Podczas trzech wojen punickich starożytny Rzym i Kartagina pozostawały w otwartym konflikcie przez ponad 40 lat. Ostatnim aktem zmagań antycznych mocarstw było rozpoczęte w 149 roku p.n.e. oblężenie Kartaginy. Mimo posiadania znacznej przewagi legiony długo nie mogły jednak przełamać oporu przeciwnika. Sytuacja zmieniła się dopiero po tym, jak w 147 roku p.n.e. dowództwo objął Scypion. Pisze o tym Eve MacDonald w książce pt. Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium.
Scypion z nowo sformowaną armią wyruszył do Afryki, by znów włączyć się do akcji i wyciągnąć Rzymian z patowej sytuacji pod Kartaginą. Na miejscu stwierdził, że sytuacja w istocie jest dramatyczna.
Reklama
Scypion zmienia rzymską strategię
W wojsku panowało rozprzężenie, lenistwo i skłonność do rozboju i grabieży. W obozie rozplenił się „rój handlarzy”, którzy trzymali się armii wyłącznie dla zysku, a nawet brali udział w nieautoryzowanych wypadach rabunkowych. Mimo że w czasie wojny oddalenie się poza zasięg trąbki traktowano jak dezercję, takie incydenty były na porządku dziennym.
Scypion był zdania, że za występki żołnierzy odpowiada dowódca, a pogoń wyłącznie za łupami prowadzi do wewnętrznych konfliktów i osłabia morale. Spory o zdobycz, w tym kobiety, często kończyły się bójkami, a w konsekwencji ranami czy nawet śmiercią towarzyszy broni.

Dla Scypiona stało się jasne, że zwycięstwo nad wrogiem można osiągnąć tylko przez przywrócenie dyscypliny we własnych szeregach. U Appiana opis sytuacji w armii, dający nam cenny wgląd w funkcjonowanie obozu polowego, jest zarazem wyraźną krytyką poprzedniego konsula Pizona.
Kartagińczycy musieli teraz mierzyć się ze Scypionem, który wprowadził znacznie spójniejszą taktykę. Atak zogniskowany był na Megarze, ogrodzie Kartaginy, który dotychczas pozwalał miastu przetrwać oblężenie i blokadę. Rzymianie wdarli się na mury i rozbili jedną z bram. W obliczu zdecydowanego oporu Scypion co prawda zarządził odwrót – jednak wpływ tej akcji na psychikę obrońców był ogromny i uwydatnił ich podatność na ataki.
Komendant obrony Hazdrubal Boetarcha poczynał sobie jak tyran, a nie przywódca. Po starciu w Megarze na oczach oblegających torturował rzymskich jeńców na koronie muru i zrzucał okaleczone ciała na przedpole. Kiedy w kartagińskim zgromadzeniu wzbudziło to zgrozę i protesty, wydał na oponentów wyrok śmierci.
Z tego drastycznego epizodu wyłania się obraz Hazdrubala jako niezrównoważonego okrutnika – prawdziwie czarnego charakteru w porównaniu ze świetlaną postacią Scypiona. To także kolejny dowód ekstremalnego napięcia, w jakim Kartagińczycy żyli nieustannie w tych latach.
Reklama
Rzymska blokada kartagińskich portów
Scypion skoncentrował się teraz na portach. Zdołał zagrodzić wejście stertą wielkich głazów, by uniemożliwić wypływanie, a przede wszystkim wpływanie statków z zaopatrzeniem, próbujących przełamać blokadę. Kartagińczycy odpowiedzieli przekopaniem nowego wejścia. Pierwotne otwarte było na południe, teraz więc przebili się przez część muru portowego skierowaną na wschód, ku morzu.
Wysokiego wału ochronnego nie dało się tam usypać z powodu głębokości wody i siły wiatru. W prowadzone potajemnie działania zaangażowani byli podobno wszyscy, nawet kobiety i dzieci, wykazując się, jak zanotował Appian, „niezwykłą odwagą i determinacją”. Równolegle w stoczniach budowano z materiałów z odzysku nowe okręty, w tym triremy i kwinkweremy.

Przedsięwzięcie udawało się tak skutecznie ukryć przed Rzymianami, że nawet od chwytanych jeńców nie mogli się dowiedzieć, co się dzieje. Raporty z miasta odnotowywały jedynie „ciągłe poruszenie w porcie, dniem i nocą”. W końcu, gdy wszystko było gotowe, Kartagińczycy efektownie odsłonili nowe wejście do portu o świcie, wypływając flotyllą pięćdziesięciu trirem i mniejszych okrętów.
Powolne przełamywanie oporu
W owej chwili na zatoce pod Kartaginą znajdowały się również statki z innych miast, które – jak Side – przybyły wesprzeć swych rzymskich sprzymierzeńców. Side, położone nieco na południowy wschód od dzisiejszej Antalyi w Turcji, mogło się pochwalić wielowiekową tradycją morską i zaliczało się do najważniejszych sojuszników Rzymian. W boju o los Kartaginy brały też udział, choć najczęściej niewymieniane w źródłach, oddziały i okręty sprzymierzeńców i wrogów obu stron z całego Morza Śródziemnego.
Reklama
Kartagińczycy bronili się z determinacją, wykorzystując cały swój „niemały kunszt techniczny i wojskowy”, aby udaremnić każdy rzymski szturm. Nawet nocami przeprawiali się przez zatokę, by spalić kolejną machinę oblężniczą. Wysiłki okazywały się próżne; nieustępliwi Rzymianie wciąż sprowadzali nowe i atakowali dalej, zacieśniali też blokadę morską.
Krok po kroku wypracowywali przewagę i na początku zimy 147 roku p.n.e. zdobyli wystarczający przyczółek w pobliżu portu, by zacząć wznosić rampę przylegającą do murów obronnych. Zanim jednak Scypion wykonał ostateczny ruch, musiał spacyfikować niespokojne tereny wiejskie i pierwsze miesiące zimy poświęcił na odbicie miasta Neferis (na południe od Kartaginy), od roku okupowanego przez propunicki kontyngent niejakiego Diogenesa. Udało mu się to dzięki wsparciu Gulussy; później rozbił też inny duży oddział sojuszników Kartaginy. Scena była teraz gotowa do ostatecznego szturmu.

Rzymskie legiony wdzierają się do miasta
Pewnego wiosennego dnia 146 roku p.n.e. Rzymianie zajęli okrągły basen stoczniowy. Raz wdarłszy się na mury, nieprzerwanie wlewali się za nie w stale rosnącej liczbie. Zacięta walka wkrótce przeniosła się do samego miasta. Najpierw opanowano przyległą do portu agorę. Następnego ranka Scypion z czterema tysiącami świeżych legionistów wkroczył na teren górującej nad nią, krytej złotem płatkowym świątyni Resefa (Apollina).
Znajdowała się w niej złota statua boga, ważąca tysiąc talentów. Nie słuchając rozkazów, żołnierze rzucili się na nią z mieczami i póty rąbali, póki nie rozbili jej na kawałki i rozdzielili między siebie. „Dopiero wtedy wrócili do walki na ulicach”.
Reklama
Scypion szybko przerzucił siły do szturmu na wzgórze Byrsa – najbardziej obronną, pierwotną część miasta. Wielu mieszkańców szukało tam schronienia, choć część została, by bronić swych domów. Od agory można było się tam dostać trzema ulicami obramowanymi rzędami ciasno ustawionych sześciokondygnacyjnych kamienic. Zamknięci w nich obywatele ciskali w nacierających Rzymian, czym się dało, zmuszając ich do mozolnego zdobywania domu za domem.
Szalejące pożary
Bój postępował jednak nieubłaganie. Opanowawszy jeden budynek, żołnierze przerzucali z dachu na dach następnego deski i atakowali obrońców od góry; kto nie ginął od mieczy, był wyrzucany przez okna. Dobrnąwszy do podnóża Byrsy, Scypion kazał spalić całą zabudowę i oczyścić ulice z gruzu i trupów, aby wojsko mogło swobodnie zająć resztę miasta. Ciał walało się tyle, że trzeba było wydzielić specjalne brygady „sprzątaczy”.

Przekazana przez Appiana relacja naocznego świadka zniszczenia plastycznie i brutalnie odmalowuje śmiertelne konwulsje miasta i przedstawia prawdziwe ofiary wojny. Pożar ogarniał kolejne kamienice, domy i kwartały.
Budynki rozsypywały się z hukiem, a z gruzem spadały liczne ciała. Czasem jeszcze żywe: starcy, kobiety i dzieci ukrywający się w „najgłębszych zakamarkach domostw, niektórzy ranni bądź poparzeni, rozpaczliwie krzyczący”. Ludzie ginęli w płomieniach, „okaleczeni na wszelkie makabryczne sposoby, miażdżeni i połamani”.
Reklama
Ostatni punkt oporu Kartagińczyków
Obrońcy trzymali się na Byrsie jeszcze sześć dni i nocy, patrząc na płonące u ich stóp miasto. Rzymianie codziennie się zmieniali dla odpoczynku; jak pisze Appian, było to niezbędne, aby żadna grupa nie zaznała wyczerpania „od pracy, rzezi, braku snu i widzianych okropności”. Wśród obywateli chroniących się na terenie sanktuarium Eszmuna na wzgórzu był też komendant obrony Hazdrubal z żoną i dziećmi.
Była to najbogatsza i otoczona największą czcią świątynia w mieście. Po siedmiu dobach masakry do Scypiona wyszli parlamentariusze z oliwnymi gałęziami na znak pokoju i uległości. Wódz przyjął kapitulację i przyrzekł oszczędzić wszystkich poza rzymskimi dezerterami. Appian oszacował liczbę ludzi opuszczających przybytek na pięćdziesiąt tysięcy, co oczywiście nie jest wiarygodne, nawet jeśli świątynia w ogóle mogłaby aż tylu pomieścić.

Scypion nie mógł powstrzymać łez
Można jednak przyjąć, że było ich dużo – na pewno tysiące. Krótko potem na łaskę Scypiona zdał się Hazdrubal, lecz jego rodzina, inni oporni oraz wspomniani dezerterzy pozostali za murami. Wdrapali się na dach sanktuarium i tam rozegrała się owa słynna finałowa scena kartagińskiego dramatu, w której pani Hazdrubalowa wyklęła męża i z dziećmi rzuciła się na stos pogrzebowy, w jaki zamieniło się jej miasto.
Scypion sam nie mógł powstrzymać łez. Według Appiana był do głębi poruszony losem sławnej, prosperującej od siedmiu wieków metropolii, „władczyni licznych ziem, wysp i mórz”. Zawsze obfitującej we wszelką broń, okręty i słonie, przebogatej, wydającej utalentowanych, kreatywnych obywateli, godnej rywalki najpotężniejszych imperiów i górującej nad nimi męstwem i odpornością.
Reklama
Scypion „rozpamiętywał dolę ludu, który w głodzie i bez broni ani floty trzy lata wytrzymywał nieustanną wojnę”. Patrząc teraz na śmierć miasta, zapłakał i otwarcie pogrążył się w żalu nad losem tego wielkiego nieprzyjaciela rzymskiej republiki.
W tradycjach grecko-rzymskich ten literacki motyw niszczyciela roniącego łzy nad tymi, których zniszczył, był często stosowany przy opisywaniu działań bardzo brutalnych, możemy sobie też jednak wyobrazić, że zarówno tragedia miasta o wielowiekowej historii, jak i osobiste z nim powiązania do pewnego stopnia poruszyły serce wodza.

Dlaczego Rzymianie zniszczyli Kartaginę?
Kartagina, która sześćset sześćdziesiąt osiem lat dumnie trwała na północnoafrykańskim wybrzeżu, poniosła pełną i ostateczną klęskę, i wraz ze swoją historią stała się własnością Rzymu. W tym samym roku w Grecji rzymskie legiony obróciły w gruz i zgliszcza również Korynt. Oba te sławne i bogate miasta portowe, z silnym poczuciem własnej tożsamości i niezawisłości, zostały unicestwione i przejęte właśnie z powodu ich potencjału komercyjnego.
W przyszłym rzymskim imperium miały stać się ważnymi koloniami, o wielkim znaczeniu dla jego powodzenia i panowania na Morzu Śródziemnym. W przypadku Kartaginy różnica była taka, że wraz z nią zaniknęła cała reprezentowana przez nią kultura. W szerszej perspektywie dla Rzymu wielkie znaczenie miała jej strategiczna lokalizacja, ale to jej bogactwo, niezależność i właśnie żywa, doskonale rozwinięta kultura sprawiły, że zapragnął ją przejąć.
Kartagina została zniszczona bardziej w celu zapewnienia Rzymianom dominacji w basenie śródziemnomorskim niż z realnej obawy przed tym, że stary wróg urośnie w siłę. Z tym finałowym aktem zniszczenia Rzym przywłaszczył sobie nie tylko samo miasto, lecz również całą jego długą historię i pamięć o kartagińskim ludzie.
Źródło
Tekst stanowi fragment książki Eve MacDonald pt. Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium (Rebis 2026). Przekład: Janusz Szczepański
Nowa historia starożytnego imperium








