175 tysięcy Polaków u boku Wehrmachtu? Taki plan mieli Niemcy w 1944 roku

Podsumowanie

Żołd, darmowe wyżywienie, uzbrojenie i umundurowanie oraz zasiłki dla żołnierzy, którzy odniosą rany w walce. To tylko niektóre z obietnic, jakimi Niemcy chcieli skusić Polaków, aby w 1944 roku wstąpili w szeregi sił pomocniczych, które miały walczyć u boku Wehrmachtu.

Jak długo Wehrmacht odnosił zwycięstwa na froncie i gromił wrogów, hitlerowcy zupełnie nie byli zainteresowani współpracą z Polakami. Uważali ich za podludzi, nadających się co najwyżej do niewolniczej pracy na rzecz tysiącletniej Rzeszy. W żadnym razie nie za partnerów do rozmów.


Sytuacja uległa diametralnej zmianie dopiero, gdy szala zwycięstwa w globalnym konflikcie przechyliła się na korzyść aliantów. Zdesperowani Niemcy przypomnieli sobie, że Polacy to niezwykle twardzi i bitni żołnierze. W naszych dziadkach przestali widzieć wyłącznie krnąbrne ofiary. Teraz mieszkańcy Generalnego Gubernatorstwa jawili im się jako potencjalni pomagierzy, zdolni pohamować prącą na Zachód falę krasnoarmiejców.

Propagandowa farsa

Chcąc zachęcić ciemiężone przez lata polskie społeczeństwo do walki z Sowietami, Niemcy postawili na szeroko zakrojoną akcję propagandową. Pojawiły się w niej między innymi odwołania do mitu Józefa Piłsudskiego. A to był tylko początek.

Niemcy mieli nadzieję, że powołanie się na mit Józefa Piłsudskiego przekona Polaków do walki z Armią Czerwoną (domena publiczna).
Niemcy mieli nadzieję, że powołanie się na mit Józefa Piłsudskiego przekona Polaków do walki z Armią Czerwoną (domena publiczna).

Latem 1944 roku osiągnięto szczyty hipokryzji. Jak czytamy w książce profesora Andrzeja Chwalby pod tytułem Okupacyjny Kraków w latach 1939-1945, krakowski gubernator Kurt Ludwig Burgsdorff:

urządził nawet wzruszającą „akademię”, aby uczcić polskich żołnierzy poległych za ojczyznę w 1920 r. Władze nakazały druk i kolportaż polskich plakatów antybolszewickich z lat 1919-1920, organizowały spotkania w zakładach pracy z weteranami wojny polsko-bolszewickiej, wydawały stosowne znaczki, plakaty […] oraz odezwy, które wrzucano do skrzynek pocztowych.

O skali akcji najlepiej świadczy fakt, że w Generalnym Gubernatorstwie Niemcy wydrukowali „23 mln egzemplarzy różnych tekstów mających przekonać Polaków, że ich miejsce znajduje się u boku Wehrmachtu”. Wspierano również nielicznych polskich kolaborantów namawiających współobywateli do walki z Sowietami. Próbowano też przekonać dowództwo Armii Krajowej do stawienia czoła Armii Czerwonej. W większości przypadków działania nie odnosiły jednak żadnego skutku.

Nie mogąc przekabacić polskiego podziemia – jak czytamy w Okupacyjnym Krakowie – „Niemcy postanowili wbrew AK i poza nią, także poza Batalionami Chłopskimi i Narodowymi Siłami Zbrojnymi, tworzyć od podstaw polskie pomocnicze siły zbrojne przy armii niemieckiej”.

Pierwsze konkretne decyzje zapadły 4 listopada 1944 roku, kiedy to władze okupacyjne ustaliły zasady organizacji wspomnianej wyżej formacji. Co warte podkreślenia, hitlerowcy zakładali, że ich trzon będą stanowić jeńcy z września 1939 roku oraz… byli powstańcy warszawscy! Już to najlepiej świadczy o realności całego przedsięwzięcia.

Artykuł powstał w głównej mierze w oparciu o książkę Andrzeja Chwalby pod tytułem "Okupacyjny Kraków" (Wydawnictwo Literackie 2011).
Artykuł powstał w głównej mierze w oparciu o książkę Andrzeja Chwalby pod tytułem „Okupacyjny Kraków” (Wydawnictwo Literackie 2011).

Walczcie u boku Wehrmachtu

Niemcy mimo wszystko naprawdę wierzyli w swój szaleńczy projekt. Oczekiwali, że już w pierwszym etapie zgłosi się co najmniej 12 tysięcy ochotników, zaś w dłuższej perspektywie będzie ich – bagatela – od 150 do 175 tysięcy.

W połowie listopada 1944 roku rozwieszono nawet plakaty zapewniające, że każdy mężczyzna w wieku od 16 do 50 lat, który odpowie na wezwania werbunkowe, będzie mógł liczyć na:

1) żołd.
2) bezpłatne wyżywienie, pomieszczenie i pomoc lekarską, tak samo jak żołnierze niemieccy.
3) bezpłatne umundurowanie oraz uzbrojenie.
4) w razie odniesienia w służbie uszkodzeń cielesnych, pomoc leczniczą i zasiłki pieniężne.
5) uprawnienia do korzystania z poczty polowej w granicach Generalnego Gubernatorstwa oraz dla korespondencji z krewnymi w Rzeszy Niemieckiej.

Gwarantowano również zupełną wolność wykonywania praktyk religijnych. Jak nietrudno się domyślić, cała kampania nie spotkała się z ciepłym przejęciem wśród – doświadczonego latami krwawego niemieckiego terroru – polskiego społeczeństwa. Okupant nie zamierzał jednak łatwo się poddać. Akcję propagandową tylko spotęgowano.

Przeczytaj też: Dlaczego krakowianie tak chętnie pomagali Niemcom w sierpniu 1944 roku?

Cytowanych w książce Kraków – czas okupacji 1939-1945 Tadeusz Kwiatkowski był świadkiem następującej sceny:

Na ulicy Karmelickiej widzę maszerujący oddział żołnierzy niemieckich z biało-czerwonymi opaskami na ramionach i śpiewających ze złym akcentem polskim Zielony mosteczek ugina się. Stoję zdumiony i dopiero przejeżdżający obok samochód z kamerą na dachu, filmujący ten przemarsz, wyjaśniła mi wszystko.

Propaganda niemiecka chce w tej kronice pokazać, jak to Polacy tłumnie i ochoczo podjęli apel władz i przystąpili do służby w Wehrmachcie. […] Polacy czy nie-Polacy – Jacy tam Polacy! – starszy pan stuka palcem w czoło. – Przebierańcy, volksdeutsche!

Polacy nie chcą ginąć za „tysiącletnią” Rzeszę

Nadal zaklinając rzeczywistość, 23 listopada 1944 roku Niemcy otworzyli przy ulicy Lubomirskiego 19 w Krakowie główne biuro werbunkowe na teren Generalnego Gubernatorstwa. Jednocześnie na Zwierzyńcu rozpoczęto formowanie liczącej 170 ludzi kompanii piechoty, której żołnierzy na razie ubrano w słowackie mundury.

Niemiecki plakat werbunkowy z 1944 roku skierowany do Polaków (domena publiczna).
Niemiecki plakat werbunkowy z 1944 roku skierowany do Polaków (domena publiczna).

Planowano, że ubiór zmieni się w przyszłości. Hitlerowscy dowódcy przewidzieli nawet polskie godła i sztandary. Jednak, jak stwierdza w swojej książce profesor Andrzej Chwalba:

wezwania kierowane do Polaków nie przyniosły ani w Krakowie, ani w jego okolicach, ani w całej Generalnej Guberni faktycznie żadnego odzewu. Do 25 listopada zwerbowano 321 „ochotników”, a do końca roku – 471.


Niemcy nie tylko nie akceptowali takiego stanu rzeczy, ale też… zaprzeczali faktom. Ich zdaniem do punktów werbunkowych stawiło się aż 9 tysięcy chętnych! Na papierze tempo rekrutacji rzeczywiście wyglądało nieźle. Jak to możliwe? Odpowiedź jest zaskakująca prosta. Rejestrację kandydatów rozpoczęto od numeru pięciotysięcznego. Ponadto część „ochotników” stanowili prawdopodobnie więźniowie zwalniani za cenę przyłączenia się do kolaboranckiej formacji.

Rachunkowe przekręty nie mogły odwrócić biegu wojny. Propaganda propagandą, ale cała akcja werbowania Polaków do służby Hitlerowi zakończyła się olbrzymią, bezapelacyjną klapą.

Bibliografia:

  1. Monika Bednarek, Edyta Gawron, Grzegorz Jeżowski, Barbara Zbroja, Katarzyna Zimmerer, Kraków czas okupacji 1939-1945, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa 2010.
  2. Andrzej Chwalba, Okupacyjny Kraków w latach 1939-1945, Wydawnictwo Literackie 2011.
Autor
Rafał Kuzak
Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Damy złotego wieku. Jego najnowsza pozycja to Damy przeklęte. Kobiety, które pogrzebały Polskę (2019).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Anna Winkler

Doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.