Upadek dynastii Andegawenów. Co zabiło jedną z najpotężniejszych rodzin panujących Europy?

Strona główna » Średniowiecze » Upadek dynastii Andegawenów. Co zabiło jedną z najpotężniejszych rodzin panujących Europy?

Trąd, syfilis, a może rak skóry? Tajemnicze schorzenie od całych stuleci rozpala wyobraźnię historyków. To z jego winy rozpadło się imperium Andegawenów. To ono mogło też przyczynić się do śmierci polskiej królowej Jadwigi.

W 1370 roku Ludwik Andegaweński był jednym z najpotężniejszych ludzi w chrześcijańskim świecie. Rządził opływającymi w bogactwa Węgrami, siał postrach na Bałkanach i we Włoszech, a wreszcie – po śmierci wuja, Kazimierza Wielkiego – zasiadł też na tronie Polski.


Reklama


Cesarz uważał go za równorzędnego partnera, a papież – autentycznie bał się jego wpływów. Król Węgier i Polski liczył sobie dopiero 44 lata, można więc było oczekiwać, że osiągnie znacznie więcej. I że kierowana przez niego dynastia na stałe dołączy do grona najbardziej wpływowych rodów Europy.

Dlaczego tak się nie stało? Dlaczego węgierscy Andegawenowie, w których państwie wydobywano nawet 1/3 światowego złota i którzy rządzili na modłę niemal absolutną, dzisiaj interesują wyłącznie historyków, a losy ich dynastii okazały się tak krótkie?

Ludwik Węgierski w wyobrażeniu Jana Matejki.

Tajemnicza dolegliwość

Ciało Ludwika Węgierskiego już w 1370 roku trawiła tajemnicza, wyniszczająca choroba. Mówiono, że król nieprzypadkowo unika wizyt w Polsce. Podobno twierdził, że nie służy mu tutejszy, surowy klimat. Monarcha wolał przebywać na południu, gdzie prościej było mu wstać z łóżka, wsiąść na konia, wydawać rozkazy.

Jego uwagę w coraz większym stopniu zaprzątały zresztą nie tyle sprawy państwa, co – medycyny. Ludwik otaczał się całymi gromadami eskulapów. O pomoc w odnalezieniu specjalisty, który zdoła wyleczyć jego dolegliwość, zwrócił się aż do króla Francji. Żaden lekarz, nawet najlepszy, nie był jednak w stanie pomóc monarsze.


Reklama


Wiemy, że ciało Ludwika pokrywały widoczne, nie chcące się goić i bolesne wrzody. Włoski dziejopisarz, Piotr z Gazatty, twierdził że król cierpiał na chorobę określoną łacińskim mianem lepra. Dosłownie oznaczałoby to trąd i wśród węgierskich historyków nie brakuje takich, którzy właśnie tę przypadłość przypisują synowi Elżbiety Łokietkówny.

Trędowaty król?

Trąd był w średniowieczu powszechny, choć najwięcej pisano o nim w XI czy XII stuleciu. Za czasów Ludwika epidemia albo cofnęła się, albo może – została przyćmiona przez zabijającą o wiele szybciej i brutalniej czarną śmierć.

Historię dynastii Andegawenów i jej związków z Polską przedstawiłem w książce pt. Damy polskiego imperium.

W każdym razie na kontynencie istniało nawet dziewiętnaście tysięcy przytułków przeznaczonych dla nieszczęśników dotkniętych trądem. Nazywano je szpitalami, pełniły jednak przede wszystkim funkcję miejsc odosobnienia. Trądu bano się jako plagi niezwykle zaraźliwej i nieustępliwej.

W wielu miejscach od chorych wymagano, by stale nosili grzechotki lub dzwonki i przy ich użyciu odstraszali przechodniów. Nie wolno im było wchodzić do kościołów, odwiedzać targowisk ani nawet dotykać zdrowych osób inaczej, jak tylko przez grube rękawice.

Krążyły opinie, że trąd dotyka ludzi nieczystych, grzesznych. Ale byli też tacy, którzy twierdzili, że dolegliwość ta stanowi… oznakę łaski boskiej. A to z tego względu, że daje człowiekowi szansę odpokutowania grzechów jeszcze podczas pobytu na ziemskim padole i pozwala mu sprawdzić siłę swojej wiary.

Trędowatym był król Jerozolimy, Baldwin IV, panujący w okresie między drugą a trzecią wyprawą krzyżową. O jego przypadłości rozprawiano w całej Europie, chorował jednak na formę trądu szczególnie widoczną i zjadliwą. Jeśli owrzodzenia Ludwika rozwijały się wolniej i król był w stanie ukrywać je przed postronnymi, prawdziwa postać jego choroby mogła przez całe lata umykać uwadze poddanych. Mogło być jednak i tak, że monarcha wcale nie cierpiał na trąd.


Reklama


Czy to mógł być syfilis?

Już u schyłku XIX wieku wysunięto pogląd, że mianem lepry określano w średniowieczu także kiłę. Chorobę, na którą cierpieli niezliczeni władcy, łącznie z Zygmuntem Augustem oraz matką Bony Sforzy, Izabelą Aragońską. Stąd hipoteza, że Ludwik nie był wcale trędowatym, lecz syfilitykiem.

Kiła także prowadzi do widocznych zmian skórnych, problem jednak w tym, że nie potwierdzono dotąd niezbicie, czy choroba ta w ogóle występowała w Europie przed epoką wielkich odkryć geograficznych.

Baldwin IV został królem w wieku zaledwie 13 lat. Na ilustracji śmierć ojca Baldwina i koronacja nastolatka (domena publiczna).
Koronacja Baldwina IV – najsłynniejszego trędowatego króla – na miniaturze z epoki (domena publiczna).

Tradycyjnie przyjmowano, że dopiero marynarze Kolumba przywlekli ją ze sobą do Starego Świata. Niekiedy pisano nawet ironicznie, że kiła była swoistą „zemstą Indian” za wszystkie nieszczęścia, które ściągnęły na nich europejskie wyprawy. O tym jednak, że schorzenie mogło istnieć w Europie także wcześniej, zdaje się świadczyć… ołtarz Wita Stwosza z krakowskiego kościoła Mariackiego.

W 1933 roku znany polski wenerolog Franciszek Walter opublikował pracę naukową poświęconą „dermatologicznym szczegółom Ołtarza Mariackiego”. Wywołała ona niespotykany wręcz ferment na styku historii i medycyny.


Reklama


Autor twierdził, że przybyły z Norymbergi i znany z niezwykłej dbałości o realizm artysta oddał na ołtarzu twarze ludzi takich, jakich widywał na co dzień na ulicach Krakowa, łącznie z widocznymi zmianami skórnymi i objawami schorzeń. Jedna z postaci, a konkretnie skryty w tle tłumu Judasz, ma wielką, łysą głowę i guzy na czole. Jego oczy są zezowate, nos – charakterystycznie zapadnięty, a niepokojąco wytrzeszczone oczy – pozbawione rzęs.

Wszystkie te detale podpowiadały Walterowi jedną tylko możliwą diagnozę. Wit Stwosz ukazał na swoim ołtarzu (ukończonym na trzy lata przed tym, jak Kolumb wyruszył za zachód w poszukiwaniu drogi do Indii) typowego syfilityka.

Objawy syfilisu na XIX-wiecznej ilustracji.

Trąd trądowi nierówny

Wywrotowa analiza krakowskiego dzieła dała początek szeroko zakrojonym poszukiwaniom. Przez kolejne lata namierzono rozliczne malowidła i rzeźby, pochodzące niekiedy nawet z epoki antyku, ukazujące ludzi najpewniej dotkniętych kiłą. Nic więc chyba nie stoi na przeszkodzie przyjęciu, że także Ludwik mógł cierpieć na tę chorobę. Mógł… ale wcale nie musiał.

W rzeczywistości trędowatymi nazywano w średniowieczu ludzi dotkniętych niemal dowolnymi (ale, rzecz jasna, ciężkimi) dolegliwościami skórnymi. O leprze pisano w przypadku łuszczycy, egzemy, raka skóry. Jeśli coś wydaje się względnie prawdopodobnie, to dziedziczność królewskiej przypadłości.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Węgierscy Andegawenowie uchodzili za niezwykle słabowitych. Spośród piętnastu członków dynastii wyłącznie dwóch przekroczyło pięćdziesiąty rok życia. Inni umierali w dzieciństwie czy nawet niemowlęctwie, a tylko z rzadka po przekroczeniu granicy dorosłości. Z kolei dwaj najbardziej długowieczni Andegawenowie to też ci, o których najlepiej wiemy, że długo i ciężko chorowali: Ludwik Andegaweński oraz jego ojciec Karol Robert.

Z ojca na syna

Drugi z nich, dzisiaj słusznie uważany za twórcę potęgi późnośredniowiecznych Węgier, też zaczął niedomagać w wieku około czterdziestu lat. W 1332 roku dolegliwość zdiagnozowana przez lekarzy jako podagra uniemożliwiła mu zaplanowaną podróż do Włoch. Gdy wreszcie w 1333 roku z opóźnieniem dotarł do Italii, zapadł tam na „febrę” i to tak ciężką, że jego stan wzbudził niepokój papieża Jana XXII.


Reklama


Powrót do formy przeciągał się, a medycy pozostawali bezradni. Karol Robert był gotów płacić im prawdziwe fortuny, o ile tylko zdołają przynieść mu chwilową ulgę. Jednego z lekarzy uczynił nawet biskupem Zagrzebia. Może na skutek jakiejś lepiej rokującej kuracji, a może w nadziei, że ten wymodli dla niego poprawę zdrowia.

Z Włoch król przywiózł ze sobą trzech nowych lekarzy, którzy dołączyli do i tak pokaźnego zastępu dworskich eskulapów. Za ich radą kolejną zimę monarcha spędził w Dalmacji, licząc, że łagodny klimat poprawi jego formę. Rachuby okazały się chybione. W 1336 roku król znowu niedomagał.

Gdy Karol Robert zasiadł na węgierskim tronie Węgry były bienym i wyniszczonym przez wojny państwem (domena publiczna).
Karol Robert Andegaweński na miniaturze z epoki (domena publiczna).

Choroba była chroniczna i nieuleczalna. Krytyczne epizody powtarzały się co parę miesięcy, a w 1338 roku wydawało się wręcz, że Karol Robert wyzionie ducha. W 1339 roku nastąpił kolejny atak, a w 1340 władca, złamany bólem, przestał opuszczać zamkowe komnaty. Wreszcie zmarł w roku 1342, przekazując władzę młodemu i z pozoru wciąż zdrowemu synowi.

Ostatnie ogniwo

Znawca losów dynastii Andegawenów, tworzący na przełomie XIX i XX wieku mediewista Jan Dąbrowski, domyślał się, że tajemnicza przypadłość – zapewne weneryczna – „podkopała zdrowie całej dynastii”. Przeniesiona z Włoch, „gdzie ciepły klimat łagodził jej skutki, w ostrzejszym klimacie Węgier stała się zabójcza”.


Reklama


To ona mogła sprawiać, że w rodzinie dzieci tak często i młodo umierały, a dorośli zmagali się z ciągłym bólem. Jeśli choroba w istocie była dziedziczna i tak bardzo zjadliwa, to po ojcu przejąć ją musiały także córki: zmarła w dzieciństwie Katarzyna, Maria, która zginęła w wypadku na polowaniu, a wreszcie Jadwiga. Polska królowa, która także umarła zaskakująco młodo, kończąc historię jeszcze do niedawna wspaniałego rodu.

***

Ostatnie chwile Jadwigi, jej śmierć i losy następczyń królowej opisałem w książce Damy Władysława Jagiełły (Wydawnictwo Literackie 2021). Dowiedz się więcej na Empik.com.

Fascynujące losy następczyń królowej Jadwigi

Bibliografia

  1. Dąbrowski J., Elżbieta Łokietkówna 1305-1380, Universitas, Kraków 2007.
  2. Dąbrowski J., Ostatnie lata Ludwika Wielkiego 1370-1382, Universitas, Kraków 2009.
  3. Engel P., The Realm of St. Stephen. A History of Medieval Hungary 895-1526, I.B. Tauris, London-New York 2001.
  4. Garcia-Ballestar L., Practical Medicine from Salerno to the Black Death, Cambridge University Press, Cambridge 1994.
  5. Lendvai P., Węgrzy. Tysiąc lat zwycięstw w klęskach, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 2016.
  6. Sroka S.A., Andegaweńska reorganizacja Węgier, „Kwartalnik Historyczny”, t. 103, z. 2 (1996).
  7. York W.H., Health and Wellness in Antiquity through the Middle Ages, ABC-Clio, Santa Barbara 2012.
Autor
Kamil Janicki
1 komentarz

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Damy polskiego imperium, Pierwsze damy II Rzeczpospolitej, Epoka milczenia czy Seryjni mordercy II RP. Jego najnowsza pozycja to Damy Władysława Jagiełły (2021).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

Historyczka i pisarka. Autorka książek poświęconych zaradności polskich kobiet w najtrudniejszych okresach naszych dziejów. W 2015 roku wydała „Okupację od kuchni”, a w 2017 – „Dwudziestolecie od kuchni”. Napisała też „Piękno bez konserwantów” (2016). Obecnie jest dziennikarką Interii.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Drodzy Czytelnicy! Nasza strona (jak niemal wszystkie inne) wykorzystuje pliki cookies i podobne technologie, między innymi po to, by dostosowywać treści reklamowe do zainteresowań i preferencji użytkowników. Aby to robić, potrzebujemy Waszej zgody.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Ingens Media Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam.

Zgoda nie jest obowiązkowa. Możesz też w dowolnym momencie ją cofnąć. Szczegóły dotyczące naszej polityki prywatności, zakresu zgód, a także wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w naszej polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje na temat zasad przetwarzania danych oraz twoich uprawnień z tym związanych.

Poprzez korzystanie z serwisu bez zmieniania ustawień prywatności w twojej przeglądarce internetowej wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania.