Podróże lotnicze w przedwojennej Polsce

Jakimi samolotami dysponował przedwojenny LOT? Ile kosztowały bilety lotnicze oraz czy latanie w II Rzeczpospolitej było bezpieczne? Tego wszystkiego dowiecie się z naszej galerii.

Przedwojenna Polska była krajem kontrastów. Z jednej strony mieliśmy niemal najgorsze drogi w Europie, a pod względem liczby samochodów znajdowaliśmy się ogonie Europy (o czym więcej możecie przeczytać tutaj). Z drugiej – mogliśmy się pochwalić prężnie działającymi liniami lotniczymi, przewożącymi dziesiątki tysięcy pasażerów rocznie.


LOT rusza na podbój Europy

Utworzone na początku 1929 roku – z połączenia spółek „Aerolot” i „Aero” – Polskie Linie Lotnicze LOT początkowo obsługiwały głównie trasy krajowe. Za granicę w pierwszych miesiącach latano jedynie do Brna i Wiednia.

Szybko jednak rozszerzono listę połączeń o Bukareszt, Sofię, Saloniki i Ateny. Następnie polskie samoloty zaczęły lądować w Rydze, Tallinie i Helsinkach. Wreszcie były Berlin, Rodos i Lydda w Palestynie.

Przed samą wojną z Warszawy można było dotrzeć również do Londynu, Bejrutu, Kopenhagi czy Rzymu. Na ilustracji powyżej pogrubieniem zaznaczono trasy obsługiwane przez LOT w 1937 roku.

Przeczytaj też: Przedwojenna moda jednocześnie zachwyca i przeraża. Dlaczego nasze prababki to nosiły?

Jakimi samolotami dysponował przed wojną LOT?

Uruchamianie kolejnych połączeń wiązało się z zakupem nowych samolotów. Początkowo LOT dysponował niewielkimi junkersami F 13, które mogły przewieźć zaledwie czterech pasażerów. Jednego z nich widać na zdjęciu powyżej.

Nieco przestronniejsze były holenderskie fokkery F.VII/m.1, które zabierały na pokład ośmiu podróżnych i dwuosobową załogę.

Na zdjęciu pasażerowie przed taką właśnie maszyną kursującą na linii Lwów-Warszawa-Gdańsk.


W barwach LOT-u w pierwszej połowie lat 30. pojawiły się również polskie PWS-24 (samolot ze zdjęcia obsługiwał linię Warszawa-Poznań) oraz PWS-24 bis. Nie zwiększyły one jednak przepustowości na trasach lotniczych.

Zabierały na pokład tyle samo osób, co wysłużone junkersy F 13 – dwóch członków załogi i zaledwie czterech pasażerów.

Właśnie dlatego w połowie lat 30. polski przewoźnik zdecydował się na zakup samolotów Douglas DC-2, Lockheed L-10-A Electra (na zdjęciu) oraz Junkers Ju 52/3m.

W efekcie we flocie LOT-u wreszcie znalazły się maszyny zdolne przewoził powyżej dziesięciu podróżnych na raz.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Dwa lata przed wojną do parku maszynowego LOT-u dołączyły jeszcze bardzo nowoczesne samoloty Lockheed L-14-H Super Electra, które pozwalały na pasażerskie loty transatlantyckie (bo i takie były w planach).

Ile kosztowały bilety lotnicze przed wojną?

Latanie w przedwojennej Polsce było względnie tanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę pojemność samolotów.

Przykładowo w 1937 roku przelot z Warszawy do Krakowa kosztował 40 złotych, do Rygi 81 złotych, a do Berlina 105 złotych.


Jeżeli komuś marzyły się jednak dalsze wojaże, to musiał znacznie głębiej sięgnąć do kieszeni. Za lot do Aten trzeba było zapłacić już 335 złotych, a do Lyddy w Palestynie – bagatela 780 złotych.

Oczywiście podane ceny dotyczyły lotu tylko w jedną stronę. Jednak, gdy od razu kupowało się bilet powrotny był on o 20% tańszy. A dzieci od 3 do 7 lat latały za pół ceny.

Przeczytaj też: Co musiał zrobić przedwojenny oficer, aby się ożenić? Formalne wymogi były absurdalne

Należy tylko pamiętać, że za przedwojenną złotówkę można było kupić znacznie więcej, niż za dzisiejszą. W tamtym okresie zarobki powyżej 300 złotych miesięcznie uchodziły za naprawdę dobre.

W przeliczeniu na obecne pieniądze ceny biletów kształtowały się od ok. 400 (z Warszawy do Krakowa) do 7800 złotych (za lot do Palestyny).

W tym miejscu warto jeszcze podkreślić, że w cenie biletu (co nie było standardem) pasażer mógł zabrać na pokład bagaż o wadze do 15 kilogramów. Zapewniano mu również transport autobusowy na i z lotniska.

Czekając na samolot

Początkowo klienci LOT-u nie mogli liczyć na luksusy. Na zdjęciu z 1933 roku pasażerowie stoją pod gołym niebem, przed tablicą rozkładu lotów na lotnisku mokotowskim w Warszawie.


Z czasem sytuacja jednak znacznie się poprawiła. Cztery lata później na Okęciu funkcjonowała już luksusowa poczekalnia. W głębi widoczna mapa szlaków komunikacji lotniczej.

Nie ma to jak zapalić w czasie lotu

Również warunki samego podróżowania uległy diametralnej poprawie. W takim fokkerze F-VII, na pewno nie było zbyt wygodnie.

Przeczytaj też: Najgłośniejsza zbrodnia przedwojennej Polski. O co dokładnie chodziło w sprawie Rity Gorgonowej?

Za to już wnętrze kabiny pasażerskiej samolotu Douglas DC-2 oferowało znacznie więcej komfortu.

A na pokładzie lockheeda L-10 Electry naprawdę można się było zrelaksować. Na zdjęciu z 1937 roku pasażerowie w trakcie lotu z Warszawy do Lwowa.


W tamtych czasach oczywiście nikt nie myślał o tym, aby zabraniać palenia na pokładzie. Nie ma się zresztą czemu dziwić: w końcu przedwojenna Polska była prawdziwym rajem dla palaczy (możecie o tym przeczytać w tym artykule).

W czasie długiego lotu można było również pograć w szachy.

Przeczytaj też: Pijani kierowcy w przedwojennej Polsce

Czy latanie przed wojną było bezpieczne?

W pierwszej połowie lat 30. LOT w reklamach prasowych podkreślał, że latanie jest niezwykle bezpieczne. Rzeczywiście przewoźnikowi udawało się unikać poważnych wypadków. Ale tylko do czasu.

Wszystko zmieniło się po 1936 roku, kiedy to w niespełna dwa lata miało miejsce aż pięć katastrof. W trzech z nich brały udział samoloty Lockheed L-10 Electra.


Do pierwszego doszło 1 grudnia 1936 roku pod Malakasą w Grecji. Następny samolot roztrzaskał się ledwie cztery tygodnie później pod Suścem niedaleko Tomaszowa Lubelskiego. Ostatni zaś spadł pod Piasecznem 11 listopada 1937 roku (na zdjęciu).

Dwanaście dni później w bułgarskich górach Piryn rozbił się z kolei douglas DC-2. W wymienionych wypadkach zginęło łącznie 14 osób.

34 tysiące pasażerów

Najwięcej ofiar pociągnęła za sobą katastrofa samolotu Lockheed L-14 Super Electra, która miała miejsce 22 lipca 1938 roku w pobliżu rumuńskie wsi Găinești. Zginęło wtedy 14 osób.

Wbrew pozorom, wypadki nie odstraszały amatorów podniebnych wojaży. Tych stale przybywało. W 1929 roku LOT przewiózł zaledwie 16 428 ludzi. Osiem lat później pasażerów było już 34 497. I można się tylko zastanawiać, jak potoczyłaby się historia naszego przewoźnika, gdyby nie wybuch II wojny światowej…

Przeczytaj również o parowozie Pm36. Dlaczego imponująca polska lokomotywa nigdy nie weszła do produkcji?


Bibliografia

  1. Dwudziestolecie komunikacji w Polsce Odrodzonej, pod red. Stanisława Faechera i Stanisława Petersa, Kraków 1939.
  2. „Gazeta Lwowska” 1936-1937.
  3. „Ilustrowany Kuryer Codzienny” 1936-1937.
  4. Jerzy Liwinski,Transport lotniczy w Polsce w okresie międzywojennym, „Lotnictwo”, nr 10/2008
  5. Wyniki Eksploatacji = Résultats d’Exploitation 1937, Warszawa 1938.
  6. Polskie Linie Lotnicze LOT. Zima 1937/1938. Warszawa 1937.

Autor
Rafał Kuzak
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.