Przedwojenna Polska była państwem chłopskim. W momencie odzyskania niepodległości niemal 65% populacji II RP nadal utrzymywało się z pracy na roli. Jedną z największych bolączek ówczesnej wsi był problem struktury agrarnej. Jak podkreśla profesor Krzysztof Kloc na kartach książki Sezon na niepodległość głęboka nierównowaga w tej materii „należała do najpoważniejszych barier rozwoju społeczno-gospodarczego odrodzonego państwa”.
Toteż do najpilniejszych konieczności, i to z wielu powodów, nie tylko ekonomicznych, należało przeprowadzenie tzw. reformy rolnej, która najczęściej – jakże fałszywie – kojarzona jest głównie z parcelacją majątków ziemskich i dzielenia uzyskanych tą drogą nadziałów pomiędzy małorolnych bądź bezrolnych chłopów.
Reklama
Przebudowa ustroju agrarnego
Reforma rolna była w polskich realiach rozumiana nie jako doraźna korekta, lecz gruntowna przebudowa całego ustroju agrarnego. Jej istotą miało być oparcie rolnictwa na silnych, samodzielnych i zdolnych do efektywnej produkcji gospodarstwach chłopskich, stanowiących prywatną własność ich użytkowników.
Zakładano przy tym likwidację najbardziej dotkliwych barier rozwojowych, takich jak rozproszenie gruntów (tzw. szachownica) czy obciążenie gospodarstw służebnościami, które w praktyce krępowały racjonalne gospodarowanie. Było to wszystko trochę łataniem dziurawego płaszcza, a nie szyciem go od podstaw. Celem reformy było usunięcie głębokich deformacji strukturalnych, jakie narosły w rolnictwie w wyniku wadliwie przeprowadzonego uwłaszczenia w okresie zaborów oraz niekorzystnej polityki agrarnej państw zaborczych, hamującej rozwój wsi i pogłębiającej jej zapóźnienia cywilizacyjne.

Reforma miała więc nie tylko wymiar ekonomiczny, lecz także społeczny i modernizacyjny – była próbą stworzenia stabilnych podstaw dla rozwoju wsi jako fundamentu całej gospodarki narodowej. Kwestia reformy rolnej od pierwszych dni niepodległości była nie tylko koniecznością gospodarczo-społeczną, problemem politycznym, lecz także miała charakter silnie ideologiczny, jej koncepcje wychodziły daleko poza coś, co można nazwać racjonalnością w założeniach modernizacji wsi i rolnictwa.
Sposób na przyciągnięcie chłopów
Reforma rolna, bo i takie głosy się pojawiały, miała wręcz „naprawiać uchwały Sejmu w Bydgoszczy i Toruniu z 1520 i 1521 roku”, czyli być symbolem zadośćuczynienia włościanom za okres dawnej Rzeczypospolitej.
Witos podczas pierwszych debat Sejmu Ustawodawczego w lutym 1919 roku wprost powiadał, że planowana reforma „utrwali po wieczyste czasy pewność naszego narodowego posiadania i spotęguje opór w walce o ziemię, jako podstawę narodowego terytorium”, natomiast Jan Dąbski mówił o „biologicznym, transcendentalnym, jakimś ponad ziemią tkwiącym” stosunku chłopa do ziemi oraz dodawał, że reforma „wzmocni państwowość polską na Kresach”, przyciągnie do Polski tamtejsze narody.
Dwudziestolecie miało w ogóle przyciągnąć chłopa do państwa polskiego, miało przynieść – po wcześniejszym pojawieniu się więzi wyznaniowej i uświadomieniu narodowym – „upaństwowienie” polskiego włościanina.
Reklama
Uchwała Sejmu Ustawodawczego z 10 lipca 1919 roku wyznaczyła ogólny kierunek zmian własnościowych na wsi, zapowiadając parcelację przede wszystkim tych majątków, które uznawano za „historycznie lub moralnie nieuprawnione”. Dotyczyło to dóbr dawnych dynastii państw zaborczych, majątków skarbowych, ziem należących do pruskiej Komisji Kolonizacyjnej i rosyjskiego Banku Włościańskiego, własności spekulantów wojennych oraz tzw. dóbr martwej ręki, czyli posiadłości kościelnych i zakonnych. Parcelacji podlegały także majątki prywatne przekraczające 180 ha, z wyjątkiem zaboru pruskiego i Kresów Wschodnich, gdzie dopuszczalny limit wynosił 400 ha.
Ponad 1,5 miliona karłowatych gospodarstw
W celu realizacji reformy powołano 12 lipca 1919 roku Główny Urząd Ziemski, który stał się centralnym organem administracji rolnej. Kluczowym aktem prawnym była jednak ustawa z 15 lipca 1920 roku, precyzująca mechanizmy parcelacji. Określała ona maksymalny obszar gospodarstw na poziomie 60-180 ha (w zależności od regionu), przy czym 80% rozdzielanej ziemi miało trafić do bezrolnych i małorolnych chłopów.

Pozostałe 20% przeznaczano na powiększenie już istniejących gospodarstw chłopskich, jednak tylko do granicy 23 ha, natomiast nowo tworzone gospodarstwa nie mogły przekraczać 15 ha. Reforma miała również wymiar sankcyjny i lojalnościowy – z prawa do ziemi wyłączano m.in. dezerterów i osoby prowadzące działalność uznaną za antypaństwową.
W skali całego kraju ponad 3 mln drobnych gospodarstw (poniżej 50 ha) użytkowało około 18 mln ha ziemi, przy czym ponad połowa z nich miała charakter karłowaty (poniżej 5 ha) i stanowiła główne źródło przeludnienia agrarnego. Jednocześnie około 6 mln ha gruntów pozostawało w rękach zaledwie 18 tys. dużych majątków ziemskich.
Reklama
W latach 30. obliczano, że ok. 12 mln ludzi żyło na gospodarstwach o obszarze do 5 ha, z czego w rękach połowy znajdowały się nadziały nie większe jak 2 ha. Nadto „całe masy chłopstwa żadnej nie posiadają ziemi, są bezrolnymi”. Pisząc o gospodarstwach karłowatych, Wiktor Schramm dodawał, że „są one podłożem w wielu stronach kraju daleko posuniętej nędzy, zaczynem destrukcyjnej pauperyzacji całych połaci kraju, nieożywionego pracą przemysłu czy innymi źródłami zarobku”.
Znaczenie szkolnictwa
Jednakże nie wszędzie musiał to być czynnik determinujący biedę, kluczem do podniesienia poziomu majątku, nawet małego gospodarstwa, była odpowiednia kultura rolna, stan oświaty, wykształcenie chłopów. (…)

„Najlepsza reforma rolna to dobre szkolnictwo. Dobre szkolnictwo zapewni przyszłość dwudziestu milionom mieszkańców naszego kraju, a reforma rolna choćby najskrajniej przeprowadzona zaledwie dwóm czy trzem milionom”– pisał [Władysław] Grabski. I podsumowywał: „Bo nasza wieś, nawet skomasowana upełnorolniona, nie przestanie być siedliskiem biedy, a często nędzy i obrazem bezradnej faktycznej małorolności w następnym zaraz pokoleniu”, i nie był Grabski w tym zdaniu odosobniony.
Szachownica gruntów na wsi
Dodatkowy problem polskiej wsi stanowiła szachownica gruntów, która, jak szacowano, występowała na obszarze ponad 10 mln ha. Skrajnym przejawem patologii strukturalnej była nadmierna parcelacja gruntów, jak przykładowo w Pieńkach Wielkich, na Mazowszu, gdzie 180 ha ziemi podzielono na 2200 rozproszonych działek. Jak stwierdzał Wiktor Schramm:
Reklama
Z powodu bardzo różnego ukształtowania się stosunku kultur, lokalnych warunków przyrodniczych, ekonomicznych itp. i bardzo różnego nasycenia kapitałami i energią czynną podmiotu gospodarczego, występuje kalejdoskop przeróżnych typów gospodarstw, o bardzo różnej sile ekspansyjnej, o bardzo zmiennym wyglądzie, konstrukcji, drogach pracy i efektach ostatecznych.
Ta niesłychanie wieloraka forma przeróżnych gospodarstw, potęgowana niesłychanie różną ich budową i wewnętrzną konstrukcją, wytwarza w Polsce niespotykaną nigdzie niemal różnorodność poszczególnych jednostek gospodarstwa indywidualnego. Porównanie z innymi krajami, porównania wewnątrz Polski – tylko na podstawie danych statystycznych – kardynalny błąd logiczny.

Na to wszystko nakładała się polityka. Tadeusz Hołówko przekonywał, że tam, „gdzie jest wieś skomasowana, tam nie ma nic do roboty agitator komunistyczny; tam, gdzie od 10 lat jest szkoła polska, nie ma co robić agitator”.
Skala parcelacji ziemi w II RP
Do 1939 roku rozparcelowano łącznie 2,65 mln ha ziemi, przekazując 734 tys. działek nowym użytkownikom. W efekcie powstało 153,6 tys. nowych gospodarstw (tzw. kolonii samodzielnych) o przeciętnej powierzchni 9,32 ha, a ponad 503 tys. gospodarstw zostało upełnorolnionych. Z reformy skorzystało ok. 630 tys. rodzin, przy czym ponad 90% beneficjentów stanowili rolnicy, głównie małorolni i bezrolni.
Parcelacja miała największe tempo w latach 1926-1929 (średnio ponad 210 tys. ha rocznie), natomiast w okresie wielkiego kryzysu wyraźnie wyhamowała – w 1934 roku objęła zaledwie 56 tys. ha. Decydującą rolę odgrywały tu cena ziemi i popyt ze strony chłopów, a formalny kontyngent parcelacyjny (200 tys. ha rocznie) po 1930 roku pozostawał w dużej mierze na papierze. Integralną częścią reformy była komasacja gruntów, uznawana za warunek poprawy wydajności rolnictwa.
W latach 1919-1938 scalono 859 tys. gospodarstw o powierzchni 5,42 mln ha, a dodatkowo zniesiono służebności gruntowe na ok. 595 tys. ha. Największą intensywność komasacji osiągnięto tuż przed wojną (1937-1938), jednak mimo to do 1939 roku około 5 mln ha gruntów nadal pozostawało w szachownicy. Wciąż istniało też ok. 1,7 mln gospodarstw karłowatych, niezdolnych do samodzielnego utrzymania rodzin.
Reklama
Przyrost najmniejszych gospodarstw rolnych
Zmiany strukturalne miały charakter ambiwalentny. Z jednej strony areał wielkiej własności ziemskiej zmniejszył się (z 11,5 mln ha w 1921 roku do 9,18 mln ha w 1938 roku), a powierzchnia gospodarstw chłopskich wzrosła do 22,5 mln ha. Z drugiej jednak strony średnia wielkość gospodarstwa spadła z 5,7 do ok. 5 ha, a w 1938 roku 64,5% gospodarstw pozostawało małych i niesamowystarczalnych.
Najszybciej przyrastała liczba gospodarstw najmniejszych (0-5 ha), co pogłębiało problem nierentowności i ukrytego bezrobocia na wsi. Kluczową barierą trwałości reformy było przeludnienie agrarne, które w połowie lat trzydziestych szacowano na ok. 5 mln osób. Parcelacja zmniejszała je zaledwie o 40 tys. osób rocznie (0,8%), podczas gdy przyrost naturalny na wsi sięgał ok. 250 tys. osób rocznie.

W efekcie reformę rolną coraz częściej postrzegano jako działanie, które „przesuwa ciężar, ale nie zmniejsza ładunku” – poprawia strukturę własności, lecz nie rozwiązuje fundamentalnego problemu nadmiaru ludności w rolnictwie. Przyrost okazał się tak duży, że trudno było sobie wyobrazić jakieś sensowne wyjście z tego zapętlenia. Grabski komentował:
Oczywiście pewne zmniejszenie przeludnienia za pomocą reform ustrojowych osiągnąć można, ale nieznaczne, a najważniejsza rzecz – tylko chwilowe. Bo po przeprowadzeniu reformy nie przestaną się mnożyć wieśniacy i miejsca dla nich nie będzie, będą więc stanowili nowy ferment, dla którego ujście będzie musiało być znowu znalezione, inaczej poprawiony ustrój ulegnie z konieczności pogorszeniu.
Reklama
Ograniczone skutki reformy rolnej
Świadomość tych ograniczeń znalazła wyraz w próbach intensyfikacji działań w drugiej połowie lat trzydziestych. Ustawa parcelacyjna z 12 lutego 1937 roku zakładała parcelację gruntów państwowych i prywatnych, jednak napotkała silny opór polityczny, zwłaszcza w kwestii majątków na Kresach Wschodnich.
Ostatecznie zakres przymusowego wykupu został ograniczony. Również ustawa z 1939 roku, przewidująca zachęty finansowe dla dobrowolnej parcelacji i zmiany zasad kredytowania nabywców ziemi, nie weszła w życie z powodu wybuchu wojny. Wiosną 1939 roku podjęto jeszcze próbę wsparcia rolnictwa poprzez 50-milionową transzę długoterminowych kredytów, lecz był to już krok spóźniony.

Podsumowując, reforma rolna w Polsce Niepodległej była przedsięwzięciem o znacznej skali organizacyjnej i społecznej, lecz jej rezultaty pozostawały ograniczone i nietrwałe.
Jak trafnie pokazuje bilans, bez równoległego rozwoju przemysłu i odpływu ludności ze wsi nawet najlepiej zaprojektowana parcelacja nie mogła przynieść trwałych efektów. Reforma rolna stanowiła niezbędny element modernizacji, ale bez industrializacji i rozwoju sfery pozarolniczej nie była w stanie rozwiązać strukturalnych problemów polskiej wsi.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Krzysztofa Kloca pt. Sezon na niepodległość. Czy odrodzona Polska mogła przetrwać? (Prześwity 2026).
Czy odrodzona Polska mogła przetrwać?








