robili wszystko, by znaleźć na nią remedium. Co ostatecznie przyczyniło się do zwycięstwa w walce z epidemią?

Z punktu widzenia walczących z „hiszpanką” lekarzy najgorsze było to, że grypa atakowała falami, trwającymi zwykle po kilka tygodni. „Nie mieli szans, by wypróbować różne lekarstwa lub by dowiedzieć się czegokolwiek o chorobie, zanim ustąpiła” – wyjaśnia oksfordzki historyk, Terence Ranger.


Reklama


W zaistniałej sytuacji nie było wyjścia – trzeba było opierać się na tym, co medycyna zdołała ustalić już wcześniej. Problem w tym, że mimo całego postępu, który odnotowano w dziedzinie leczenia w XIX wieku, w 1918 roku grypa wciąż była dla służby zdrowia tajemnicą.

Przeczyszczenie, szampan i upuszczanie krwi

Stan wiedzy sprzed I wojny światowej doskonale odzwierciedla praca lekarza Arthura Hopkirka pod tytułem Influenza. Its History, Nature, Cause and Treatment (Grypa. Jej historia, natura, przyczyna i leczenie), która ukazała się w 1914 roku.

Chorzy na hiszpankę w Fort Riley w Kansas (fot. Otis Historical Archives, National Museum of Health and Medicine/ CC BY 2.0).

Co sugerował autor? Jeremy Brown w książce Grypa. Sto lat walki opowiada:

Na gorączkę poczciwy doktor zaleca „przeczyszczenie”, na przykład przy użyciu środka o fantazyjnej nazwie „musująca magnezja”. Ciężkie przypadki grypy wymagały leków przeczyszczających o silnym działaniu, takich jak kalomel, wytwarzany z chlorku rtęci. Nie trzeba dodawać, że rtęć jest bardzo toksyczna.

Przeczyszczanie nie wyczerpywało jednak tematu. Hopkirk zalecał i inne niezwykłe remedia, jak liście eukaliptusa, benzoina (czyli żywica występująca w korze niektórych drzew), chinina, a nawet… niewielkie dawki wytrawnego szampana.

Przeczytaj też: Największa epidemia w starożytnym Rzymie. Pochłonęła miliony ofiar

W sumie książeczka Hopkirka przypominała raczej zbiór luźnych pomysłów, niż systematyczne studium choroby. Ale trafnie pokazywała, jak „radzono” sobie z pandemią. Po prostu próbowano wszystkiego, „co mogłoby pomóc”. Nawet upuszczania krwi, które dawno już wyszło z użycia.

Co najgorsze, dostępne już wówczas stosunkowo skuteczne lekarstwo, czyli aspirynę, w czasie wojny dopiero poznawano. I nieraz podawano je w tak gigantycznych ilościach, że tylko zwiększano śmiertelność wśród pacjentów – tym razem z przedawkowania.


Reklama


„Nic nie da się zrobić”

W efekcie, kiedy epidemia uderzyła, lekarze nie mieli gotowego scenariusza działania. „Zastosowano zasadę polipragmatyzmu: próbuj wszystkiego!” – wyjaśnia lekarz Wilfried Witte. Jak opowiada, w Niemczech, gdzie medycyna, jak powszechnie uważano, stała na wyjątkowo wysokim poziomie, lekarze testowali najróżniejsze leki:

Digitalis, kofeina, kamfora, strychnina i podobne substancje były przepisywane, by stymulować pracę serca i krążenie. Wewnętrzna dezynfekcja (liczne lekarstwa jodowe i formalinowe) uzupełniła dezynfekcję zewnętrzną. Ponadto używano wielu leków przeciwgorączkowych (…).

Tekst powstał między innymi w oparciu o książkę Jeremy'ego Browna Grypa Sto lat walki (Wydawnictwo UJ 2020).
Tekst powstał między innymi w oparciu o książkę Jeremy’ego Browna Grypa. Sto lat walki (Wydawnictwo UJ 2020).

(…) niektórzy lekarze optowali za uciskaniem ropiejących miejsc, inni mieli pełne zaufanie do stymulujących efektów alkoholu, czy to „starej sherry” czy „nowego wina”, a jeszcze inni polecali buraki, powodując nawet „buraczaną gorączkę” w Pforzheim.

Mimo tych eksperymentów, pod koniec epidemii niemieccy lekarze mogli zgodzić się tylko co do jednego: nic nie działało. A w ciężkich przypadkach wszelkie leki wydawały się nawet bardziej szkodzić, niż pomagać.

Przeczytaj też: Najgorsza epidemia grypy w historii. Hiszpanka 1918-1919

Ale nie tylko w Niemczech przedstawiciele służby zdrowia czuli się bezradni. „Jesteśmy w polu, jeśli chodzi o właściwe metody leczenia, lekarstwa i zapobieganie” – przyznawał pewien amerykański doktor. A drugi komentował gorzko: „Nic nie dało się zrobić”.

Ludność na terenach ogarniętych epidemią zdawała sobie sprawę z bezsilności. Sięgano wobec tego po najróżniejsze metody chałupnicze, od naszyjników z czosnku po… wdychanie trujących gazów. Oczywiście bez efektu.


Reklama


Zakaz wstępu

Wobec trudności z leczeniem, największy nacisk kładziono na to, żeby zapobiegać w miarę możliwości rozprzestrzenianiu się grypy. Choć nie wiedziano jeszcze, że chorobę powoduje wirus, a nie – jak sądzono – bakteria, zdawano sobie już sprawę z tego, że przenosi się ona drogą kropelkową.

W wielu miejscach służbie zdrowia udało się nakłonić władze do zamknięcia szkół, teatrów i innych miejsc publicznych. Przestrzegano przed publicznym kaszlem, kichaniem i pluciem (jak pisałam w poprzednim artykule, w Filadelfii za publiczne spluwanie nałożono nawet karę grzywny).

Ofiary hiszpanki w Stanach Zjednoczonych (domena publiczna).

W Nowym Jorku zmieniono nawet rozkłady jazdy metra i autobusów, żeby uniknąć ścisku. Obywateli instruowano też, by nie uczestniczyli w żadnych większych zgromadzeniach, a poza domem nosili maski. Wszystko to jednak, jak podkreśla w książce książce Grypa. Sto lat walki Jonathan Brown, przynosiło tylko ograniczone korzyści:

Nie wiadomo jednak, czy zamykanie miejsc publicznych było pomocne. W Detroit zakaz wprowadzono w bardzo ograniczonym zakresie, a przebieg epidemii okazał się stosunkowo łagodny, w Filadelfii natomiast znacznie bardziej rygorystyczne wymogi nie zapobiegły prawdziwej katastrofie.

„Upokarzające, lecz prawdziwe”

Jak zatem doszło do tego, że hiszpanka ostatecznie ustąpiła? „Po pięciu lub sześciu tygodniach epidemia wygasała, równie zagadkowo jak się pojawiła” – opisuje pierwszą falę choroby autor pracy Grypa. Sto lat walki . I tak też było z kolejnymi atakami.

Z tego, że „dziwnej” grypy nie da się kontrolować, zdawał sobie sprawę już w 1918 roku doktor William Henry Welch z uniwersytetu Johna Hopkinsa. „Myślę, że ta epidemia najprawdopodobniej ustąpi, a my nie lepiej potrafimy kontrolować chorobę, niż potrafiliśmy podczas epidemii z 1889 toku. To upokarzające, lecz prawdziwe” – mówił.

Konduktorki w Stanach Zjednoczonych podczas grypy (domena publiczna).

Na lepsze zrozumienie działania i rozprzestrzeniania się grypy trzeba było poczekać jeszcze ponad dekadę. Dopiero w 1930 roku po raz pierwszy wyizolowano jej wirusa, najpierw u świń, a trzy lata później u człowieka. Wymagało to jednak lat dokładnych badań.

Na przełomie 1918 i 1919 roku na testowanie scenariuszy działania i wielomiesięczną pracę w laboratoriach nie było czasu. „Koniec końców, wszystko, co można było zrobić, to czekać, aż umieranie się skończy” – konkluduje publicysta Paul Kupperberg. I istotnie: pandemia ustąpiła samoczynnie, by nie powrócić już z podobną siłą przez całą resztę stulecia.

Przeczytaj także o zarazie, która zabiła 90% ludności kontynentu. To była jedna z największych katastrof w dziejach ludzkości

Polecamy

Bibliografia

  1. Jeremy Brown, Grypa. Sto lat walki, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2019.
  2. The Spanish Influenza Pandemic of 1918-1919New Perspectives, red. Howard Phillips, David Killingray, Routledge 2001.
  3. Paul Kupperberg, The Influenza Pandemic of 1918-1919, Chelsea House Publishers 2008.

Ilustracja tytułowa: oddział dla chorych w Waszyngtonie (domena publiczna)

Autor
Anna Winkler
1 komentarz

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Seryjni mordercy II RP (2020).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.