Karły w nowożytnej Polsce. W innych krajach uważano ich za wybryki natury, nad Wisłą robili zawrotne kariery

Kurioza, dziwolągi, półludzkie stworzenia, które można hodować jak konie. Tak myślano o nich niemal wszędzie. Ale nie w Rzeczpospolitej. Nad Wisłą mogli robić niesamowite kariery. Niejeden z nich na dobre zmienił nasze dzieje.

Osoby obciążone chorobliwym niedoborem wzrostu fascynowały władców od niepamiętnych czasów. Ludzi tych nazywano rozmaicie. I na sposoby, które dzisiaj powszechnie uznaje się za obraźliwe. Byli pigmejami, niziołkami, niedorostkami, guzami, a zwłaszcza: karłami.


 „Hoduję potworki na podziw otoczenia”

Już w starożytnym Egipcie karły pełniły rolę błaznów. Swoich „pigmejów” miał też podobno Karol Wielki. Szczególną popularność na dworach mali ludzie zyskali sobie jednak w epoce Renesansu.

Doszło do tego, że królowa francuska Katarzyna Medycejska rozmnażała karły… niczym rasowe konie. Z dumą opowiadała, że kojarzy je w pary „by hodować potworki na podziw dla swoich lekarzy i całego otoczenia”.  Niezależnie od epoki i szerokości geograficznej karły łączyło jedno: małych ludzi wszędzie traktowano jak kurioza, dziwolągi, wybryki natury.

Sebastián de Morra na obrazie Diego Velázqueza z 1644 roku.

Pierwsze karły na dworze Jagiellonów

W takiej roli trafili też do Polski. O pierwszych karłach nad Wisłą słychać w czasach Kazimierza Jagiellończyka, ale na Wawelu własnego „pigmeja” miał chyba dopiero Jan Olbracht.

Jego brat Aleksander trzymał na swoim dworze już dwóch karłów, a prawdziwa lawina zainteresowania małymi ludźmi spadła na Polskę razem z Boną Sforzą. Królowa z włoskiego rodu była też chyba odpowiedzialna za nowe spojrzenie na karły.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Dalej pełniły one rolę błaznów, dostarczycieli dworskiej rozrywki. Karzeł mógł być też kosztownym prezentem – parę „niziołków” Bona wysłała habsburskiemu cesarzowi. Na tym jednak sprawa się nie kończyła. Niepostrzeżenie mali ludzie weszli do gry politycznej.

Zaufani doradcy, sekretarze… i ochroniarze?

Bona zabierała swoich zaufanych niziołków na narady o wadze państwowej. Brali udział nawet w poufnych spotkaniach w cztery oczy – bo rozmówcy królowej rzadko traktowali karła jak człowieka.

Wiadomo, że mała ulubienica władczyni była przy niej podczas jednej z najtrudniejszych rozmów z synem, Zygmuntem Augustem – pierwszej od śmierci Barbary Radziwiłłówny. Bona wyznała wtedy młodemu królowi, że pragnie wyjechać z Polski.

Na ten temat pisałem o wiele szerzej w swojej książce Damy złotego wieku (Kraków 2014). Do kupienia na przykład w Empiku.

Przy innej okazji karzeł uratował Bonie życie. W 1544 roku zamaskowany zamachowiec wtargnął nocą do jej dworku myśliwskiego pod Piotrkowem. Z obnażoną bronią szykował się do zadania śmiertelnego ciosu. Nie zdołał go wyprowadzić, ponieważ potknął się… o śpiącego przy oknie karła. Zbudził domowników i był zmuszony salwować się ucieczką.

Dosieczka. Najsłynniejsza polska „karlica”

Ulubioną karliczkę, Dosieczkę, miała córka Bony, Katarzyna. Spędziła ona z królewną lata w więzieniu w Sztokholmie, była niemalże jej kanclerzem. Zarazem była kobietą uczoną i przebiegłą, kontaktującą się bezpośrednio z najważniejszymi politykami w Rzeczpospolitej.


Do dzisiaj zachowały się jej elokwentne listy. Wiadomo, że prawdopodobnie uchroniła Katarzynę przed śmiercią lub utratą tronu. To ona spostrzegła, że konkurent Jana III Wazy do władzy, Eryk XIV Waza, usiłuje uciec z aresztu przepiłowując kraty.

„Złe i jadowite stworzonko”

Karlicę, niejaką Jagnieszkę, zabrała też ze sobą druga córka Bony, Zofia, kiedy wyjeżdżała do Niemiec po ślubie z księciem Henrykiem Brunszwickim.

Historyk Julian Bartoszewicz twierdził, że w przeciwieństwie do Dosieczki ta „pigmejka” uchodziła za „złe i jadowite stworzonko”. Może była to prawda, ale przede wszystkim niepozorna karlica siała postrach. Pisała o tym wprost w listach trzecia córka Bony, Anna Jagiellonka. Trudno o lepszy dowód wysokiej pozycji karłów w Rzeczpospolitej, niż fakt, że drżeli przed nimi nawet członkowie dynastii!

Samuel Głowa. Karzeł zatrudniany przez prymasa Polski Bernarda Maciejowskiego w początkach XVII wieku.

Wreszcie karła-Polaka zatrudniał i Henryk Walezy. Niejaki Jan Krassowski pomógł w wybraniu Francuza na króla, asystował mu też w niesławnej ucieczce z Krakowa. Co ciekawe – uważał się za szlachcica, a nawet syna kasztelana.

Polska znała też cały szereg innych karłów ze szlacheckimi herbami. Działali oni na dworze, mieli własnych pokojowców i służbę. W najbardziej demokratycznym państwie Europy mogli oczekiwać, że będą traktowani jak pełnoprawni ludzie – niezależnie od swojego wzrostu.

Przeczytaj też o unikalnej kulturze, którą od zapomnienia uratował Polak. Dlaczego dzisiaj nikt nie mówi o nim, a wszyscy tylko o jego bracie?


Bibliografia

Na ten temat pisałem o wiele szerzej w swojej książce Damy złotego wieku (Kraków 2014). Tam znajdziesz dalsze informacje i bibliografię. Polecam!

Ilustracja tytułowa: Francisco Goya, Siedzący karzeł. Obraz z XIX wieku.

Autor
Kamil Janicki
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.