„Pracowaliśmy jak taśmociąg”. Tak zbrodniarze z NKWD mordowali polskich oficerów

Strona główna » II wojna światowa » „Pracowaliśmy jak taśmociąg”. Tak zbrodniarze z NKWD mordowali polskich oficerów

Wiosną 1940 roku na rozkaz Stalina siepacze z NKWD zamordowali niemal 22 000 polskich oficerów, policjantów, urzędników oraz innych „wrogów ludu”. Zabijano ich bez najmniejszych skrupułów. Oto relacje naocznych świadków kaźni więźniów obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.

Decyzja o wymordowaniu znajdujących się w sowieckiej niewoli polskich jeńców zapadła 5 marca 1940 roku. Trzy dni wcześniej Ławrientij Beria przesłał Józefowi Stalinowi wniosek, w którym postulował właśnie takie „rozwiązanie” kwestii tysięcy będących pod nadzorem NKWD Polaków (pisał o tym na naszych łamach Darek Kaliński).


Reklama


Przygotowania do całej „operacji” trwały niemal miesiąc. Pierwsze niczego nieświadome ofiary z obozu w Kozielsku wyruszyły na miejsce kaźni 2 kwietnia 1940 roku.

Katyń. Nad dołami śmierci a może w willi NKWD?

Na chwilę obecną nie znamy dokładnego przebiegu egzekucji w Lesie Katyńskim. Nie dysponujemy bowiem żadnymi relacjami naocznych świadków. Dzięki zapiskom znalezionym przy pomordowanych oraz zeznaniom nielicznych jeńców Kozielska, którzy przeżyli wojnę, wiemy tylko że ofiary transportowano pociągami do stacji Gniazdowo.

Pierwsza strona notatki Berii z propozycją wymordowania polskich jeńców. Widnieją na niej podpis Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa, i Mikojana (domena publiczna).
Pierwsza strona notatki Berii z propozycją wymordowania polskich jeńców. Widnieją na niej podpis Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa, i Mikojana (domena publiczna).

Następnie samochodami, które nazywano czarnymi krukami dowożono ich na miejsce rozstrzelania. Nadal jednak nie udało się rozstrzygnąć czy oficerów mordowano bezpośrednio nad dołami śmierci czy może w piwnicach willi NKWD.

Strzelali w tył głowy albo skroń

Znany jest za to koniec tych więźniów z Kozielska (na przykład kapelanów), których uśmiercono w smoleńskim więzieniu. Thomas Urban w książce Katyń. Zbrodnia i walka propagandowa wielkich mocarstw przytacza między innymi zeznania Piotra Klimowa, byłego strażnika zakładu karnego NKWD.

<strong>Przeczytaj też:</strong> Dlaczego doszło do zbrodni katyńskiej? Stalin początkowo wahał się co zrobić z polskimi oficerami

Na początku lat 90. podczas śledztwa prowadzonego w sprawie mordu na polskich oficerach emerytowany funkcjonariusz radzieckich tajnych służb tak przedstawił to, co wydarzyło się tam w kwietniu 1940 roku:

W maleńkiej piwnicy był właz kanalizacyjny. Przyprowadzali ofiarę, otwierali pokrywę włazu, kładli głowę na skraju włazu i strzelali w tył głowy albo w skroń (jak kto chciał) (…).

Strzelali prawie codziennie wieczorem i wywozili w Kozie Góry, a wracali mniej więcej po drugiej w nocy”. Zabitych w piwnicy układali w grobach masowych równiutko, twarzą do ziemi, natomiast pozostali w dole pozostawali tak, jak spadli.


Reklama


Mordowaniem polskich oficerów w Smoleńsku kierował komendant więzienia porucznik Iwan Stelmach. Jak podkreśla w swojej książce Thomas Urban czerwony kat miał duże doświadczenie w zabijaniu bezbronnych ofiar:

(…) pracował w tajnej policji już od przejęcia władzy przez bolszewików i brał udział niezliczonych egzekucjach. Według akt w latach 1928–1939 w okręgu Smoleńsk rozstrzelano z udziałem Stelmacha 7931 „wrogów ludu”.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Thomasa Urbana pod tytułem Katyń. Zbrodnia i walka propagandowa wielkich mocarstw (Bellona 2019).
Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Thomasa Urbana pod tytułem Katyń. Zbrodnia i walka propagandowa wielkich mocarstw (Bellona 2019).

Mord w Charkowie

Jeżeli chodzi o ostatnie chwile więźniów ze Starobielska, to obszerne zaznania w tej sprawie złożył Mitrofan Syromiatnikow. W 1940 roku był dozorcą w charkowskim więzieniu przy ulicy Dzierżyńskiego 13, gdzie rozstrzeliwano Polaków.

Po latach tłumaczył, że chcąc uśpić czujność przyszłych ofiar polecano im oddać bagaże oraz rosyjskie pieniądze, wydając jednocześnie pokwitowanie. Oficerom zabierano również płaszcze oraz pas główny. Następnie umieszczano ich w celach, w których przebywali od kilku godzin do nawet dwóch dni.

<strong>Przeczytaj też:</strong> Jak się zabawiała czerwona elita? Szczere wspomnienia żony oficera NKWD

Po tym czasie niczego nie niespodziewających się nieszczęśników prowadzono ze skrępowanymi rękoma do mieszczącej się w innym budynku piwnicy, gdzie jak relacjonował Syromiatnikow:

(…) ja stoję w drzwiach. Otwieram drzwi: Można? Stamtąd – wchoditie. Za stołem siedzi prokurator, a obok komendant. Pyta: nazwisko, imię ojca, rok urodzenia. Mówi: – możecie iść. Wtedy od razu «puk» i «poszedł». A komendant wołał «ałło» – co znaczyło: zabierać. Więc zabierałem. Głowy trzeba było czymkolwiek zawijać, żeby nie krwawiły.


Reklama


W kark polskim oficerom z nagana strzelał starszy porucznik bezpieczeństwa publicznego Timofiej Kuprij. Jak podkreślał Andrzej Przewoźnik w książce Katyń. Zbrodnia, prawda, pamięć: „»Zaletą« takich egzekucji była trudna wykrywalność – czaszka pozostawała nienaruszona – oraz mniejsze krwawienie po śmierci”.

Ciała ofiar bezpośrednio po mordzie były trzymane w podziemiach więzienia, a następnie wywożone do zawczasu przygotowanych masowych mogił w Piatichatkach na przedmieściach Charkowa. Po latach Syromiatnikow stwierdził, że enkawudziści pracowali „jak taśmociąg”.

Spętane ręce jeden z ofiar zbrodni katyńskiej (domena publiczna).
Spętane ręce jeden z ofiar zbrodni katyńskiej (domena publiczna).

Błochin morduje w Kalininie

O tym jak przebiegały egzekucje Polaków z Ostaszkowa wiemy z kolei dzięki relacji Dmitrija Tokariewa. Wiosną 1940 roku, w randze majora pełnił on funkcję szefa NKWD w okręgu Kalinin. Właśnie w piwnicach tamtejszego więzienia NKWD uśmiercano naszych rodaków.

Sam Tokariew solennie zapewniał, że osobiście nie brał udziału w egzekucjach. Zajmował się rzekomo jedynie doprowadzaniem na nie Polaków, a następnie zabieraniem ich zwłok. Mordowali przybyli z Moskwy kaci, z osławionym Wasilijem Błochinem na czele.

Wielkie historie co kilka dni w twojej skrzynce! Wpisz swój adres e-mail, by otrzymywać newsletter. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.

Ten pozbawiony jakichkolwiek ludzkich uczuć zbrodniarz od dziesięciu lat kierował oddziałem egzekucyjnym. To właśnie jego ludzie mieli na sumieniu między innymi marszałka Michaiła Tuchaczewskiego czy znanego pisarza Izaaka Babla.

Tokariew po latach tak opisywał, jak Błochin przygotowywał się do krwawego zadania:

(…) włożył swoją odzież specjalną: brązową skórzaną czapkę, długi skórzany brązowy fartuch, skórzane brązowe rękawice z mankietami powyżej łokci. Na mnie wywarło to ogromne wrażenie – zobaczyłem kata!

Wasilij Błochin na zdjęciu z 1926 roku (domena publiczna).
Wasilij Błochin na zdjęciu z 1926 roku (domena publiczna).

Sam proces uśmiercania wyglądał bardzo podobnie jak w Charkowie. Skrępowani jeńcy byli prowadzeni do tak zwanego czerwonego pokoju, gdzie ustalano ich personalia. Następnie wyprowadzano ich od celi śmierci, „gdzie za drzwiami stał Błochin i od razu naciskał spust”. On jednak wolał strzelać w potylicę, a nie kark.

Początkowo zamierzano uśmiercać blisko 350 więźniów w czasie jednej nocy. Okazało się to jednak niewykonalne, w związku z czym „normę” zmniejszono do 250 ofiar. Ciała pomordowanych następnie transportowano pociągami do oddalonego o 180 kilometrów Ostaszkowa.


Reklama


Egzekucje ciągnęły się przez ponad miesiąc, a po ich zakończeniu Błochin urządził huczny bankiet, na który zaprosił – jak podkreśla w swojej książce Katyń. Zbrodnia i walka propagandowa wielkich mocarstw Thomas Urban – nawet „kobiety  wykonujące  prace biurowe”.

Polecamy

Bibliografia

Ilustracja tytułowa: Kadr z filmu Andrzeja Wajdy Katyń

Autor
Rafał Kuzak
5 komentarzy

 

Dołącz do dyskusji

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.


Reklama

Wielka historia, czyli…

Niesamowite opowieści, unikalne ilustracje, niewiarygodne fakty. Codzienna dawka historii.

Dowiedz się więcej

Dołącz do nas

Kamil Janicki

Historyk, pisarz i publicysta, redaktor naczelny WielkiejHISTORII. Autor książek takich, jak Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Wawel. Biografia, Warcholstwo czy Cywilizacja Słowian. Jego najnowsza książka toŚredniowiecze w liczbach (2024).

Rafał Kuzak

Historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach, Okupowana Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej.

Wielkie historie w twojej skrzynce

Zapisz się, by dostawać najciekawsze informacje z przeszłości. Najlepsze artykuły, żadnego spamu.