Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna

Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna. Jak rodzice króla zareagowali na jego potajemny ślub z kochanką?

Strona główna » Nowożytność » Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna. Jak rodzice króla zareagowali na jego potajemny ślub z kochanką?

Zygmunt August nie myślał. 27-letni, już koronowany, następca tronu dał się wmanewrować Radziwiłłom. Przyłapany na miłosnej schadzce z ich siostrą i świeżo uświadomiony, że ta zaszła w ciążę, zgodził się zawrzeć potajemny ślub. Żoną władcy została w efekcie wdowa i poddanka. Kroił się polityczny skandal, jakiego nie widziano nad Wisłą od czasów Władysława Jagiełły. Najbardziej Zygmunt August bał się reakcji matki – potężnej Bony Sforzy. Nie wiedział też jednak co usłyszy od ciężko schorowanego, bliskiego śmierci ojca.

Do nagłego i nieprzemyślanego ślubu z Barbarą Radziwiłłówną nie doszłoby, gdyby nie jej krewniacy. Dla Zygmunta Augusta było więc jasne, że teraz to właśnie oni muszą mu pomóc w zwalczeniu opozycji i oficjalnym ogłoszeniu dotychczasowej kochanki wielką księżną litewską, w perspektywie zaś: także polską królową.


Reklama


Spóźniony zanim wyruszył

Nocny ślub odbył się na zamku w Wilnie na przełomie lipca i sierpnia 1547 roku. Nie minął nawet tydzień, a młody monarcha mianował Mikołaja Czarnego – brata stryjecznego Barbary – swoim posłem i wysłał go do Sandomierza. Tam Radziwiłł miał się spotkać z najzacieklejszym wrogiem Bony, hetmanem Janem Tarnowskim.

Mikołaj pędził na złamanie karku, ale na niewiele mogło się to zdać. Był spóźniony, zanim w ogóle opuścił Wilno. Doniesienia polityczne tej rangi co tajny ślub króla rozprzestrzeniały się w mgnieniu oka. Nim Radziwiłł dotarł do rezydencji hetmana, ten już wiedział o ożenku Jagiellona z Barbarą Radziwiłłówną.

Barbara Radziwiłłówna. Portret Łukasza Cranacha Młodszego
Barbara Radziwiłłówna. Portret z warsztatu Łukasza Cranacha Młodszego.

Jeśli wiedział on, to tak samo o sprawie musiała być poinformowana Bona Sforza. Ceremonia zaślubin odbyła się w najwęższym możliwym gronie, niewykluczone nawet, że po fakcie uwięziono lub zgładzono kapelana, który złączył Zygmunta Augusta i Barbarę węzłem małżeńskim. Tak by nie mógł nikomu pisnąć ani słowa. To jednak było za mało.

Bona nie bez powodów była nazywana mistrzynią intryg. Odkąd tylko syn zaczął wyrywać się spod jej wpływów, stara królowa całą swoją uwagę skupiła na Wilnie. W każdej pałacowej sali, w każdym magnackim dworze i na każdym zakręcie czyhali jej wierni szpiedzy. Wszędzie miała oczy i uszy. August nie mógł nic zrobić. Jedyna nadzieja leżała w tym, że zdoła sklecić sojusz wymierzony w Bonę, zanim ta wytoczy wszystkie działa przeciwko niechcianemu małżeństwu.


Reklama


„Kto tę rzecz królowi doradził, zrobił źle”

Mikołaj Czarny nie zabawił u hetmana długo. Usłyszał od niego sporo gorzkich słów. Tarnowski był szczwanym politycznym lisem i wiedział, że małżeństwo z Radziwiłłówną nie przysłuży się ani Polsce, ani dynastii Jagiellonów. Związki zawierane z miłości nie mieściły się przecież w kanonach ówczesnej Realpolitik.

„Kto tę rzecz królowi doradził, zrobił źle” – mówił wprost. Górę wzięła jednak nienawiść hetmana do Bony. Po trudnych naradach zgodził się dołączyć do stronnictwa broniącego Barbary. Radził tylko, by jak najdłużej sojusznicy króla „język mieli za zębami”, a osobom postronnym „wybijali z głowy” podejrzenia o ślubie Jagiellona z poddanką.

Tragiczne losy Barbary Radziwiłłówny i szczegóły jej burzliwego romansu z polskim królem opisałem szeroko w książce Damy złotego wieku. Do kupienia na Empik.com.

Kolejnym przystankiem był Piotrków, w którym właśnie przebywał dwór starego (już osiemdziesięcioletniego!) króla i królowej. Mikołaj Czarny spotkał się tam z kanclerzem wielkim koronnym Samuelem Maciejowskim. Podobnie jak Tarnowski, wiedział on o ślubie króla jeszcze zanim Radziwiłł wkroczył w mury jego pałacu. I tak samo jak hetman nie był z tego związku szczególnie zadowolony. Zgodził się jednak wziąć na siebie obronę Barbary i królewskiego małżeństwa.

Postawił jeden warunek. Żądał walki z Boną na śmierć i życie. Miała zostać pozbawiona jakiegokolwiek wpływu na politykę, wszelkiej godności i przywilejów. Zygmunt August przystał na to bez wahania. To już nie był etap, kiedy chodziło wyłącznie o wyzwolenie się spod wpływów matki. Teraz ważyły się losy władzy w Polsce, a prawdziwy monarcha mógł być tylko jeden. I August nie zamierzał pozwolić, by ktokolwiek kierował nim z tylnego siedzenia karocy.

Oddech zamachowców

W tej walce wszystkie chwyty były dozwolone, o czym szybko przekonał się Mikołaj Czarny. Do jego uszu dotarły jasne sygnały, że wrogowie Radziwiłłów nie chcą głowy Barbary, ale jego własnej. W zupełnie dosłownym sensie. Nagły awans jednej magnackiej rodziny mógł zachwiać równowagą w państwie. Mógł też stać się niebezpiecznym precedensem na kolejne dekady i stulecia.

Nie tylko stronnicy Bony, ale też zwolennicy szlacheckiej demokracji byli gotowi zgładzić Mikołaja Radziwiłła – wyrastającego na nowego przywódcę familii – byle zachować dotychczasowe status quo.


Reklama


Czarny, czując oddech zamachowców na karku, przerwał swoją misję i za zgodą króla uciekł za granicę. Teraz do akcji musiał wkroczyć sam Zygmunt August. Był listopad i również do jego uszu docierały minorowe wieści. Podobno Bona zdołała zinfiltrować fraucymer Barbary. Miała na swoich usługach jej dwórki i służące. Zaczęto szeptać, że wizyta w łaźni lub obcym pałacu może się skończyć dla królewskiej małżonki bardzo niefortunnie.

Właśnie dlatego August postanowił odesłać Barbarę do ustronnych, odciętych od świata Dubinek. Sam natomiast wyruszył do Polski. Nie mógł dłużej czekać. Postanowił oficjalnie powiedzieć o wszystkim rodzicom.

Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna. Obraz Jana Matejki.
Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna. Obraz Jana Matejki.

Metresa królową?

2 grudnia 1547 roku przybył do Piotrkowa, gdzie właśnie rozpoczynały się obrady sejmu. Młody król nie próżnował. Zgodnie z planem, osobiście i przez pośredników, wtajemniczał kolejne osoby w sprawę swojego ożenku z Barbarą. Oficjalna wersja stanowiła, że małżeństwo nie jest niczym nowym. Monarcha rzekomo zawarł je już w 1545 roku, niedługo po śmierci Elżbiety Habsburżanki.

Wprawdzie to kłamstwo ostatecznie dyskredytowało go jako przyzwoitego wdowca, ale zarazem ratowało reputację Barbary. Zygmunt August liczył, że informacja o tak długim pożyciu zamknie usta krytykom, widzącym w Radziwiłłównie wyłącznie ekskluzywną prostytutkę.


Reklama


Był to problem najwyższej wagi. Mentalność epoki dopuszczała, by król miał kochanki. Jeśli jednak kobieta pozwoliła „zbrukać” się przed ślubem, to wykluczano jakąkolwiek zmianę jej statusu. Wynoszenie metresy na tron nie przyszłoby do głowy nawet słynącemu z lekkich obyczajów Kazimierzowi Wielkiemu! Tymczasem Zygmunt August chciał zrobić ze swojej wieloletniej kochanki nie tylko oficjalną towarzyszkę życia, ale też – polską królową.

„Wielkich panów sprawy nie są tajne”

Na razie każdy kolejny etap planu Zygmunt August realizował tak, jak to sobie ułożył. Gdy poczuł, że ma już wystarczająco wielu sojuszników, skreślił list do agenta cesarskiego, Stanisława Łaskiego.

Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna
Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna. Dwa wyobrażenia Jana Matejki.

Informował w nim, że: „Gdy taka była wola Boska, a nasza ku temu potrzeba i chuć, po dobrym i nieśpiesznym namyśle wzięliśmy za małżonkę sobie jej miłość wojewodzinę trocką, wdowę”. Dalej wyjaśniał, że nie ma potrzeby robić z tego faktu sensacji, bo przecież i w przeszłości polskim królom zdarzało się brać za żony swoje poddane.

Dopraszał się wprawdzie o dyskrecję, ale bez szczególnego przekonania. Sam przyznawał, że i tak „wielkich panów sprawy nie są tajne”. Na wszelki wypadek dołączył natomiast do wiadomości weksel na kwotę pięciuset florenów, do zrealizowania w domu bankowym Fuggerów. Dzięki niemu Łaski miał się stać „bardziej chętny do służby”.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Po tym liście miało nastąpić najważniejsze. Poufna rozmowa z ojcem i matką połączona z przyznaniem się do małżeństwa. I do tej rozmowy zapewne doszło. Tyle tylko, że w kluczowym momencie Zygmunt August stchórzył.

„Ona dotąd nic od nas nie wie”

Być może stracił całą pewność siebie, gdy spojrzał w czarne, nieznoszące sprzeciwu i przepełnione żalem oczy matki. Być może jego wola złamała się na widok steranego życiem i już bardzo bliskiego śmierci ojca, który mógłby nie znieść takiego ciosu. A może w tej decydującej chwili wreszcie dotarło do niego, że przecież Barbara nie jest już w ciąży – poroniła bowiem wieziona po wertepach do Dubinek. Czy więc na pewno chciał z nią pozostać za wszelką cenę?


Reklama


Jakkolwiek było, młody król milczał. Zwierzył się z tego tylko rodzonemu bratu Barbary, Mikołajowi Rudemu, pisząc w liście: „Ona [Bona] dotąd nic od nas nie wie, a tylko od pana wojewody sandomierskiego. Wiedząc to, przewidujemy, że się na nas obruszy”.

Sejm tymczasem – przebiegający od początku w nerwowej atmosferze plotek i niedopowiedzeń – toczył się nadal. Padały na nim znane od dawna postulaty, by August przejął pełnię władzy w państwie. Burzliwe dyskusje do niczego jednak nie prowadziły. Zupełnie tak, jakby wszyscy czekali na coś wielkiego. Na ruch, który przewróci wszystkie pionki na szachownicy.

Dwa wyobrażenia Bony Sforzy w starszym wieku
Dwa wyobrażenia Bony Sforzy w starszym wieku – według Aleksandra Lessera i Jana Matejki.

Wreszcie August się przemógł. Może zwyciężyło w nim uczucie do żony, może głęboka niechęć do matki. A może przekonała go jedna z wiadomości z Dubinek, w których opiekun Barbary podkreślał, że nigdy nie widział, „żeby jakakolwiek małżonka miała miłować swego męża tak bardzo, jak jej miłość Waszą Królewską Mość miłuje”.

W każdym razie bezpośrednio przed wyjazdem z Piotrkowa – gdy karoce były już wyprawione, a ekwipaże spakowane, zupełnie jakby król chciał zabezpieczyć sobie drogę ucieczki – Zygmunt August wyjawił rodzicom prawdę. I jak można było oczekiwać: rozpętało się piekło.


Reklama


Wolę umrzeć niż się na to zgodzić

Bona krzyczała, groziła, zanosiła się spazmatycznym płaczem. Mówiła, że wolałaby nawet umrzeć, niż dopuścić do wyniesienia Barbary na tron razem z Zygmuntem Augustem.

Do jakiegoś stopnia musiał to być oczywiście spektakl na potrzeby otoczenia, bo królowa słyszała o małżeństwie syna już kilka miesięcy wcześniej. Nie mogło jednak brakować i szczerych emocji, wyzwolonych na skutek spotkania z Augustem twarzą w twarz.

Barbara Radziwiłłówna na późnym, XVIII-wiecznym wariancie swojego portretu koronacyjnego. Obraz w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu
Barbara Radziwiłłówna na późnym, XVIII-wiecznym wariancie swojego portretu koronacyjnego. Obraz w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu.

Dokładne słowa, które padły z ust starej królowej w Piotrkowie, nie są znane. Wiadomo jednak, że nie przyjęła ślubu do wiadomości. I była zdeterminowana postępować tak, jakby do legalnego ożenku w ogóle nie doszło.

Trudniej dociec, co sądził jej przeszło 80-letni mąż. Jedno źródło podaje, że ojciec Augusta pozwolił mu się żenić z kimkolwiek chce, byle był szczęśliwy. Trudno jednak w te słowa uwierzyć. Zygmunt Stary nie był wprawdzie dobrym królem, ale pod jednym względem zawsze spisywał się perfekcyjnie. Wiedział, że panowanie wiąże się z wyrzeczeniami.


Reklama


To dlatego nigdy nie wziął ślubu z matką swoich dzieci i długoletnią partnerką, Katarzyną Telniczanką. Dlatego też porzucił ją po wstąpieniu na polski tron i zdecydował się na dwa polityczne mariaże. Co więcej, przez całe swoje ponadczterdziestoletnie panowanie o nic nie dbał bardziej niż o monarszy majestat i prestiż dynastii.

To były najbliższe jego sercu wartości. Tymczasem Zygmunt August wytarł sobie w nie buciory.

***

O życiu Barbary Radziwiłłówny i jej słynnym związku z polskim królem przeczytacie w mojej książce pt. Damy złotego wieku. Jej nowe wydanie niedawno trafiło do sprzedaży (Wydawnictwo Literackie 2021). Do kupienia na Empik.com.

Pełna bibliografia, na której się opierałem znajduje się w książce.

Fascynująca opowieść o polskim renesansie znów w sprzedaży

Autor
Kamil Janicki

Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.